Kilka słów z mojego życia ...

Zaprzysiężenie Prezydenta, w serwisie stoi, a pioruny walą, sruuuuuuuu gdzie oczy poniosą, to armagedon.

6 sierpnia, 2010 | 23:58 |1 komentarz »

Mamy nowego, oficjalnego prezydenta. Dzisiaj nastąpiło zaprzysiężenie Bronisława Komorowskiego.
Jarosław Kaczyński rozczarowuje mnie coraz bardziej, hmmmmm, chyba nawet bardziej niż coraz bardziej.
Do katastrofy Smoleńskiej, nigdy wcześniej nie byłem emocjonalnie tak mocno zaangażowany w sprawy polityczne naszego kraju. Dlatego cieszy mnie wybór nowego prezydenta.

Od dwóch tygodni nie mam samochodu, stoi w serwisie. Z tego powodu wiele zamieszania w moim życiu, bo bez samochodu jak bez ręki, wiele komplikacji i zawirowania. Wiele osób mówi – sprzedaj to, pozbądź się tego.
Jest mały problem, ja lubię swojego gruchota, jestem do niego przywiązany. Ostatnio jednak, dochodzę do wniosku, a właściwie dojrzewam do decyzji o zmianie samochodu.

Późnym popołudniem, kiedy byłem w okolicach Góraszki, rozpętała się gigantyczna burza z intensywnymi wyładowaniami atmosferycznymi, drzewa kładły się na ziemi, deszcz tak mocno padał i jedyna myśl jaka mi towarzyszyła, to armagedon. Zawsze kiedy jestem w mało bezpiecznym otoczeniu i walą pioruny mam mieszane uczucia. Moi bliscy wiedzą, że boję się burzy. Nie wpadam w panikę ani też histerycznego zachowania chyba nie wykazuję, ale czuję się bardzo, bardzo nieswojo. Kiedyś, kiedy jeszcze Hanna-Barbera królowali w niedzielne przedpołudnia, byłem świadkiem uderzenia pioruna w drzewo, pod którym stała młoda dziewczyna. Drzewo było raczej lilipucich rozmiarów, więc grom poraził śmiertelnie dziewczynę. Od tamtej pory mam “stresa” podczas burzy nad moją głową, zwłaszcza kiedy pioruny walą bardzo blisko.
Wracając do Warszawy, wszędzie gałęzie, konary drzew jak i same drzewa połamane. Do samego Rembertowa obrazy jak po przejściu huraganu. Pół Rembertowa bez prądu, nie tylko Wawer jak podają media.

Około południa, na spacerze z Pelaśką, jak zwykle zresztą po lesie, natknąłem się na kilka kartek na drzewach.
Ostro napisane, ale niestety dotyczy prawdziwych sytuacji. Nie wchodząc w głąb lasu, który jest obok mojego osiedla, można dosłownie i przenośni przewracać się o puste butelki, puszki, prezerwatywy, pampersy (oczywiście żeby nie było wątpliwości, z zawartością wydaloną przez bobasiątka).
Może i ostro napisane, ale nie sposób się z treścią nie zgodzić. Spacerujące mamusie, zamiast śmierdzącą zawartość zabierać ze sobą i wywalać na śmietnik, ni mniej ni więcej, sruuuuuuuuuu gdzie oczy poniosą.

MADE IN POLSKA czyli walka krzyżem.

3 sierpnia, 2010 | 14:12 |12 komentarzy »

