Wczoraj obchodzony był Międzynarodowy Dzień Bloga, czyli także mojego :)
Wszyscy znajomi wiedzą, że piszę dla zabawy, eksperymentuję od kilku lat i dobrze się przy tym bawię :)
Nawet jeśli nie jest to wydumany, poważny lub posiadający mądre wpisy, to i tak jest mój blog :)
Mój kawałek przestrzeni w wirtualnym świecie.
Piszę o wszystkim, najczęściej o tym co w moim życiu się dzieje, czasami nudą wieje ale zdarzają się i ciekawe sytuacje. Do dziś fascynuje mnie magia blogowania, siedzisz w domu, w pracy, w pociągu na lotnisku i piszesz.
Często wysyłam MMSy, zawsze mam ze sobą telefon, więc kiedy zobaczę coś, co MNIE zainteresuje, fotografuję to i wysyłam na bloga.
Czasem robię wycieczkę po moim blogu przeglądając stare wpisy i fotki, przypominając sobie tym samym sytuacje o których zapewne dawno bym już zapomniał, albo najzwyczajniej w świecie – zapomniałem.
Dokumentuję wiele, czasami dla osób postronnych, nic nie znaczące rzeczy. Dla mnie jednak na ogół wiele znaczą te wszystkie wpisy.
To także dobra droga informowania moich znajomych, rozsianych po całym świecie, co w trawie piszczy czyli co u mnie słychać.
Sam z ogromną przyjemnością odwiedzam blogi znajomych, nawet jeśli wiem co u nich słychać, to jednak na blogu zawsze czymś potrafią zaskoczyć :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wszystkiego dobrego wszystkim blogującym – jak najwięcej natchnień i weny życzę :)
Dzisiaj, późnym wieczorem, wybrałem się ze znajomymi ….. no właśnie, znowu na Krakowskie Przedmieście :)
Oczywiście najpopularniejszy i najładniejszy deptak Warszawy oblegany był przez tłumy spacerujących. Jeszcze większe tłumy, znajdowały się przed Pałacem Prezydenckim. Nie wiem czy dlatego, że dzisiaj niedziela, ale ludzi pod Pałacem było więcej niż w piątek. Począwszy od modlących się przy fotografiach Lecha i Marii Kaczyńskich, poprzez młodzież bawiącą się tuż obok przy głośnej muzyce, a skończywszy na przechodniach-gapiach. Takich jak my :)
Modlący się próbowali “przemodlić” młodzież, a młodzież próbowała “prześpiewać” modlących się. Z tłumu przechodniów, co chwila można było usłyszeć głośne teksty “komuchy” lub “żydzi”. To oczywiście podchmieleni, rozbawieni całą sytuacją przechodzący ludzie nie mający nic wspólnego z grupą modlących lub grupą młodzieży, próbujących “przekrzyczeć” zebranych.
Oczywiście nasza przechadzka nie skupiała się na staniu pod Pałacem, przyszliśmy żeby delektować się spacerem. Krakowskie Przedmieście, zwłaszcza wieczorem, zwłaszcza w weekend kiedy ruch samochodowy jest zamknięty, wygląda olśniewająco.
Moje ulubione, stare ruchome schody przy trasie W-Z już nie są stare, wymienili je i teraz są nowe – to już nie to samo, tamte miały swój klimat, robiły tyle hałasu, że podczas jazdy nimi człowiek zastanawiał się czy się nie rozlecą :)
To co widzicie powyżej, to nie modlitwy, to także nie prośba o pomstę do nieba, to też nie porywanie przez UFO.. To rozpacz, gdzie są moje stare schody!!!!!!! :)
Pozdrawiam serdecznie.
Dzisiaj po pracy wskoczyliśmy do Vapiano, nie po to żeby się najeść, choć siłą rzeczy wyszliśmy o kilka tysięcy kalorii bogatsi, tylko po to, żeby przeczekać ten niebotyczny upał, korki i spokojnie wrócić do domu.
Szkolimy dziś i jutro Polkomtel, pojechaliśmy Mirka samochodem. W poniedziałek był Aegon, byliśmy moim autem bo ma klimatyzację. W drodze powrotnej do domu, temperatura silnika zaczęła niepokojąco rosnąć. Nie pozostało mi nic innego jak wyłączyć klimę oraz na full dać ogrzewanie i pędzić co sił w kołach do domu. Wyobraźcie sobie – na zewnątrz temperatura około +40 stopni w słońcu, w moim aucie +32.
Myślałem, że to kaprys mojego samochodu, że też upały źle znosi, dolałem nawet płynu do chłodnicy ale wczoraj wyciął mi podobny numer, znowu temperatura silnika wzrosła. W poniedziałek, mam taką nadzieję, oddam go do serwisu. Póki co, po Rembertowie poruszam się rowerem, przynajmniej na zdrowie mi to wyjdzie ;))))))
Gorzej z jutrzejszą terapią o 20:00, chyba będę musiał do kogoś uśmiechnąć się bardzoooooooo szeroko i pożyczyć auto :))))))))
Swoją drogą, polecam gorąco Vapiano, fajna atmosfera, niezłe jadło :)))))
Dostaję sms’a z Polski – Podobno znowu w Hurghadzie darmowe piaskowanie twarzy. Nic podobnego. Po piasku ani widu ani słychy. Niebo jest bezchmurne i jest bardzo, bardzo gorąco.
