Dzisiaj towarzyszyła nam iście wiosenna aura, przynajmniej w Warszawie tak było.
Pogoda wręcz zachęcała do wyjścia z domu, co też uczyniłem. Wsiadłem w samochód i obrałem kierunek centrum. Na Marsa (jedna z ulic wyjazdowych z Rembertowa) zaczyna tworzyć się korek, był wypadek, kobieta wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu, niestety zginęła. Jak większość kierowców zawracam i jadę przez Wesołą i Marysin na Trasę Siekierkowską. Na moście Siekierkowskim też wypadek, jak się później okazało, kierowca przeżył – potrzebna była interwencja straży pożarnej żeby wydostać człowieka z auta.
Dzisiaj w nocy zmiana czasu, z zimowego na letni. Tracimy godzinę, przestawiamy zegarki z godziny drugiej na trzecią. Słyszę tu i ówdzie narzekania od ludzi, że krócej będą spali, że trudno będzie się przestawić. Utraconą godzinę odzyskamy na jesieni, w październiku – kobieta która straciła dzisiaj życie w wypadku samochodowym nigdy go nie odzyska.
Powoli zamykam tydzień. Był szalenie pracowity, do tego stopnia, że ze zmęczenia zaliczyłem przed chwilą drzemkę godzinną – co nigdy mi się w ciągu dnia nie zdarza.
Pomimo zmęczenia mam dobry humor, a to po części za sprawą uczestniczek dzisiejszego szkolenia.
Nie ma nic bardziej motywującego, jak sympatyczna i świetnie współpracująca grupa na szkoleniu i do tego z poczuciem humoru. Dzięki ;o)
Niebawem lecę do Maroko, mam nadzieję choć troszkę podładować bateryjki, wprawdzie tylko chwila nad Atlantykiem ale to zawsze jakaś odmiana. Zwłaszcza że mam serdecznie dosyć tej zimy, choć o dziwo robi się coraz cieplej i mam nadzieję że wiosna jest tuż, tuż.
Życzę wszystkim udanego weekendu, natomiast tych którzy spędzą go pracując pozdrawiam serdecznie ;o)
Za mną kolejne szkolenie.
Przezabawna sytuacja, a właściwie luźny dialog pomiędzy jedną z uczestniczek i uczestnikiem szkolenia dotyczący relacji małżeńskich, emocji i spontanicznego okazywania miłości małżonce.
Uczestniczka szkolenia do uczestnika szkolenia: Wiesz, musisz sobie ustawić w komputerze automatyczne powiadamianie
co 3 miesiące o spontanicznym zakupie kwiatów dla żony.
Czyż to nie jest piękne ;o)
Oczywiście wypowiedź jest przytoczona za zgodą autorki słów, którą serdecznie pozdrawiam ;o)
Jak już się sypie coś w aucie, to na całego – hurtowo, kilka rzeczy na raz.
W zeszłym tygodniu wizyta u Pana Pawła, mojego elektryka – szyby mi się nie otwierały. Oczywiście podobno powód był prozaiczny, następnie okazało się, że nie jest to takie oczywiste i wreszcie wróciliśmy do punktu wyjścia – powód okazał się prozaiczny (no comment) ;o)))))
Musiałem kupić nowe opony – tak, to dobre słowo, musiałem. Pan u którego kupiłem gumy, dziwił się, że jedna z nich, najbardziej wyeksploatowana – jak to ujął – jeszcze nie eksplodowała. Cokolwiek to znaczyło zmobilizowało mnie do zakupu.
Skarbonka, studnia bez dna.
Tydzień wcześniej, kolejny raz auto było w serwisie. Gdyby ktoś mnie zapytał, nie potrafię powiedzieć co było naprawiane tym razem, ale na pewno jakieś elementy przy amortyzatorach. Przestałem już interesować się tym co jest do naprawy – za często.
Wszystko z powodu dojazdowej ulicy na moje osiedle, dziesiątki, jak nie setki dołów. Dziwię się, że jeszcze nikt nie podał Urzędu Gminy do sądu o odszkodowania za uszkodzenia aut ;o)
Ulica nazywa się Kadrowa, ja na nią „pieszczotliwie” mówię, Kraterowa.
Zresztą, co tutaj dużo mówić, ulica jest zjawiskowa. Popatrzcie sami ;o)
Nie wiem dlaczego na myśl przyszła mi ta właśnie piosenka, którą śpiewała Kayah ale wiem jedno – jeśli coś nam wpadnie w ucho, ugrzęźnie gdzieś w pamięci albo oko przechwyci jakiś obraz i wtedy trudno się tego pozbyć. Tekst piosenki, melodia która pieści nasze zmysły lub wygląd, często nietuzinkowy, estetyczny.
