Tydzień przemknął niczym TGV (Train à Grande Vitesse), proszę nie mylić z naszym rodzimym IC. To nie ma ze sobą nic wspólnego, poza torami. Małe zawirowanie które powstało w zeszłym tygodniu powoli wraca do normy – choć to i tak za dużo powiedziane. Dziękuję Mirkowi, Waldiemu oraz Paniom z mojego biura księgowości.
Najgorszy tydzień w moim życie? Nieeeeee, bywały gorsze ;o) choć przyznam, że był do bani.
Jako rasowa siódemka (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) zaczynam wracać do uśmiechu, głupawek, sympatycznych i wesołych ludzi. Znowu widzę same pozytywy :o)
Usłyszałem całkiem niedawno kawał. Beznadziejnie banalny ale dostałem takiej głupawki bo …… bo oczywiście moja wyobraźnia zawsze wkracza do akcji w takich sytuacjach.
Do pokoju w akademiku wpada studentka i krzyczy do współlokatorek:
Dziewczyny! Ściągajcie majtki! Tylko szybko bo zaraz chłopaki tu będą!
….. (?)
Nie te! Tez ze sznurków!
Po ostatniej wizycie w TVP2 na Woronicza czuję duży niesmak. Z kilkudziesięciominutowej mądrej (skromny jestem gdyby ktoś miał wątpliwości):oDDD wypowiedzi, wzięto tylko jedno, głupie zdanie. Strzelam focha na publiczną, o! Jeszcze na dodatek ten głupi podpis – trener stresu. To tak, jak bym trenował ludzi jak się stresować. :o)))))))
Kupię sobie paralizator i pejcz ;oP
Swoją drogą, do historii wejdą dwa stwierdzenia które doprowadziły mnie w piątek do megagłupawki – płaskorzeźba i Góra Rushmore :o)
Btw, TV POLONIA to nie powód do lamentów – żyjemy w dobie internetu :o>
Wczoraj jednodniowy wypad do Poznania, samochodem tym razem. W tamtą stronę jazda trasą Katowicką, fotoradarów jak grzybów po deszczu. Zastanawiałem się, które z nich to atrapy, przecież tyle się o nich mówi. Potem z Rawy Mazowieckiej przez Brzeziny do Strykowa, o stwórco, co za droga! Chcesz stracić zawieszenie? Jedź z Rawy Maz. do Strykowa :o) Od Strykowa do samego Poznania autostrada, booooooooooskoooooooo!
Droga powrotna oczywiście autostradą A2 i jak nie trudno zgadnąć do Strykowa, potem na Łowicz, Sochaczew, Błonie i do Warszawy. Od Strykowa do Warszawy – masakra, tłok, tłok, tłok i jeszcze raz tłok.
Odległość pomiędzy Poznaniem a Strykowem, pokonałem 4 razy szybciej, niż odcinek od Strykowa do Warszawy.
Jestem wściekły, mega wściekły. A właściwie to mi wstyd (nie mogę się zdecydować).
Wstydzę się, że tak duży kraj (jak na warunki europejskie) ma taką śladową ilość autostrad. Jest mi wstyd, że większość dróg w naszym kraju jest w opłakanym stanie. To co nazywamy drogami krajowymi, Niemcy pewnie traktują jako drogi polne. Wcale się nie dziwię, że jest tak dużo wypadków samochodowych a statystyki pokazują jak wiele jest ofiar śmiertelnych.
Lubię jeździć samochodem, ale jak tylko mam wybór wolę wsiąść w pociąg. Przynajmniej poczytać coś można i nie łapać wqrwa na nasze ukochane rodzime drogi.
Dzisiaj byłem na Woronicza, do jutrzejszego programu “Pytanie na śniadanie”, który będzie poruszał temat – uwaga! – wpływ stresu w pracy na życie seksualne :o) przeprowadzono ze mną rozmowę. Z tego co wiem będzie to kilkudziesięcio sekundowa wypowiedź, choć ja produkowałem się kilkadziesiąt minut. Pierwotnie pomysł był taki, że nagrywać będą w budynku. Plany jednak zmieniono i nagrywanie odbyło się na dworze, zmarzłem niemiłosiernie i jedyne o czym myślałem to – przytulić się do kaloryfera.
Zmieniłem zdanie, chyba wolę rozmowy na żywo. Co chwila startował samolot, a to ktoś przechodził z jakimś wózkiem robiącym rumor lub złośliwe ptaki darły dzioby co też nie było wskazane, więc przerywano mi zdanie po czym proszono o kontynuacje zdania. Taaaaaa, kontynuacja zdania kiedy sople z nosa mi zwisały i jedyne co kłębiło się w mojej głowie to – kaloryfer :o)
Co z tego zmontują, okaże się jutro. Lilja napisała wypracowanie – baśń.
Dostała kilkadziesiąt słów, które musiały znaleźć się w jej opowieści.
Oto rezultat. Oczywiście treść jest zapodana za zezwoleniem autorki :o)
Zyła sobie piękna phła, ktura mała na imie Dezi. Mieszkała w gęstij szersti rudego pieska, to był jej dom. Często mazyła o przygodah, o romanse z księżem na białom konie.
Był zwykły dzień, phła spacerowała z rudym wiernym hutrom dorożkamy zielonego lasu. Dezi była szczęśliwa: długi szal rozwijau wiatr, słonce ladne gzeło, żytie było piękne.
Nie wiedziałam że to był ostatnij dzień takego spokojnego życia. Z kont wyskocził en lis to niewedomo. Rude hutro poleciało za nim. Dezi nagle spadła na ziemlie w trawu. Jej to bardzo nie spodobałoś. Było zimno, twardo, samotnie, jeść nie było czego, grzyby jej nie smakowali.
Zaczał padać deszcz. Phła płakała i pomyśliała, że już nie żyje. Jej stary dom już nigdy nie wróci. Co mam robić?
W tu sekundu rozpaczu usłychała jak mocni i dobri ręki złapały jej za tęku talie. Ona była w rękach przystojnego królewicza – jak taka piękna Pani mog podorożówać sama jedna po lasie w taku brzydky pogodu? – mówił królewicz.
Dezi opowiedziała swoją historie i wszystko co jej stało. Królewicz patczył na Dezi i nie mog odwrócić oczu od jej.
To była ta jedna z której mazył spendić całe swoje życie.
Tęcza zagrała na niebie. Zakochana para szczęśliwie zamieszkała razem w białem hutnie dużego samotniego kota.
Dzisiaj 11 urodziny mojej bratanicy Sandry, wszystkiego najlepszego promyczku. Niech Ci szczęście sprzyja.
Udanego wieczoru wszystkim życzę :o)
Ha! Byłem dzisiaj w kinie, oglądałem film AVATAR na który wybierałem się już od dawna. Jestem pewnie jednym z ostatnich którzy obejrzeli ten film, przecież grają go już od jakiegoś czasu. Powiem krótko, film świetny! O ile jeszcze kilka lat temu robiono filmy dla efektów, tak teraz (a w tym przypadku Avatar) efekty robi się dla filmu.
Jestem pod ogromnym wrażeniem efektów, fabuły – od dawien dawna nie wierciłem się na fotelu wyczekując końca, choć Avatar do krótkich nie należy (ponad 160 minut). Oczywiście wszyscy Ci którzy radzili obejrzenie filmu w 3D mieli rację, rewelacyjne wrażenia :o)
Spotkałem w kinie Hanię, moją instruktorkę jogi z przed lat. Poza Asią była jedyną świetnie prowadzącą zajęcia na Foksal, niestety (a może i stety) już tam nie prowadzi zajęć. Podobno czyni asany gdzieś na Wiertniczej, ale tylko o 7:00 rano. Jak dla mnie to środek nocy – mowa tutaj o dniach luźnych, iedy nie muszę bladym świtem wstawać na szkolenia lub inne zajęcia :o)
Miałem przyjemność jako jeden z pierwszych przejechać nowym rondem Marsa/Płowiecka. Akurat w drodze powrotnej z kina wstrzymali ruch, by ponownie go puścić ale już po nowemu czyli nie skrzyżowaniem a rondem – choć trudno to jeszcze nazwać rondem :o)
W poniedziałek jadę na Woronicza nagrać kilka zdań o stresie dla programu “Pytanie na śniadanie”. Pewnie jak zwykle z godzinnego monologu zrobią jedno minutową wypowiedź. To i tak dobrze, że nie na żywo.
A w niedzielę? A w niedzielę prawdopodobnie jednodniowy wypad do Poznania, czy dojdzie do skutku? Zobaczymy :o)
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Najnowsze komentarze