Zajęcia rozpoczynają się o 8:15, przecież to blady świt! :)
Przez ostatni miesiąc odzwyczaiłem się od tak wczesnego wstawania. Chyba przyszła pora przestawić zegar biologiczny ;)
Udanego wtorku wszystkim życzę :)
W Poznaniu pochmurno i deszczowo.
W Warszawie podobno słonecznie i nawet co poniektórzy w krótkich galotach hasają.
Jeszcze inni podobno na plaże biegają i hebanowym licem oślepiają ;))))) Dziwny ten świat – jak to kiedyś Czesław Niemen śpiewał :)
Tydzień rozpoczął się intensywnie. Dużo się dzieje od poniedziałku, jak by nie patrzeć zaczyna się sezon jesiennych szkoleń. Za kilka dni kierunek Poznań, za kilkanaście dni – kierunek Poznań. Wszystko za sprawą szkolenia dla Deutsche Banku. W między czasie Aegon i coś tam jeszcze. To wrzesień.
W październiku też grafik napięty. Dodatkowo, tfu tfu, tfu – żeby nie zapeszyć – szykuje się premiera książki. Wydawnictwo ostro zabrało się za przygotowania do druku, nawet wiem jak będzie okładka wyglądała – ha! :)
Szybko się uwijają, o niebo szybciej niż pisanie tej książki. Można było ją napisać piętnaście tysięcy razy szybciej ale wciąż brakowało czasu. Dokończenie jej odbyło się w trybie błyskawicznym. Kolejna książka, kolejna satysfakcja. Tym bardziej, że bardzo, bardzo różni się od poprzednich. Zmiany są fajne, zabawa życiowymi szansami i wyzwaniami jest fascynująca, nawet jeśli daje w kość, to siadasz później w fotelu na tarasie z kubkiem herbaty i śmiejesz się z przeciwności losu.
Dni nasiadówek na tarasie z kubkiem gorącej herbaty są policzone.
Lato nieubłaganie kończy się, wieczory są coraz krótsze i coraz bardziej chłodne.
Niebawem piękną zieleń zastąpią bajeczne kolory jesieni. Liście na drzewach będą prześcigały się, ciesząc nasze oko orgią barw.
Mieszkając na Krakowskim Przedmieściu (o boże! znowu to Krakowskie) uwielbiałem jesienią spacerować w Parku Saskim, spadające liście i ten szelest pod nogami.
Teraz mam las pod nosem, w którym rośnie trochę liściastych piękności więc liczę na …. spacery, spadające liście i ten szelest pod nogami :)
Dzisiaj po pracy wskoczyliśmy do Vapiano, nie po to żeby się najeść, choć siłą rzeczy wyszliśmy o kilka tysięcy kalorii bogatsi, tylko po to, żeby przeczekać ten niebotyczny upał, korki i spokojnie wrócić do domu.
Szkolimy dziś i jutro Polkomtel, pojechaliśmy Mirka samochodem. W poniedziałek był Aegon, byliśmy moim autem bo ma klimatyzację. W drodze powrotnej do domu, temperatura silnika zaczęła niepokojąco rosnąć. Nie pozostało mi nic innego jak wyłączyć klimę oraz na full dać ogrzewanie i pędzić co sił w kołach do domu. Wyobraźcie sobie – na zewnątrz temperatura około +40 stopni w słońcu, w moim aucie +32.
