29 sierpnia, 2010 | 14:42 |brak komentarzy »
Na chwilkę wyszło słoneczko, więc skorzystałem z okazji i poszedłem z Pelaśką na spacer.
W lesie wrzosy już zaczęły kwitnąć, ta odmiana zawsze kwitnie w połowie września co sugeruje, że już jesień nam się zaczęła. No tak, to lato minęło wyjątkowo szybko……
….. właśnie za oknem zaczęło padać :)



6 sierpnia, 2010 | 23:58 |1 komentarz »
Mamy nowego, oficjalnego prezydenta. Dzisiaj nastąpiło zaprzysiężenie Bronisława Komorowskiego.
Jarosław Kaczyński rozczarowuje mnie coraz bardziej, hmmmmm, chyba nawet bardziej niż coraz bardziej.
Do katastrofy Smoleńskiej, nigdy wcześniej nie byłem emocjonalnie tak mocno zaangażowany w sprawy polityczne naszego kraju. Dlatego cieszy mnie wybór nowego prezydenta.
Od dwóch tygodni nie mam samochodu, stoi w serwisie. Z tego powodu wiele zamieszania w moim życiu, bo bez samochodu jak bez ręki, wiele komplikacji i zawirowania. Wiele osób mówi – sprzedaj to, pozbądź się tego.
Jest mały problem, ja lubię swojego gruchota, jestem do niego przywiązany. Ostatnio jednak, dochodzę do wniosku, a właściwie dojrzewam do decyzji o zmianie samochodu.
Późnym popołudniem, kiedy byłem w okolicach Góraszki, rozpętała się gigantyczna burza z intensywnymi wyładowaniami atmosferycznymi, drzewa kładły się na ziemi, deszcz tak mocno padał i jedyna myśl jaka mi towarzyszyła, to armagedon. Zawsze kiedy jestem w mało bezpiecznym otoczeniu i walą pioruny mam mieszane uczucia. Moi bliscy wiedzą, że boję się burzy. Nie wpadam w panikę ani też histerycznego zachowania chyba nie wykazuję, ale czuję się bardzo, bardzo nieswojo. Kiedyś, kiedy jeszcze Hanna-Barbera królowali w niedzielne przedpołudnia, byłem świadkiem uderzenia pioruna w drzewo, pod którym stała młoda dziewczyna. Drzewo było raczej lilipucich rozmiarów, więc grom poraził śmiertelnie dziewczynę. Od tamtej pory mam “stresa” podczas burzy nad moją głową, zwłaszcza kiedy pioruny walą bardzo blisko.
Wracając do Warszawy, wszędzie gałęzie, konary drzew jak i same drzewa połamane. Do samego Rembertowa obrazy jak po przejściu huraganu. Pół Rembertowa bez prądu, nie tylko Wawer jak podają media.
Około południa, na spacerze z Pelaśką, jak zwykle zresztą po lesie, natknąłem się na kilka kartek na drzewach.
Ostro napisane, ale niestety dotyczy prawdziwych sytuacji. Nie wchodząc w głąb lasu, który jest obok mojego osiedla, można dosłownie i przenośni przewracać się o puste butelki, puszki, prezerwatywy, pampersy (oczywiście żeby nie było wątpliwości, z zawartością wydaloną przez bobasiątka).
Może i ostro napisane, ale nie sposób się z treścią nie zgodzić. Spacerujące mamusie, zamiast śmierdzącą zawartość zabierać ze sobą i wywalać na śmietnik, ni mniej ni więcej, sruuuuuuuuuu gdzie oczy poniosą.

