A łyżka na to – nieeeeemożliwe! 10 komentarzy


Sobota, ale nie ta jutrzejsza tylko ta z przed tygodnia. Spotkanie z Dorotą która dzielnie pokonuje trasę pomiędzy rodzimym Krakowem a Warszawą, wybywając z domu na kilku tygodniowe kursy NLP. Prawie zawsze kiedy jest w Warszawie, ja i Mirek staramy się z nią spotkać. Tak samo było i tym razem. Ostatnio kiedy była, nawiedziliśmy knajpkę Orange na Kruczej, a tym razem wybraliśmy centrum handlowe Złote Tarasy. Najpierw pyszna kawa i gorąca czekolada która okazała się zimna, potem powolnym, wręcz żółwim tempem szliśmy coś zjeść, oczywiście nie opuszczając ZT. Ja i Dorota dostaliśmy fazy na głupawkę. Rechotaliśmy się (śmiech to za mało powiedziane) do granic możliwości opowiadając sobie kawały o kadłubku, irracjonalne i pozbawione sensu ? ale może właśnie to spowodowało że pokładaliśmy się ze śmiechu. Mirek udawał że nas nie zna, spoglądając na nas wzrokiem osłupiałym będąc od nas w bezpiecznej odległości. Jego mina mówiła sama za siebie ? ?Ja tych ludzi nie znam? – co nas jeszcze bardziej napędzało. Zmiana krzeseł czyli klapnięcie przy pysznej sałatce, natchnęła nas do bardziej poważnych rozmów. Dorotka wykazała się niesamowitą wiedzą zaczerpniętą z kursów. Zdolna bestia się robi, trzeba jej przyznać i do tego świetny stomatolog 😉
Od jakiegoś już czasu, kilku tygodni konkretnie, siedzimy z Mirkiem nad nową książką. Wydawnictwo chce wydać ją na wiosnę więc czas nas nagli. Są dni kiedy idziemy jak burza, ale bywają i takie kiedy pisanie przychodzi z taką trudnością że czuję jak moje szare komórki, dwie zresztą, błagają mnie o kolorowankę a nie otwartą stronę Word?a.
Po takim dniu siedzenia i pisania, zbawienne bywają takie wypady jak w środę, kiedy to ja, Mirek i nasz kolega Michał robimy sobie wieczorny wyskok na kebab. Jest taka świetna meta w Alejach Jerozolimskich. Lokalik dość mały, ale za to jaki kebab! Na cienkim cieście ? pychota 😉
Dzisiaj zadzwonił do mnie Mirek z pytaniem czy nie wybrałbym się z nim do centrum handlowego Arkadia bo chiał sobie kupić kurtkę ? zgodziłem się, pojechaliśmy jego samochodem.
Z dużym zadziwieniem przyglądałem się masowym pielgrzymkom zakupowiczów. Podobno mamy kryzys, a ja odniosłem wrażenie że chyba nie w Polsce. Kupujących co nie miara, no i co z tego że piątek popołudniu ;-P
Najkomiczniej było, kiedy po zakupach szukaliśmy samochodu, bo żaden z nas nie zapamiętał w którym miejscu zaparkowaliśmy, a przecież parking w tym centrum handlowym nie należy do małych. Trochę czasu upłynęło zanim go znaleźliśmy, jak dwa osobniki specjalnej troski snuliśmy się po poziomie -2 bo na szczęście Mirek to akurat zarejestrował. Ja później doznałem olśnienia ? kolor zielony! Parkowaliśmy w sekcji zielonej. Masakra 😉
Dzisiaj dostałem mail od jednej z uczestniczek szkolenia które prowadziłem (pozdrawiam ją serdecznie). W korespondencji padło słowo ?kurtuazyjnie?. Zastanawiałem się dość długo bo dawno nie miałem z nim styczności. Baaaaaa, powiem więcej, ono nie istnieje w moim słowniku. Bo jak można kurtuazyjnie coś komuś proponować? Albo mam na coś ochotę albo jej nie mam.
Na koniec taka mała dygresja. Ciekawe dlaczego mój Outlook dużą ilość poczty wrzuca do folderu spam. Odkrywam tam korespondencję tak dawno wysłaną że wpadam w osłupienie!
Muszę włączyć pocztę w swoim telefonie ? ciiiiiiiiiii, robię to już od miesięcy ? bo mam sporo połączeń nieodebranych, a może poczta ułatwi sprawę.
No dobrze, miała być jedna dygresja a były dwie ? to tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości że potrafię liczyć do dwóch 😉

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

2,512 total views, 2 views today

Please follow and like us: