Dzisiaj, późnym wieczorem, wybrałem się ze znajomymi ….. no właśnie, znowu na Krakowskie Przedmieście :)
Oczywiście najpopularniejszy i najładniejszy deptak Warszawy oblegany był przez tłumy spacerujących. Jeszcze większe tłumy, znajdowały się przed Pałacem Prezydenckim. Nie wiem czy dlatego, że dzisiaj niedziela, ale ludzi pod Pałacem było więcej niż w piątek. Począwszy od modlących się przy fotografiach Lecha i Marii Kaczyńskich, poprzez młodzież bawiącą się tuż obok przy głośnej muzyce, a skończywszy na przechodniach-gapiach. Takich jak my :)
Modlący się próbowali “przemodlić” młodzież, a młodzież próbowała “prześpiewać” modlących się. Z tłumu przechodniów, co chwila można było usłyszeć głośne teksty “komuchy” lub “żydzi”. To oczywiście podchmieleni, rozbawieni całą sytuacją przechodzący ludzie nie mający nic wspólnego z grupą modlących lub grupą młodzieży, próbujących “przekrzyczeć” zebranych.
Oczywiście nasza przechadzka nie skupiała się na staniu pod Pałacem, przyszliśmy żeby delektować się spacerem. Krakowskie Przedmieście, zwłaszcza wieczorem, zwłaszcza w weekend kiedy ruch samochodowy jest zamknięty, wygląda olśniewająco.
Moje ulubione, stare ruchome schody przy trasie W-Z już nie są stare, wymienili je i teraz są nowe – to już nie to samo, tamte miały swój klimat, robiły tyle hałasu, że podczas jazdy nimi człowiek zastanawiał się czy się nie rozlecą :)
To co widzicie powyżej, to nie modlitwy, to także nie prośba o pomstę do nieba, to też nie porywanie przez UFO.. To rozpacz, gdzie są moje stare schody!!!!!!! :)
Pozdrawiam serdecznie.
Mamy nowego, oficjalnego prezydenta. Dzisiaj nastąpiło zaprzysiężenie Bronisława Komorowskiego.
Jarosław Kaczyński rozczarowuje mnie coraz bardziej, hmmmmm, chyba nawet bardziej niż coraz bardziej.
Do katastrofy Smoleńskiej, nigdy wcześniej nie byłem emocjonalnie tak mocno zaangażowany w sprawy polityczne naszego kraju. Dlatego cieszy mnie wybór nowego prezydenta.
Od dwóch tygodni nie mam samochodu, stoi w serwisie. Z tego powodu wiele zamieszania w moim życiu, bo bez samochodu jak bez ręki, wiele komplikacji i zawirowania. Wiele osób mówi – sprzedaj to, pozbądź się tego.
Jest mały problem, ja lubię swojego gruchota, jestem do niego przywiązany. Ostatnio jednak, dochodzę do wniosku, a właściwie dojrzewam do decyzji o zmianie samochodu.
Późnym popołudniem, kiedy byłem w okolicach Góraszki, rozpętała się gigantyczna burza z intensywnymi wyładowaniami atmosferycznymi, drzewa kładły się na ziemi, deszcz tak mocno padał i jedyna myśl jaka mi towarzyszyła, to armagedon. Zawsze kiedy jestem w mało bezpiecznym otoczeniu i walą pioruny mam mieszane uczucia. Moi bliscy wiedzą, że boję się burzy. Nie wpadam w panikę ani też histerycznego zachowania chyba nie wykazuję, ale czuję się bardzo, bardzo nieswojo. Kiedyś, kiedy jeszcze Hanna-Barbera królowali w niedzielne przedpołudnia, byłem świadkiem uderzenia pioruna w drzewo, pod którym stała młoda dziewczyna. Drzewo było raczej lilipucich rozmiarów, więc grom poraził śmiertelnie dziewczynę. Od tamtej pory mam “stresa” podczas burzy nad moją głową, zwłaszcza kiedy pioruny walą bardzo blisko.
Wracając do Warszawy, wszędzie gałęzie, konary drzew jak i same drzewa połamane. Do samego Rembertowa obrazy jak po przejściu huraganu. Pół Rembertowa bez prądu, nie tylko Wawer jak podają media.
Około południa, na spacerze z Pelaśką, jak zwykle zresztą po lesie, natknąłem się na kilka kartek na drzewach.
Ostro napisane, ale niestety dotyczy prawdziwych sytuacji. Nie wchodząc w głąb lasu, który jest obok mojego osiedla, można dosłownie i przenośni przewracać się o puste butelki, puszki, prezerwatywy, pampersy (oczywiście żeby nie było wątpliwości, z zawartością wydaloną przez bobasiątka).
Może i ostro napisane, ale nie sposób się z treścią nie zgodzić. Spacerujące mamusie, zamiast śmierdzącą zawartość zabierać ze sobą i wywalać na śmietnik, ni mniej ni więcej, sruuuuuuuuuu gdzie oczy poniosą.