tagi:
auto,
burza,
burza nad Warszawą,
foto,
fotografia,
Góraszka,
las,
merdająco,
pampersy,
samochód,
serwis samochodowy,
spacer,
spotkania,
uderzenie pioruna,
Wawer,
znajomi
23 lipca, 2010 | 23:49 |1 komentarz »
Odkąd otworzyłem oczy dzisiejszego poranka, mam nieodparte wrażenie, że dzisiaj jest sobota.
Dodatkowo “sobotnią” atmosferę w piątek potęgował dzisiejszy upał, który powodował, że funkcjonowałem na zwolnionych obrotach. Od dawien dawna, nie miałem okazji pobyczyć się na tarasie – takie “trochę czasu dla siebie na nic nierobienie”.
Udało się, jak tylko słońce zaszło za budynek i na moim tarasie zapanował cień, wywaliłem swoje zwłoki na bardzo wygodny fotel, który (nie wiedzieć czemu) kojarzy mi się z fotelem u ginekologa.
Mechanizm jest prosty, siadasz i korzystasz z wygody fotela. Wystarczy chwila nieuwagi w równowadze i tracąc balans oparcie opada na dół a część gdzie są nogi podnosi się do góry.
Jedno jest pewne, baaaaardzo wygodny sprzęt, głowa nisko a nogi wysoko ;)
Moja biedna psina zawsze towarzyszy mi wszędzie. Ja w sypialni, ona za mną, ja w kuchni, ona za mną, ja na tarasie, ona za mną.
Tak samo było i dzisiaj, pomimo zabójczej temperatury ona dzielnie ze mną :)
Na szczęście prognozy pogody przepowiadają ochłodzenie. Oby, bo chyba większość z nas ma dosyć tych upałów ;)




4 czerwca, 2010 | 14:51 |3 komentarzy »
Kiedy samolot wylądował w Kairze, nikt nie przypuszczał, że tak długo będziemy snuli się po Kairskim lotnisku.
Z Powodu burzy piaskowej zmuszeni byliśmy przeczekać na ziemi kilka godzin, szybko okazało się, że co najmniej 4 samoloty z Polski zostały tutaj skierowane. Kilkaset osób o białym kolorze skóry opanowało terminal pierwszy. Matki z dziećmi, starsi ludzie, grypa pracowników jakiejś firmy lecąca na nurkowanie, młodzi ludzie wybierający się na wypoczynek. Cały przekrój ludzi w różnym wieku.
Moją uwagę przykuły trzy osoby, dwie młode dziewczyny i jeden chłopak. Cała trójka leżała na schodkach, sprawiali wrażenie bardzo osłabionych. Skupisko trzech, bezwładnie leżących ciał przykuło nie tylko moją uwagę, przechodnie czekający na samoloty przystawali i bacznie obserwowali, często z niesmakiem wypisanym na twarzach, to jakże niecodzienne dla nich zjawisko. Na tablicy odlotów widniały między innymi – Teheran, Beirut, Dubai, Jeddah, Khartoum, Nairobi i wiele innych równie egzotycznych miast. Jak widać, wiele z nich to miejscowości w krajach muzułmańskich, zatem dla podróżnych widok dwóch pijanych, leżących, prawie roznegliżowanych dziewczyn i chłopaka, musiał wzbudzać ogromny niesmak. Skoro krajanie komentowali to zjawisko z niesmakiem, to nie powinny dziwić reakcje pozostałych pasażerów. Jak się później okazało, jedna z dziewczyn która wcześniej ucinała sobie “drzemkę” na schodkach, szukała biletów i telefonu. Okazało się, że zgubiła telefon oraz bilet swój i kumpeli. Zgubiła i nie znalazła.
Dzisiaj zrobiłem sobie spacer z moją pociechą merdającą, po wczorajszych ulewach i burzach dzisiaj wyszło słoneczko. Delektowałem się zielenią i przyrodą.
Nawet mi się golić nie chciało ;o)




26 maja, 2010 | 22:00 |3 komentarzy »
Zakręcony dzień, od rana na pełnych obrotach. Byłem dzisiaj z Pelaśką u weterynarza, z jej okiem coś się dzieje. Okazało się, że ma stan zapalny, nie wiadomo od czego ale pies który biega po łąkach i po lesie, na dodatek przypomina psa kamikadze, to czego się można spodziewać. Wracając od weterynarza do Rembertowa gigantyczne korki, ktoś wpadł pod pociąg w okolicach Sulejówka i w związku z tym te utrudnienia w moim kierunku. Jechałem na Marsa żeby potem skręcić w Żołnierską i sruuuuuu do Rembertowa. Nie dało się. Korek to za mało powiedziane. Postanowiłem wrócić do Warszawy i Targową dojechać do ulicy Strażackiej.
Ulica strażacka prowadzi wzdłuż torów prowadzących w kierunku Rembertowa i Sulejówka. SKM’ki (SKM – Szybka Kolej Miejska) stały a z wagonów wychodzili ludzie którzy piechotą szli w kierunku Rembertowa. Wyglądało to jak pielgrzymka, niektórzy nawet próbowali na wspomnianej Strażackiej łapać stopa. Machano nawet i na mnie ale mając na uwadze rozwścieczonego czworonoga na tylnym siedzeniu, który nie lubi wizyt u psiego lekarza wolałem nie ryzykować. Zbyt często fukała za moimi plecami, czułem ten rozgoryczony oddech na moim karku :o)
Okazuje się, że częste przypadki pękających spodni mogą być zaraźliwe, z drugiej zaś strony cieszę się, że nie tylko mi się to zdarza.
M. byłaś dzielna :o)
Jutro wsiadam w samolot i lecę się dosłonecznić, popływać, poleniuchować i ponurkować.
Ciepła mi się chce. Pakuję t-shirt, OFFa na komary, maskę do nurkowania i wybywam na tydzień.
Mózg zostawiam w domu.
Pozdrawiam wszystkich.