Od jakiegoś już czasu wiadomo było, że krzyż który znajduje się pod Pałacem Prezydenckim, zostanie dzisiaj przeniesiony do kościoła Świętej Anny. Właśnie okazało się, że krzyż jednak nie zostanie przeniesiony.
To wszystko za sprawą grupy osób, które koczują w tym miejscu.
Oglądam kanał informacyjny i dostaję gęsiej skórki. Włos mi się jeży, kręcę głową z niedowierzaniem i wytrzeszczam oczy.
Kogo widzę?
Widzę grupkę rozhisteryzowanych i agresywnych osób, które nazywają się tak zwanymi obrońcami krzyża.
Pod płaszczykiem wiary oraz patryjotyzmu, zachowanie niektórych osób przechodzi wszelkie dopuszczalne normy. Fanatyczne wręcz zachowanie, pokazuje tylko jedno – krzyż stał się symbolem odreagowania najgorszych emocji jakie drzemią w tych ludziach. Większości będących tam osób, które zachowują się jak opętani podczas egzorcyzmów nie chodzi już o spokojne uczczenie pamięci Lecha Kaczyńskiego. To już bardziej ich własne, niezdrowe ideologie i nadinterpretacja wiary katolickiej.
Histeria jaką popełniło kilka będących tam osób, nasuwa tylko jedno skojarzenie, ktoś obok mnie skwitował to chyba trafnie – szpital psychiatryczny, te osoby zachowują się jak pacjenci placówki psychiatrycznej będący na przepustce.
Ludzie pełni agresji, nietolerancji, buntu, zaciętości, nienawiści. Nie tak zachowuje się katolik.
Zatem kto “modli się” pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu?
Argumentacja osób przeciwnych przeniesienia krzyża, to ranienie ich uczuć religijnych.
Przecież nie chodzi o zniszczenie krzyża, tylko o przeniesienie do kościoła

THE END.

2 sierpnia, 2010 | 22:40 |4 komentarzy »

Ostatni okres mojego życia, to pasmo pracy, kłopotów, bieganiny i totalnego braku czasu. Szkolenia, coachingi, terapie, spotkania biznesowe, rozwiązywanie problemów rodzinnych, skupianie się na kwestiach zdrowotnych członków rodziny oraz wiele różnych małych elementów, które szczelnie wypełniają mi czas. Brakowało mi tego, jakże cennego, nie dającego się ani zatrzymać lub też wydłużyć, czasu który w moim przypadku jest jak na wagę złota, na dokończenie książki. Jak można, będąc permanentnie wyplutym i wyzutym z energii, zabierać się za pisanie. Zwłaszcza, że wolny czas w moim przypadku, to godzina 23:00 albo i później. Mózg już nie pracuje, a szare komórki strajkują, czekałem tylko chwili kiedy założą związki zawodowe.
Jednak, kiedy człowiek się spręży, powywala z kalendarza kilka niepotrzebnych rzeczy, to są szanse na zrobienie wielu ważnych i naglących punktów, które powinny być odhaczone już w zeszłym roku.
Skończyłem książkę, ha! Z ogromną satysfakcją napisałem w komputerze – THE END.
Oczywiście jest to póki co wersja robocza, czyli jeszcze sprawdzanie, edycja itp. ale samo pisanie mam już za sobą, ufffff!
No i te nieszczęsne rysunki poglądowe, dzisiaj pół dnia nad nimi spędziłem. Mógłbym więcej, ale cienkopis mi się złamał a do sklepu już chęci jechać nie miałem. Kupię jutro i będę kontynuował, bo to chyba najprzyjemniejszy kawałek tej roboty ;)))))))

“Złamane skrzydło”

31 lipca, 2010 | 22:17 |1 komentarz »

W wieku 56 lat, po długiej i ciężkiej walce z rakiem w Siemanowicach Śląskich odeszła Krystyna Stolarska – Gayga, gwiazda polskiej muzyki lat 80.

Tym bardziej mi smutno, bo ostatnimi czasy bardzo często słuchałem tej piosenki.

Kiczowaty bardzo akcent.

30 lipca, 2010 | 22:10 |5 komentarzy »

Ha! Chyba nikt mnie nie przebije na moim osiedlu w najbardziej kiczowatym akcencie.
Na moim tarasie stanął wiatrak słonecznikowy :))))))
I proszę się nie podśmiewać. Proszę się głośno śmiać :))))))

Niestety.

28 lipca, 2010 | 14:30 |4 komentarzy »

Kiedy wczoraj przeczytałem na jednym z portali informacyjnych, że rozbił się samolot Lufthansy, pomyślałem – no tak, samoloty spadają seriami, ciekawe kiedy będzie następny.
Długo nie musiałem czekać, dzisiaj rozbił się kolejny, pod Islamabadem, tym razem pasażerski linii Air Blue. Niestety, media podają, że wszyscy na pokładzie zginęli.
Hm. W przeciągu tygodnia, najdalej dwóch, powinien jeszcze spaść co najmniej jeden.

Kim jest Kataryna?