Intensywne dni, intensywny weekend. Po piątkowym szkoleniu, kiedy myślałem, że spędzę spokojnie resztę dnia odwiedzili mnie niespodziewani goście, urodzinowo oczywiście. Były aż dwa torty urodzinowe w prezencie, bo jak pisałem, nie zamierzałem wyprawiać urodzin :o)
Sympatyczna niespodziewanka :o)
W sobotę z Mirkiem byliśmy zaproszeni na coroczną imprezę KONTEKSTową, mnóstwo sympatycznych ludzi, mnóstwo zabawy i śmiechu, mnóstwo dobrej muzyki w wykonaniu grupy Miss Polonia w której to skład wchodzili sami Panowie :o)
Niedziela pod hasłem Pierwsza Komunia Święta Tuśka (Mateusza). Oczywiście największa frajda dla dzieciaków, to jak wiadomo – prezenty! :o)
Było kameralnie, tak lubię więc całkiem spokojnie było. Dzieciaki zajęte były jazdą na rolkach po domu (bo okrutnie padało na zewnątrz) a dorośli sobie pogaduchy zrobili.
Kwiecień plecień, poprzeplata, trochę zimy trochę lata.
Rozpoczynamy wielką majówkę, długi weekend przed nami. Kwiecień nas nie rozpieszczał ani pod względem pogody ani też z racji silnych emocji. Upłynął szybko, jak wiecie postanowiłem Wielkanoc spędzić poza granicami kraju. W zasadzie to postanowiłem Wielkanocy nie spędzać więc postanowiłem wyrwać się z kraju. Tuż po moim przylocie spadł samolot prezydencki. Przez wiele dni, jak większość Polaków, żyłem w ogromnym smutku, złości, żalu jednocześnie współczując rodzinom ofiar. W międzyczasie kilka szkoleń, jedno z nich utkwiło mi dość mocno w pamięci. Szkolenie “Zarządzanie stresem” dla Deutsche Banku w Warszawie. Kilkanaście (konkretnie – 16) osób i wyśmienita atmosfera, wspaniałe, otwarte umysły inteligentnych i młodych ludzi.
Oczywiście krocie spotkań z bardzo ciekawymi ludźmi i równie ciekawe rozmowy – żeby nie było, że same szkolenia ;o)
No tak, o szczątkowych ilościach tych nie ciekawych ludzi też należało by wspomnieć, ale po co? Szkoda qwerty ;o)
Przed wczoraj 18 urodziny Oli, córki Lilji która robi postępy w nauce języka Polskiego. Była pyszna zabawa, od wieków nie grałem w Twistera, sam się sobie dziwiłem, że potrafię się tak skręcać – momentami wyglądałem jak supeł ;oP
To dopiero początek ……… potem się zasupłałem ale i tak kategorycznie stwierdzam, że za stary już jestem w te wygibasy ;oP
Dzisiaj ostatni dzień kwietnia, z jednej strony cieszę się, że już się kończy…. Wczoraj wracając wieczorem do domu, spędziłem 40 minut w korku na trasie Siekierkowskiej – powód, blokada policyjna, kolejna zresztą. W maju jak w raju.
Przed nami majówka, długi weekend. Rozpoczyna się miesiąc który jest moim ulubionym miesiącem ;o))))))
Nie dość, że moje urodziny to jeszcze pierwsza komunia mojego bratanka Mateusza. Hmmmmmm, kiedyś rarytasem był elektroniczny zegarek lub rower a teraz? Teraz kiedy zaglądam na listę prezentów jakie sobie życzą dzieciaki włos mi się jeży :o)
Zadzwonił telefon.
- Wybieramy się z Marią na spacer, zaprowadzisz nas do tego jeziorka w lesie bo my nie trafimy?
- No pewnie! Z przyjemnością tam się wybiorę! – odpowiedziałem bez namysłu i ani przez minutę nie żałowałem tej decyzji.
To też zabrałem czworonoga i wybrałem się z Mirkiem i jego Mamą do pobliskiego lasu na długi, długi spacer.
Pogoda była cudna, akuratna. Nie za zimno, nie za ciepło – w sam raz.
Wszyscy moi bliscy znajomi wiedzą, że mam fioła na punkcie brzóz, przytulam się do nich niebezpiecznie często ;oP
Jak już kiedyś wielokrotnie wspominałem, podobno wyciągają z człowieka negatywną energię i ODstresowują (co widać na ostatnim zdjęciu hihihi) – z przymrużeniem oka czy bez mrużenia, ja tam tulę się ile wlezie :o)
Chwytamy resztki czasu i śladowe ilości słońca bo dzisiaj go jak na lekarstwo. Jutro wylot choć wszystko jest możliwe jeśli chodzi o samoloty. Wylot planowo miał być o 9:30 a ostatecznie jest przełożony na 17:20. Jak widać – nieprzewidywalne chwile ;)))
Najnowsze komentarze