23 maja, 2010 | 22:22 |4 komentarzy »
Nie wiem co takiego jest w ludziach, którzy mają jakiegoś zwierzaka, ale zawsze są oni bardziej otwarci na drugiego człowieka. Na moim osiedlu najsympatyczniej rozmawia się z psiarzamia lub kociarzami. Najgorzej z matkami snującymi się z wózkami dziecięcymi po osiedlu lub pobliskim lesie. Wszyscy Ci (no dobrze, prawie wszyscy) którzy posiadają jakiegoś zwierzaka, to ludzie z którymi zawsze można porozmawiać, wymienić uśmiechy, powiedzieć zwykłe dzień dobry – mam wrażenie, ze większość ludzi na moim osiedlu reaguje alergicznie na te zwykłe, ludzkie odruchy.
Burbon, jeden z moich ulubionych mieszkańców mojego osiedla, jest tutaj od niedawna a już podbił serca niejednego mieszkańca. Ten młodzieniec z lokiem na głowie (lok już niebawem będzie obcięty), powoduje, że zawsze kiedy go widzę, rozpływam się – jest taki słodki :o)
Jest jeszcze Czika, która mieszka z Burbonem, ale ona jak tylko widzi aparat daje dyla :o)


Klepka, wredziocha nad wredziochy ale też przesłodka. Jej piękne, zielone (a może żółte?) oczęta zawsze mnie hipnotyzują. Nie lubi aparatu zatem dziwię się, że pozwoliła na kilka (dosłownie) kliknięć :o)

Jupik, rozbrykany, bardzo przyjacielski dżentelmen. Zawsze uśmiechnięty i pozytywnie zakręcony. W zimowym wdzianku, wszystkie psie panienki zawieszają wzrok na nim :o)

Imienia, a tym bardziej płci tego kociaka nie odkryłem jeszcze. Często przychodzi na mój taras, co więcej, raz nawet był w moim mieszkaniu :o)
Mieszka w tym samym bloku i kiedy moja pociecha biegnie, chcąc się bawić, tylko odrobinę sierści na ogonie staje na baczność :o)

Czarny, bardzo krzykliwy i niebotycznie ruchliwy młodziak. Zawsze kiedy mnie widzi, merda ogonem i domaga się czułości. Mieszka kilka ulic dalej :o)

Rita, widuję ją rzadko ale zawsze przewraca mnie z radości kiedy jestem z wizytą. Jest duża, bardzo duża i bardzo, bardzo spragniona myziania :o)
Szkoda tylko, że jej opiekun nie zawsze to dostrzega.

Gretta, kilka miesięcy temu przyjechała do Polski. Na początku dogadanie się z nią graniczyło z cudem, ale trochę praktyki – ja ją uczę mojego języka, ona mnie swojego …… Zawsze kiedy widzi mój samochód, jest pierwsza do przejażdżki :o)

I wreszcie moja pociecha.
Tyle już o niej pisałem, że chyba wystarczą fotki :o)
Kochany psiak -Pelka Morelka :o)


Z ostatniej chwili?
Czika, ta która daje dyla na widok aparatu (nawet tego w telefonie komórkowym) uwieczniona!
Dzięki Małgosiu :o)