27 lipca, 2010 | 00:02 |1 komentarz »

Dzień męczący, wypluty jestem. Oddałem auto (znowu) do serwisu, zacznę je nazywać “tutek” – usterek ciąg dalszy.
Na koniec dnia szybki slalom po portalach informacyjnych. Zawrzało prawie wszędzie “Facebook zablokował konto znanej prawicowej blogerki Kataryny”!!! O raju! Kim jest ta osoba? To, że bloguje to wiem, bo próbowałem czytać jej wpisy, to, że beszta wszystkich z błotem, to też wiem, ale co więcej? O co tyle krzyku? Że niby jakaś prezeska, jakiegoś stowarzyszenia? Mam mętlik w głowie, jakby ludzie nie mieli innych problemów.
Swoją drogą, anonimowe besztanie ludzi ze świecznika nie mieści się w moich regułach – nawet jeśli tabuny rozhisteryzowanych internautów będą próbowali mi wmawiać – wolność słowa!
Jasne, wolność słowa, ale pod własnym imieniem i nazwiskiem.

Nie lubię poniedziałków.

26 lipca, 2010 | 16:15 |4 komentarzy »

Najlepiej rozumiesz się z ludźmi, którzy wyznają takie same wartości, przekonania i zasady, i najchętniej takimi ludźmi się otaczasz.
Brian Tracy

Jaki poniedziałek, taki cały tydzień – podobno.

„Wybory Kory” czyli nigdy więcej nie kupię Rzeczpospolitej.

26 lipca, 2010 | 10:30 |3 komentarzy »

“…W dodatku do Rzeczpospolitej Plus Minus z dnia 17-18 lipca ukazał się artykuł Pani Agnieszki Rybak pt. „Wybory Kory”, będący przykładem propagandowej nagonki z czasów PRL.

Już w pierwszym akapicie czytelnik dowiaduje się, że to zemsta ze strony autorki za poparcie udzielone przez słynną piosenkarkę, członkinię komitetu poparcia ówczesnego kandydata na prezydenta Bronisława Komorowskiego a także Januszowi Palikotowi, jako osobie, która ośmiela się stawiać pytania dotyczące przyczyn wypadku w Smoleńsku, pytania, które czterech doświadczonych adwokatów uznaje za podstawne i istotne dla przebiegu śledztwa (GW 17.07.2010 „Kilka pytań posła Palikota”).

Tekst redaktor Agnieszki Rybak zawiera wiele kłamstw, przekłamań, naciąganych interpretacji faktów jak również pomówień, których intencją jest próba oczernienia wybitnej Artystki.

Podobnie jak tydzień wcześniej w Internecie włożono w usta Kory wstrętne słowa wypowiedziane przez Rydzyka o Marii Kaczyńskiej, tak w Rzeczpospolitej dokonano następnej medialnej machinacji, pisząc tekst z krzywdzącą tezą.

Artykuł zilustrowano zdjęciem Kory z przedwyborczego spotkania z Bronisławem Komorowskim w Łazienkach, na fotografii widoczne są i inne osoby, które przybyły by wyrazić poparcie kandydatowi PO. Pytanie, kto następny ze zdjęcia, kogo w drugiej kolejności w bezczelny, kłamliwy sposób zaatakuje „Rzeczpospolita”? Hołowczyca? Sipowicza?

Największym przekłamaniem redaktor Rybak jest nadaremnie udowadniana teza, że po 1989 Kora próbuje wyjść poza ramy bycia wyłącznie artystką. Twierdzenie, że Kora pragnie rządu dusz. Nie będę wdawać się w spekulacje, które miałyby odpowiedzieć na odwieczne pytania: co to jest sztuka i kim jest artysta. Wystarczy spojrzeć na Kory drogę artystyczną, ale także własną, ludzką, prywatną. Posłuchać muzyki, przeczytać teksty. Kora pisze o miłości. Ale nie tylko – zawsze w jej utworach, w jej tekstach można znaleźć bunt i sprzeciw wobec niesprawiedliwości, przeciwko władzy totalitarnej, przeciwko poniżeniu człowieka, przeciwko krzywdzie.