Na wczorajszym szkoleniu (AEGON), jedna z uczestniczek, urzekła mnie przeogromnie.
W czasie kiedy będzie druga tura wyborów prezydenckich, owa młoda dama będzie na wakacjach, zatem pofatygowała się do urzędu żeby móc zagłosować podczas wakacji. Wspaniała postawa, która mnie bardzo ujęła.
Wzór godny naśladowania. Nie ważne na kogo będzie głosowała, na Kaczyńskiego czy na Komorowskiego, liczy się to, że jej się chciało dokonać formalności. Zaimponowała mi i to nawet bardzo.
Dzisiaj, podczas rozmowy ze znajomą usłyszałem takie słowa:
- Nie rozumiem co to znaczy “wybieranie mniejszego zła”, wybór powinien być zdroworozsądkowy, nawet jeśli kandydat nie spełnia moich wszystkich oczekiwań, to nie oznacza to, że mam nie oddać głosu.
Jutro Ruciane Nida i szkolenie dla NBP, kocham Mazury i nawet jeśli pobędę tam chwilkę to i tak wystarczy mi na jakiś czas. Ostatnie szkolenie dla Gabinetu Prezesa Skrzypka było na jesieni ubiegłego roku więc i pogoda była pod psem, zimno, szaro i ponuro. Tym razem liczę na odrobinę ciepła i słoneczka. No i będę mijał mój ukochany Rezerwat Pupy :))))))))))))
Mój czworonóg jest znajdą i pomimo tego, że jest ze mną już prawie 7 lat wciąż ma syndrom porzuconej istoty. Zawsze, kiedy wychodzę z domu wciskam jej kit, że idę do sklepu. Ona wie gdzie jest sklep, bo kilka razy była ze mną po zakupy, gdzie czekała przywiązana smyczą do drzewa – bardzo tego nie lubi.
Zawsze jest spokojna, kiedy “wychodzę do sklepu” bo wie, że wrócę i dodatkowo uniknie czekania przy drzewie.
Dzisiaj wychodząc z domu, mówię do niej:
- Pelaśka, idę do sklepu żeby twoim prezydentem nie został kot.
A tak na poważnie, liczyłem na to, że wszystko się rozstrzygnie w pierwszej turze. Teraz kolejne dwa tygodnie i kolejne pieniądze z kieszeni podatników.
Na jednym z portali informacyjnych piszą o głosowaniu Polonii. Czytam jeden z komentarzy internautów:
czy w jakimkolwiek normalnym kraju prawo wyborcze mają ludzie, którzy uciekli dop niby lepszego świata ze swojej ojczyzny, nie płacą w niej podatków, a w dodatku w ich wymarzonym raju też wcale ich nie chcą i nie dają prawa głosu?? Nie – to tylko w Polsce i czas to zmienić, bo Polonusi, którzy 20 lat nie byli w Polsce, a wiedzę czerpią od wielebnego z Szikago nie powinni mieć wpływu na to co się dzieje kilka tysięcy kilometrów od nich.
To tylko jeden z licznych tego typu komentarzy, niestety muszę się z tym zgodzić.
Zaraz po powrocie z Nasutowa, złapało mnie podziębienie – dzisiaj prycham i mówię barytonem. Dopadło mnie przeziębienie i czuję się jak za szybą :o)
Dzisiaj też, Cyryl i Tusiek mnie nawiedzili, oczywiście większość wizyty spędzili gdzie? :o)
Mój imiennik Tomasz, powiedział mi, że dzisiejszy wieczór powinienem w kalendarzu zaznaczyć. Właśnie to robię, w blogowym kalendarzu zaznaczam. Wieczór przy ognisku był wyśmienity, chcąc nie chcąc, wyśmiałem się za wszystkie czasy i na zapas roczny :))))))
Udekorowano mnie tym, co matka natura stworzyła. Natychmiast przypomniały mi się czasy dzieciństwa i zabawy w indian. Haaaalllloooo! Na zabawy nigdy nie jest za późno :)))))
Dzisiaj odwiedziny w szpitalu pociągiem. Z wiadomych powodów pociągiem, samochód mi się rozkraczył. Właśnie wracam do Warszawy bo jeszcze dzisiaj służbowa podróż do Lublina. Wykończył mnie ten tydzień a to dopiero wtorek.
Kwiecień plecień, poprzeplata, trochę zimy trochę lata.
