Wspomnienie jest jedynym
rajem, z którego nikt nas
nie może wypędzić
Jean Paul Sartre
Nie w przypadku mojego telefonu :)
Po prawie roku użytkowania, moja N97 zaczęła szwankować. Już dwa razy, na przestrzeni 2 miesięcy, musiałem formatować telefon. Wiecie, to tak jak amnezja, w tym przypadku telefoniczna amnezja. ;)
W kompleksie biurowym na ulicy Taśmowej, gdzie czasami szkolę, znajdują się między innymi siedziby takich firm jak Netia czy Play. Jest też tam, mała prywatna przychodnia.
We czwartek, podczas przerwy szkoleniowej wylazłem przed budynek.
Spotkałem dwie Panie (brunetka i blondynka) z owej przychodni, wyszły na papierosa. Nie pamiętam już, jak nawiązała się między nami rozmowa, chyba w momencie kiedy fotografowałem tysiące petów w wielkiej popielnicy.
- No tak, taka zabawa to jest fajna – powiedziała blondynka
- I przede wszystkim bezpieczna – dodała brunetka
Spojrzałem pytająco …..
- No niedaleko jak wczoraj, było dwóch panów z Playa – dorzuciła blondynka widząc moją minę – też się bawili.
- Tylko, że skończyło się to kilkoma szwami – pośpiesznie dodała brunetka.
- To czym oni się bawili? Fajna mi zabawa – odpowiedziałem
- No właśnie nie wiem, nie powiedzieli czym się bawili – powiedziała blond pani patrząc pytająco na brunetkę
- Może testowali telefony i rzucali nimi w siebie – odparłem
Pani blond i pani brunet eksplodowały salwą śmiechu.
Dzisiaj zaś, dzień jak co dzień, choć tylko z nazwy – poniedziałek.
Osobiste (czytaj; rodzinne) perypetie z Bondą ominę bo kompletnie wyżarła mi mózg, mój młodszy brat też się do tego przyczynił. Gdybym miał opisać tę sytuację, musiałoby paść wiele niecenzuralnych słów, a tego chcę uniknąć.
W ciągu dnia, nie tylko chmury wisiały w powietrzu, ciężka “atmosfera” też.
Postanowiłem odetchnąć świeżym powietrzem i wybrałem się na spacer z Pelaśką (moja czworonożna pociecha). Na skraju lasu, daleko od domostw, zauważyłem radiowóz. Było to dość dziwne i niecodzienne zjawisko, bo odkąd tu mieszkam nigdy nie widziałem w tym miejscu radiowozu. Przechodząc obok, przez zaroszone szyby próbowałem wypatrzeć kto siedzi w środku, nikogo jednak tam nie było. Spojrzałem na zegarek, było w okolicach 14:00 a wiedziałem, że będę miał gościa więc nie chciałem żeby czekał.
Olałem radiowóz (czytaj; metafora) i poszedłem do domu.
Przed terapią postanowiłem raz jeszcze wyjść z Pelaśką, bo wiedziałem, że wrócę późno więc wiecie – siusiu i te sprawy. Ku mojemu zaskoczeniu radiowóz dalej stał w tym samym miejscu w którym go zostawiłem.
Nie dawało mi to spokoju, bo na moim czasowskazywaczu była prawie 17:00.
Wtedy pojawiła się lawina wizji – czyżby przyszli zbierać jagody? Nieeeeee, za późno, już dawno ich nie ma.
Może przyszli zbierać grzyby? Nieeeeeee, wszystko wyzbierane przez okolicznych grzybiarzy.
Może robią zasadzkę na quadowców? Nieeeeeeee, przecież nie będą wlepiać mandatów biegając po lesie za quadami.
Może jakieś zwłoki gdzieś ktoś znalazł i zawiadomił policję? Nieeeeeee, już do tej pory byłoby całe mnóstwo policji i jakaś karetka zapewne by się pojawiła.
Może porwali ich kosmici? To już chyba bardziej prawdopodobne!
Wróciłem do domu, zawiesiłem się w myślach po czym wykręciłem 112.
Po drugiej stronie słuchawki, męski głos przedstawił się.
Dla pewności zapytałem czy oby na pewno połączyłem się z policją.
- Tak, z policją – usłyszałem.
- Witam Pana, nazywam się Tomasz Curlej i mieszkam w Rembertowie ……. – zacząłem streszczać sytuację ze stojącym od trzech godzin radiowozem i wykazałem moje zaniepokojenie.
- Jakiej marki jest ten samochód – zapytał Pan
- No wie Pan, ja nie wiem co to za marka była – odparłem
- A czy to było kombi czy …… – nie dałem skończyć i dumny z siebie krzyknąłem.
- Tak, tak! To było kombi!
- A czy to był srebrny samochód? – zapytał głos w słuchawce
- No przecież wszystkie radiowozy są srebrne, to znaczy srebrno granatowe, no wie Pan, miał i napisy POLICJA i numery boczne ale nie pamiętam jakie. I koguty miał. No radiowóz, raczej na podróbę nie wyglądał – odpowiedziałem.
- Dobrze, ja zaraz zadzwonię na komisariat do Rembertowa i dowiem się co i jak – zaproponował Pan.