Nagrywane w stanie wojennym płyty: O! i Nocny Patrol były muzyczno-poetyckim komentarzem do rzeczywistości na polskich ulicach. Lirycznym i brutalnym zarazem, wspaniałym w swej punkowej formie, o jak się okazało międzynarodowej sile przekazu (światowe kontrakty fonograficzno-koncertowe Maanamu z RCA i Fuego). Tej muzyki słuchały miliony, między innymi ja, wówczas kilkunastolatek, a także mój Ojciec w internowaniu i moja Mama w więzieniu. Słuchano jej przez radio, słuchano w „internatach”, nie mogła tez nie docierać od zomowców, ubeków i partyjniaków. To była żywa muzyka w żywym społeczeństwie, które po raz kolejny walczyło o wolność. Stąd tłumy na koncertach i zomowskie obstawy przed salami koncertowymi.

Jako zespół – Maanam, a jako osoba – Kora, odnieśli gigantyczny sukces. Nie chodziło jednak o sprzedaż płyt i miejsce na listach przebojów, lecz o miejsce w życiu i młodych, i dorosłych ludzi. O rockową rewolucję zapoczątkowaną na opolskim festiwalu. Za Maanamem ruszyła fala polskiego rocka: Perfekt, Republika i setki innych. To fenomen.

Jednocześnie ani Kora, ani zespół nie stali się beneficjentami swej popularności, nie poszli na współpracę z żadnym Systemem. To jedyny z najpopularniejszych polskich zespołów, który nigdy nie koncertował podczas „objazdówek” po demoludach, po ZSRR, miał też odwagę odmówić występu na komunistycznym spędzie organizowanym w Pałacu Kultury za co dotknęła ich cenzura, przez półtora roku blokując emitowanie utworów Maanamu w radio i telewizji, wydając zakaz koncertów, organizowanych przez państwowe przecież agencje.

Wedle redaktor Rybak artysta to ktoś taki, kto powinien śpiewać o błahych sprawach. Kto nie odnosi się do rzeczywistości, także politycznej. Czyli – bądź żyje w próżni społecznej, bądź jest bezideowym oportunistą.

Redaktor Rybak zarzuca Korze nieudane, choć uporczywe próby wejścia do polityki. Miedzy innymi w towarzystwie niejakiego Bryczkowskiego, nacjonalisty, politycznego hochsztaplera, który – czego byłem świadkiem- na początku lat dziewięćdziesiątych namawiał Korę do kandydowania do Sejmu z ramienia stworzonej przez niego Partii Zielonych, która, jak się szybko okazało, z ekologią nie miała nic wspólnego. Kora szybko zorientowała się, co to za człowiek i jaka to partia, zerwała natychmiast kontakty z nim. Rybak uparcie jednak twierdzi, że „nie udało jej się dostać do polityki”. Kłamstwo.

Pani Rybak komentuje teledysk i piosenkę Kory “Zabawa w chowanego”, w której piosenkarka opowiada o molestowaniu jej przez księdza w rodzinnym Krakowie. Pisze “do dziś jednak nie doszło do zidentyfikowania owego księdza”. Piękny tryb bezosobowy. Kto miał go identyfikować? Kora? A może powinna to zrobić jego parafia? Przecież skrucha, pokuta, prośba o wybaczenie. Jak dotąd, nic z tego. Metoda crimen sollicitationis mimo apelów papieża jest w Polsce metodą postępowania wobec przestępców seksualnych w sutannach.

Dlaczego więc artysta, a w tym wypadku również i ofiara, ma milczeć, szczególnie w kraju, gdzie dzieje się cos złego, na co politycy, urzędnicy, prokuratura, wymiar sprawiedliwości nie reagują. Stosują politykę strusia: schowali głowę piasek. I to ci z prawa, i ci z lewa. I dlatego napisała piosenkę o pedofilu księdzu, bo tacy księża są w Polsce i nadal krzywdzą dzieci. Rodzice nie reagują ze strachu i wstydu, zbyt często milczą, a księża z solidarności zawodowej. Rodzina i sąsiedzi krzywdzonych dzieci dlatego, że trudno im zaakceptować taką sytuację, szczególnie w małych miasteczkach, podważyć autorytet przedstawiciela Kościoła.

Redaktor Rybak porusza w swoim artykule temat pobytu Kory w domu Caritasu w Jordanowie prowadzonym przez zakonnice. Wedle jej relacji „pamięta, że siostry Prezentki tym opowieściom bardzo się dziwiły i skomentowały jej wspomnienia z książki Podwójna linia życia: „Może była chora? Tak już jest, że dobroć bywa niedoceniana, ale Pan Bóg wszystko widzi.”