Co trzeba zrobić, żeby móc zaistnieć w Polskim showbiznesie? Do pewnego czasu, myślałem że trzeba mieć talent – absolutnie. Do tego dobrze byłoby posiadać ciekawą osobowość; inteligencja, charyzma, błyskotliwość, coś charakterystycznego, coś co pozostaje w naszej pamięci. Dopełnieniem tego wszystkiego jest uroda – choć ten element pozostaje kwestią sporną bo każdy z nas ma swój własny kanon piękna, dlatego pozostańmy przy tym że uroda to tylko kropka nad „i”.
Wydawało mi się, że posiadając taki kapitał można próbować zawojować szeroko rozumiany showbiznes.
Dokładnie tak, tylko wydawało mi się.
Walka o widza, czytelnika, czy internautę przypomina walkę o ogień u ludów pierwotnych, często bez finezji, coraz rzadziej bez smaku i jeszcze częściej bez hamulców. Zastanawiam się do czego są zdolne media byleby tylko podnieść oglądalność, czy zwiększyć nakład gazet. Kolorowe pisma prześcigają się nie tylko wielkością nagłówków, czy zdjęć na pierwszych stronach ale często tytuły są tak groteskowe, że przyprawiają nas o zawrót głowy.
Stacje telewizyjne, coraz częściej zapraszają do swoich programów osoby, które nie wnoszą nic poza błaznowaniem. Robienie wokół siebie „dymu” tylko po to, żeby znaleźć się w telewizji to już prawie chleb powszedni. Parcie na szkło (czytaj: potrzeba bycia pokazywanym w telewizji) jest tak silne, że nie istotne jest jak się pokazać, tylko – byleby się pokazać. Robienie z siebie pośmiewiska nie przeszkadza niektórym osobom, co więcej, mam wrażenie że to jest recepta na „sukces” rozumiany jako bycie w centrum uwagi. Kontrowersyjna postać- Jolanta Rutowicz – przyglądając się komentarzom na niektórych portalach, można by odnieść wrażenie że wszyscy plują jadem, wyśmiewają się, czy wręcz ubliżają Jolancie – wniosek? Nikt nie lubi Joli Rutowicz. Skoro nikt nie lubi Joli Rutowicz, to dlaczego wiele pism poświęca tyle uwagi Jolancie? Skoro jest tak nie lubiana, to dlaczego jest zapraszana do programów telewizyjnych?
Wczoraj, na stronie głównej portalu You Tube, nad ikonką filmiku widnieje nagłówek – „Jolanta Rutowicz wyśmiana i poniżona”, ilość wejść – 194 983 osoby. Dzisiaj, ilość wejść podskoczyła do liczby 202 641 (słownie: dwieście dwa tysiące sześćset czterdzieści jeden osób).
Pytanie, czy Jola Rutowicz cokolwiek sobą reprezentuje, czy też nie, pozostanie sporne. Są wśród nas tacy, którym imponuje zachowanie i osobowość Joli ale będą i tacy, którym jest ta postać obojętna. Nie zabraknie też takich osób, dla których Jolanta Rutowicz jest osobą która nic sobą nie reprezentuje (to delikatne stwierdzenie, wziąwszy pod uwagę komentarze internautów na portalach, gdzie są wzmianki o Joli).
Jedno jest pewne – ilość kliknięć jak i tempo w jakim wzrasta licznik odwiedzin, jest imponujące. Marginalne są przypadki osób, które nie słyszały o Joli Rutowicz.
Kilka miesięcy temu, moja przyjaciółka podesłała mi tę piosenkę. Od tamtej pory zdarza mi się jej słuchać (mowa o piosence rzecz jasna) kiedy nachodzi mnie refleksyjny nastrój.
Pozytywna.
Dedykuję ją tym wszystkim, którzy zatracili gdzieś optymizm.
Moim zdaniem, jedna z piękniejszych piosenek jakie słyszałem.
No i co ważne, rodzimy produkt ;o)
Ostatnio prześladuje mnie nieodparte wrażenie, że doświadczam Déjà vu.
Życie jest w nieustannym ruch, płynie niczym rzeka. Zaczyna u źródła. Nim dojdzie do ujścia, przewija się wśród niezliczonych krain – malowniczych i pięknych, jałowych i nieurodzajnych, bogatych i kwitnących, groźnych i niedostępnych. Nigdy nie doświadczamy tego samego, nigdy na brzegu rzeki nie dostrzeżemy tej samej krainy, a jednak….
Jednak czasami mamy wrażenie że powielamy coś, że doświadczamy czegoś po raz kolejny, że malowniczy – albo co gorsza, jałowy – obraz na brzegu rzeki już kiedyś widzieliśmy.
Te ruchy, te gesty, ten ton, ta sytuacja, te odczucia i doznania – doświadczaliśmy już tego? A może są łudząco podobne.
Czy nie jest tak, że każdy z nas, choć raz w życiu doświadcza Déjà vu?
Dziś mocno wieje, przynajmniej w centralnej części kraju. Czyżby wiatr potęgował doznanie Déjà vu?
Najnowsze komentarze