25 kwietnia, 2010 | 21:07 |10 komentarzy »
Zadzwonił telefon.
- Wybieramy się z Marią na spacer, zaprowadzisz nas do tego jeziorka w lesie bo my nie trafimy?
- No pewnie! Z przyjemnością tam się wybiorę! – odpowiedziałem bez namysłu i ani przez minutę nie żałowałem tej decyzji.
To też zabrałem czworonoga i wybrałem się z Mirkiem i jego Mamą do pobliskiego lasu na długi, długi spacer.
Pogoda była cudna, akuratna. Nie za zimno, nie za ciepło – w sam raz.
Wszyscy moi bliscy znajomi wiedzą, że mam fioła na punkcie brzóz, przytulam się do nich niebezpiecznie często ;oP
Jak już kiedyś wielokrotnie wspominałem, podobno wyciągają z człowieka negatywną energię i ODstresowują (co widać na ostatnim zdjęciu hihihi) – z przymrużeniem oka czy bez mrużenia, ja tam tulę się ile wlezie :o)








tagi:
bezsensacje,
brzoza,
brzozy,
czworonóg,
foto,
fotografia,
głupawka,
JA,
las,
merdająco,
przyjaciele,
spacer,
spotkania,
znajomi
29 marca, 2010 | 20:50 |8 komentarzy »
Wczoraj byłem z moją czworonożną pociechą na baaaaaardzo długim spacerze po lesie. Było pięknie, słonecznie i ciepło. Wiosna była wszechobecna, nawet pobliskie jeziorko (choć niektórzy na to staw wołają) wypełnione było setkami, a może nawet tysiącami żab. Zapach ściętego drzewa które spotkałem w drodze powrotnej był zniewalający, świeży zapach żywicy. Bosko!
Nawet brzozy mnie nie zawiodły, jak już kiedyś pisałem, podobno przytulanie się do tych drzew powoduje pozbycie się negatywnej energii – prawda to czy też nie, ja się tam zawsze przytulam ;o)
Teraz słyszę, jak deszcz pada za oknem …..




tagi:
brzoza,
brzozy,
czworonóg,
deszcz,
fotografia,
jeziorko,
las,
merdająco,
pies,
pupil,
ścięte drzewa,
spacer,
spacer po lesie,
słońce,
wiosna,
żaby,
zapach żywicy
29 stycznia, 2010 | 22:00 |4 komentarzy »
Dobra wiadomość? Olga dostała paszport, radość jest ogromna. Lilja cieszy się, że spotka już niebawem córkę, Olgę zaś rozpiera szczęście, że lada chwila przyjedzie do Polski, spotka się z matką i będzie kontynuowała studia.
Smutna wiadomość? Przed chwilą dostałem e-mail od mojej znajomej sąsiadki. Jej czworonożny pupil umarł, jak to pięknie ujęła – odszedł za Tęczowy Most.
Smutno mi bo wiem jak bardzo kocha zwierzęta, jak bardzo była przywiązana do Gronia.
Jak napisała …. Już go nic nie boli……
Smutne to.
tagi:
Cztery Łapy,
czworonóg,
dobra wiadomość,
e-mail,
merdająco,
pies,
przyjaciele,
smutna wiadomość,
wiadomość,
za tęczowy most,
znajomi
22 stycznia, 2010 | 22:26 |1 komentarz »
Zima w tym sezonie nas nie rozpieszcza. Obfite opady śniegu, siarczyste mrozy. Synoptycy zapowiadają bardzo mroźny weekend, w Warszawie nawet do -33 stopni z soboty na niedzielę. Moja merdająca Pelaśka nigdy tak szybko nie zaliczała spacerów jak w ostatnich dniach. Myk jedno, myk drugie i do domu. Do tego ten zdziwiony wzrok i droga powrotna na trzech łapach :o)
Idę odpalić samochód choć na chwilę. Pomimo, że stoi na parkingu podziemnym to i tak jest tam potwornie zimno. Nie ruszałem się dzisiaj z domu z powodu przeziębienia, a akumulator mojego auta ledwie zipie. Muszę go trochę rozruszać.
Spokojnego piątkowego wieczoru wszystkim życzę :o)

tagi:
auto,
bezsensacje,
codziennik,
merdająco,
mróz,
mroźne noce,
mrozy,
parking,
pies,
prognoza pogody,
prognoza pogody on-line,
samochód,
siarczysty mróz,
spacery,
spacery z psem,
synoptycy,
temperatura w polsce,
zima
Najnowsze komentarze