Z tego co wiem, dziennikarka nie dotarła do żadnej z sióstr z okresu przerażającego dzieciństwa Kory w Jordanowie, ani do żadnej z jej współtowarzyszek w cierpieniu. Oparła swoją wiedzę na wypowiedziach zupełnie innych zakonnic, które w tej chwili zajmują się w Jordanowie dziećmi niedorozwiniętymi. Autorka w ten sposób przemyca swoją solidarność z prześladowcą, a nie z ofiarą. Obserwując losy ofiar przemocy fizycznej, psychicznej, czy seksualnej ze strony duchownych katolickich w Polsce zauważam, że prawie nikt się za nimi nie wstawia. Gdy w 2008 roku we wsi Hłudno powiesił się 13 letni ministrant Bartek Obłój zostawiwszy list oskarżający swego proboszcza, ale nikt nie zareagował! Ani księża, ani biskupi, ani kardynałowie. Takich wypadków w Polsce jest więcej. I są zamiatane pod dywan. Mam wrażenie, że hierarchowie wolą się zajmować polityką niż praktykowaniem tego, co sam Kościół głosi: ten, kto skrzywdzi najmniejszego z nas nie zazna spokoju w czeluściach piekielnych.

Redaktor Rybak pisze również, że Kora atakowała Kościół katolicki, w czasie, gdy był uciskany przez władzę. Czym go władza uciskała – konkordatem? Zwolnieniem Kościoła z ceł na import samochodów, czekolady, które wykorzystywane bywały do handlu tymi artykułami?

Kilka słów o szczególnie perfidnym zniesławieniu osoby Kory jako artystki i człowieka. Rzecz dotyczy koncertu dla powodzian w Olkuszu, 12 czerwca 2010.

Twierdzi redaktor Rybak mianowicie, że Kora ”zgarnęła większą cześć pieniędzy przeznaczonych dla artystów”, które ponoć miano przekazać powodzianom, zamiast płacić artystom. Otóż to burmistrz Olkusza mnie, menadżerowi, na kilka dni przed koncertem, w rozmowie telefonicznej, zaproponował, żebyśmy zrezygnowali z występu, a wówczas on przekaże nasze pieniądze na powodzian. Należy pamiętać, że mój zespół to kilkanaście osób: muzycy, akustycy, oświetleniowcy, techniczni, kierowcy, itd. Oni wszyscy mają rodziny i to jest ich praca . Mimo to podjąłem rozmowę, stawiając warunek, że zrzekniemy się naszego zarobku, odwołując koncert, jeżeli burmistrz Olkusza oraz jego radni zrobią to w takim samym stopniu jak my! Moja propozycja nie spotkała się z przychylnym przyjęciem, burmistrz nie próbował tez zorganizować akcji wymagającej odrobinę inicjatywy z jego strony, na przykład przygotowania wolontariatu do zbierania datków podczas koncertu, wspólnego przekazania przez miasto i zespól określonej sumy, etc. Możliwości jest wiele. Organizatorzy koncertu, sumitowali się i przepraszali za swego burmistrza, czuli się zażenowani. O tym wszystkim jednak dziennikarka nie chciała się dowiedzieć. Nie wykonała ani jednego telefonu czy maila do mnie, a mój adres jest zamieszczony na naszych stronach internetowych.

Podczas mojej dwudziestoletniej pracy z Korą oraz ostatnich siedemnastu lat Maanamu zdarzyło się nam grać koncerty charytatywne a także bezinteresownie brać udział w charytatywnych przedsięwzięciach. Dysponuję podziękowaniami i nadsyłanymi listami wdzięczności.

W Polsce, niestety zresztą, istnieje zjawisko tak zwanych koncertów charytatywnych, które jednak przy bliższym poznaniu takimi nie są. Po przestudiowaniu budżetu takiego przedsięwzięcia okazuje się, że na określony cel przeznacza się na ogół 10-30% wpływów! Dlatego bardzo często odmawiam udziału w takich pseudocharytatywnych imprezach i nawet nie informuję o tym ani Kory, ani muzyków.

Dwadzieścia lat temu, jako młody chłopak, zetknąłem się przez przypadek z Korą, na której muzyce się wychowywałem i która była dla mnie oczywiście nieosiągalną gwiazdą.