Do teraz męczy mnie, co tyle czasu pusty radiowóz robił pod lasem? :)
Zaraz po rozmowie wsiadłem w samochód i pojechałem do centrum, droga była całkiem gładka (czytaj; bez korków) więc jechało się nieźle, dopiero na Puławskiej zaczął się korek.
Już prawie byłem u celu swojej podróży, już tylko kilka przecznic dzieliło mnie od …… kiedy nagle coś tak głośno rąbnęło, że pierwsza myśl to taka, że samolot spadł na mój samochód.
Szybko zorientowałem się, że to mój samochód wydał z siebie taki wybuchowy dźwięk. Do tego pojawiły się tumany dymu (a może to była para?).
Szybko wyłączyłem silnik i odruchowo złapałem za gaśnicę która okazała się zbędna.
Ja, po poniedziałkowych przejściach, na środkowym pasie zakorkowanej Puławskiej, stojący obok dymiącego się samochodu.
Stałem i nie wierzyłem, pytając się jednocześnie tak głośno, że zapewne na Woronicza było mnie słychać – CO JESZCZE DZISIAJ?!
Kilka samochodów stojących za mną zjechało na pasy prawy i lewy. Zacząłem pchać to wielkie pudło na chodnik, co graniczyło z cudem, bo wszędzie otaczały mnie samochody.
Usłyszałem głos za plecami w momencie kiedy oczy wyłaziły mi na wierzch od pchania tego gruchota
- Może Panu pomóc?
Obejrzałem się i zobaczyłem młodego człowieka, który zostawił swój samochód na środku ulicy (na awaryjnych oczywiście).
Dzięki temu młodemu człowiekowi, który tak po prostu, tak bezinteresownie pomógł mi przeturlać samochód na pobliską ulicę Bielawską, pomyślałem sobie – bożeeeeeeee, są jeszcze normalni ludzie na tym świecie!
Byłem mu bardzo wdzięczny, baaaaaa, jestem nadal. Pomimo tego, że wiem iż nie trafi tutaj i tego nie przeczyta, to bardzo, bardzo, bardzo mu DZIĘKUJĘ! Jak nic piwo mu się należy!
Co do męskiego zwisa wjeżdżającego z Puławskiej w Bielawską, to ćwok ma szczęście, że nie zatrzymał się tylko pojechał dalej – @@#&*(&^^#!%$%$&*^&^!#$~@$%^!!!!!!!!!!!!!
Potem przyjechał Mirek, chwilę później przyjechała laweta która zabrała zwłoki do serwisu, zaś Mirek zabrał resztki mnie do mojego domu.
Nie otwierać drzwi podczas biegu pociągu. Widzicie tego faceta poniżej napisu? To właśnie jest pociąg w biegu. Jeśli zobaczycie za oknem drzwi takiego gościa, za żadne skarby świata nie otwierajcie ich.
Ufffffff, odebrałem dzisiaj auto z serwisu. Hura!
Ufffffff, poszedłem dzisiaj do przypadkowego fryzjera. Hura!
Wysłałem mms’y do znajomych z moją nową, wymyślną fryzurą ;p
Dostaję zwrotkę:
Kto Ci to zrobił?
Po moich ostatnich wariacjach z włosami, wszyscy doznają szoku na moją nową, wymyślną fryzurę ツ
Ha! Chyba nikt mnie nie przebije na moim osiedlu w najbardziej kiczowatym akcencie.
Na moim tarasie stanął wiatrak słonecznikowy :))))))
I proszę się nie podśmiewać. Proszę się głośno śmiać :))))))
Udekorowano mnie tym, co matka natura stworzyła. Natychmiast przypomniały mi się czasy dzieciństwa i zabawy w indian. Haaaalllloooo! Na zabawy nigdy nie jest za późno :)))))
Wczoraj miałem sen, o dziwo pamiętam go bo raczej jestem z tych osób, które zapominają swoje sny.
Śniło mi się, że prowadziłem szkolenie. Co ciekawe, szkolenie odbywało się na świeżym powietrzu, na jakiejś polance czy czymś w tym rodzaju. Na trawie w każdym bądź razie wszyscy siedzieli. Chodząc pomiędzy uczestnikami szkolenia opowiadałem o posłance Nelly Rokicie próbując naśladować jej akcent. Nagle ku mojemu zdziwieniu, zauważyłem siedzącą gdzieś za kępą trawy, samą Nelly Rokitę. Zrobiło mi się głupio, więc próbowałem całą tę sytuację obrócić w żart witając się z nią serdecznie.
Potem akcja toczy się w mojej sypialni. Leżę sobie w łóżku, a właściwie próbuję zasnąć i drzwi do mojej sypialni otwierają się (dziwne, bo nigdy ich nie zamykam ze względu na psa). W drzwiach pojawia się Nelly Rokita i powoli zbliża się do mnie. Pochyla się nade mną, przez chwilkę przygląda mi się zaciekawiona tak jakby chciała sprawdzić czy ja, to na pewno ja i zaczyna w furii wbijać wykałaczki w moją twarz. Byłych ich dziesiątki, setki, tysiące :o))))))))
Co krzyczała wbijając wykałaczki, nie powiem ;oP
Boże! Dlaczego nie może mi się przyśnić jakaś plaża, palmy, słońce …….. ;o)
Najnowsze komentarze