Rozpoczynamy wielką majówkę, długi weekend przed nami. Kwiecień nas nie rozpieszczał ani pod względem pogody ani też z racji silnych emocji. Upłynął szybko, jak wiecie postanowiłem Wielkanoc spędzić poza granicami kraju. W zasadzie to postanowiłem Wielkanocy nie spędzać więc postanowiłem wyrwać się z kraju. Tuż po moim przylocie spadł samolot prezydencki. Przez wiele dni, jak większość Polaków, żyłem w ogromnym smutku, złości, żalu jednocześnie współczując rodzinom ofiar. W międzyczasie kilka szkoleń, jedno z nich utkwiło mi dość mocno w pamięci. Szkolenie “Zarządzanie stresem” dla Deutsche Banku w Warszawie. Kilkanaście (konkretnie – 16) osób i wyśmienita atmosfera, wspaniałe, otwarte umysły inteligentnych i młodych ludzi.
Oczywiście krocie spotkań z bardzo ciekawymi ludźmi i równie ciekawe rozmowy – żeby nie było, że same szkolenia ;o)
No tak, o szczątkowych ilościach tych nie ciekawych ludzi też należało by wspomnieć, ale po co? Szkoda qwerty ;o)
Przed wczoraj 18 urodziny Oli, córki Lilji która robi postępy w nauce języka Polskiego. Była pyszna zabawa, od wieków nie grałem w Twistera, sam się sobie dziwiłem, że potrafię się tak skręcać – momentami wyglądałem jak supeł ;oP
To dopiero początek ……… potem się zasupłałem ale i tak kategorycznie stwierdzam, że za stary już jestem w te wygibasy ;oP
Dzisiaj ostatni dzień kwietnia, z jednej strony cieszę się, że już się kończy…. Wczoraj wracając wieczorem do domu, spędziłem 40 minut w korku na trasie Siekierkowskiej – powód, blokada policyjna, kolejna zresztą. W maju jak w raju.
Przed nami majówka, długi weekend. Rozpoczyna się miesiąc który jest moim ulubionym miesiącem ;o))))))
Nie dość, że moje urodziny to jeszcze pierwsza komunia mojego bratanka Mateusza. Hmmmmmm, kiedyś rarytasem był elektroniczny zegarek lub rower a teraz? Teraz kiedy zaglądam na listę prezentów jakie sobie życzą dzieciaki włos mi się jeży :o)
Zadzwonił telefon.
- Wybieramy się z Marią na spacer, zaprowadzisz nas do tego jeziorka w lesie bo my nie trafimy?
- No pewnie! Z przyjemnością tam się wybiorę! – odpowiedziałem bez namysłu i ani przez minutę nie żałowałem tej decyzji.
To też zabrałem czworonoga i wybrałem się z Mirkiem i jego Mamą do pobliskiego lasu na długi, długi spacer.
Pogoda była cudna, akuratna. Nie za zimno, nie za ciepło – w sam raz.
Wszyscy moi bliscy znajomi wiedzą, że mam fioła na punkcie brzóz, przytulam się do nich niebezpiecznie często ;oP
Jak już kiedyś wielokrotnie wspominałem, podobno wyciągają z człowieka negatywną energię i ODstresowują (co widać na ostatnim zdjęciu hihihi) – z przymrużeniem oka czy bez mrużenia, ja tam tulę się ile wlezie :o)
Ha! Byłem dzisiaj w kinie, oglądałem film AVATAR na który wybierałem się już od dawna. Jestem pewnie jednym z ostatnich którzy obejrzeli ten film, przecież grają go już od jakiegoś czasu. Powiem krótko, film świetny! O ile jeszcze kilka lat temu robiono filmy dla efektów, tak teraz (a w tym przypadku Avatar) efekty robi się dla filmu.
Jestem pod ogromnym wrażeniem efektów, fabuły – od dawien dawna nie wierciłem się na fotelu wyczekując końca, choć Avatar do krótkich nie należy (ponad 160 minut). Oczywiście wszyscy Ci którzy radzili obejrzenie filmu w 3D mieli rację, rewelacyjne wrażenia :o)
Spotkałem w kinie Hanię, moją instruktorkę jogi z przed lat. Poza Asią była jedyną świetnie prowadzącą zajęcia na Foksal, niestety (a może i stety) już tam nie prowadzi zajęć. Podobno czyni asany gdzieś na Wiertniczej, ale tylko o 7:00 rano. Jak dla mnie to środek nocy – mowa tutaj o dniach luźnych, iedy nie muszę bladym świtem wstawać na szkolenia lub inne zajęcia :o)
Miałem przyjemność jako jeden z pierwszych przejechać nowym rondem Marsa/Płowiecka. Akurat w drodze powrotnej z kina wstrzymali ruch, by ponownie go puścić ale już po nowemu czyli nie skrzyżowaniem a rondem – choć trudno to jeszcze nazwać rondem :o)
W poniedziałek jadę na Woronicza nagrać kilka zdań o stresie dla programu “Pytanie na śniadanie”. Pewnie jak zwykle z godzinnego monologu zrobią jedno minutową wypowiedź. To i tak dobrze, że nie na żywo.
A w niedzielę? A w niedzielę prawdopodobnie jednodniowy wypad do Poznania, czy dojdzie do skutku? Zobaczymy :o)
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Najnowsze komentarze