Okazało się, że to bezpośrednia, serdeczna, wspaniała osoba, której status największej gwiazdy nie oderwał od rzeczywistości. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, a wkrótce miałem zaszczyt zacząć współpracę z tą niezwykłą osobą. Na początku naszej przyjaźni, w roku 1990 zabrała mnie do Konstancina, do bodaj pierwszego w Polsce ośrodka dla chorych na AIDS i nosicieli wirusa HIV. Nie było tam wówczas łatwo, a Kora wspierała chorych finansowo i moralnie. Nigdy się tym nie chełpi. Innym razem poprosiła mnie, bym pomógł przewieźć jej coś ciężkiego – okazało się, że to karma dla psów przeznaczona dla jednego ze schronisk. Wiem, że wielokrotnie wspierała, bez rozgłosu, potrzebujących, w tym tegorocznych powodzian, wpłacając pieniądze na konta pomocowe.

Korą bardzo często kierują altruistyczne odruchy. Kiedy mieszkała jeszcze pod Warszawą, zatrzymała się w drodze do domu, bo zauważyła zziębniętego, czarnoskórego mężczyznę, który szedł poboczem. Święta Bożego Narodzenia, Kofi, ghański emigrant, spędził z rodziną Kory, u niej w domu, gdzie bywał częstym gościem przez wiele miesięcy, dopóki nie udało nam się pomóc mu w uzyskaniu dokumentów niezbędnych do wyjazdu do Niemiec, gdzie połączył się ze swoją żona i dziećmi.

Kora jest bezkompromisowa, bywa kontrowersyjna, ale przede wszystkim jest sprawiedliwa, lojalna, współczująca i zawsze ma serce pośrodku – dlatego takie insynuacje, jakie wysnuwa redaktor Rybak są szczególnie ohydne.

Redaktor tworzy obraz kumoterskich układów: „Kora przyjaźni się z Barbara Labudą, której syn jest zresztą jej menadżerem”. Jasne, ze Kora przyjaźni się z moją Matką, przyjaźni się tez z innymi nieprzeciętnymi kobietami, które mają odmienne od prezentowanych przez redaktor Rybak i jej gazetę poglądy polityczne: na przykład z Henryką Bochniarz, Magdaleną Środą. Łączy je pewna cecha wspólna – są to kobiety wybitne, wielkie Polki. Redaktor Rybak pewnie zmartwi to, że Kora ma przyjaźnie pozaartystyczne i nie interesuje jej przebywanie w wyłącznie właściwym jej świecie show-businessu.

Tak oto wystarczyło opowiedzieć się co swoich preferencji wyborczych, wesprzeć trzeźwo myślącego polityka, by stać się ofiarą paszkwilanckiej napaści ze strony „Rzeczpospolitej”.

Pytam więc powtórnie, kto za swoje poglądy zostanie zaatakowany w następnej kolejności?…”

Mateusz Labuda
Źródło: Gazeta Wyborcza

Sobotnich chwil kilka dla siebie w piątek.

23 lipca, 2010 | 23:49 |1 komentarz »

Odkąd otworzyłem oczy dzisiejszego poranka, mam nieodparte wrażenie, że dzisiaj jest sobota.
Dodatkowo “sobotnią” atmosferę w piątek potęgował dzisiejszy upał, który powodował, że funkcjonowałem na zwolnionych obrotach. Od dawien dawna, nie miałem okazji pobyczyć się na tarasie – takie “trochę czasu dla siebie na nic nierobienie”.
Udało się, jak tylko słońce zaszło za budynek i na moim tarasie zapanował cień, wywaliłem swoje zwłoki na bardzo wygodny fotel, który (nie wiedzieć czemu) kojarzy mi się z fotelem u ginekologa.
Mechanizm jest prosty, siadasz i korzystasz z wygody fotela. Wystarczy chwila nieuwagi w równowadze i tracąc balans oparcie opada na dół a część gdzie są nogi podnosi się do góry.
Jedno jest pewne, baaaaardzo wygodny sprzęt, głowa nisko a nogi wysoko ;)
Moja biedna psina zawsze towarzyszy mi wszędzie. Ja w sypialni, ona za mną, ja w kuchni, ona za mną, ja na tarasie, ona za mną.
Tak samo było i dzisiaj, pomimo zabójczej temperatury ona dzielnie ze mną :)
Na szczęście prognozy pogody przepowiadają ochłodzenie. Oby, bo chyba większość z nas ma dosyć tych upałów ;)