Myślałem, że to kaprys mojego samochodu, że też upały źle znosi, dolałem nawet płynu do chłodnicy ale wczoraj wyciął mi podobny numer, znowu temperatura silnika wzrosła. W poniedziałek, mam taką nadzieję, oddam go do serwisu. Póki co, po Rembertowie poruszam się rowerem, przynajmniej na zdrowie mi to wyjdzie ;))))))
Gorzej z jutrzejszą terapią o 20:00, chyba będę musiał do kogoś uśmiechnąć się bardzoooooooo szeroko i pożyczyć auto :))))))))
Swoją drogą, polecam gorąco Vapiano, fajna atmosfera, niezłe jadło :)))))
Tydzień jakiś zaklęty, wypadkowo – stłuczkowy. W poniedziałek jadąc z Mirkiem, rzecz jasna jego autem, przywaliła kobieta w tył jego samochodu. Wybiegła zszokowana, tłumacząc się, że tydzień temu urodziła dziecko i właśnie jedzie po pampersy dla bobo, które zostawiła właśnie śpiące w domu. Chciała zdążyć przed obudzeniem się malucha.
Przed wczoraj mnie potrącił samochód, choć słowo potrącił chyba jest na wyrost, dla zainteresowanych – notka poniżej.
Dzisiaj wracając z pracy, na skrzyżowaniu ulic Idzikowskiego i Witosa, tuż przed moim samochodem, zderzyły się dwa auta, obydwa do kasacji. Za kierownicą jednego z aut siedziała Pani, kierowcą drugiego zaś był mężczyzna. Kobieta stała na czerwonych światłach po drugiej stronie skrzyżowania, czyli naprzeciwko mnie. Ruszyłem na zielonym świetle, żeby skręcać z Idzikowskiego w ulicę Witosa i w ułamku sekundy, z ogromną prędkością jadący ul. Witosa samochód przywalił w auto kobiety, która także ruszyła na zielonym świetle. Zatrzymaliśmy samochód na awaryjnych i wybiegliśmy z Mirkiem, żeby sprawdzić czy oby nikomu nic się nie stało. O dziwo, kobieta wystrzeliła jak z procy z samochodu, bo zaczął się dymić więc było niebezpieczeństwo, że może się zapalić. Kierowca drugiego auta też wydostał się ze swojego o własnych siłach. Oczywiście zatrzymało się (chyba tylko) jedno auto, jacyś młodzi ludzie. Zobaczyłem, że zarówno kobieta jak i mężczyzna uczestniczący w wypadku gdzieś telefonują, podszedłem do obojga bliżej, żeby podsłuchać czy dzwonią po policję. Oboje dzwonili do rodzin więc nie pozostało mi nic innego, tylko wykręcić 112.
Oczekiwanie na połączenia trwało jakąś chwilę, aż wreszcie odezwał się damski głos po drugiej stronie.
Poinformowałem Panią, że na skrzyżowaniu ulic Witosa i Idzikowskiego zderzyły się dwa auta, po kilku sekundach, Pani powiedziała zdziwiona, że nie ma takich ulic (takiego skrzyżowania). Ja uparcie twierdziłem, że znajduję się przy rozbitych samochodach na tym właśnie skrzyżowaniu, gapiąc się jednocześnie na tabliczki informacyjne na których jak wół było napisane: WITOSA i IDZIKOWSKIEGO.
Pani z numeru alarmowego, zapytała mnie czy jestem w Warszawie, oczywiście zawahałem się, bo i zmęczony po szkoleniu i zdenerwowany faktem zdarzenia.
Odpowiedziałem, że tak, to jest Warszawa.
Pani zapytała mnie o nazwisko i imię, poprosiła także o podanie mi numerów rejestracyjnych i marek samochodów uczestniczących w incydencie. Zapytała też, czy potrzebna będzie karetka, odparłem, że tak, zdecydowanie tak.
Pani na chwilę się rozłączyła, a po chwili powiedziała, że karetka i policja są już powiadomione.
Uwierzyła mi na słowo, skoro nie miała takiego skrzyżowania na “swojej mapie”?
Ważne, że przyjechało pogotowie i zajęli się Panią i Panem którzy uczestniczyli w zdarzeniu, Panią kierowcę karetka zabierała do szpitala, bo o ile przez czas jakiś chodziła sprawnie, tak po kilkunastu minutach zaczęła tracić siły – adrenalina odpuszczała.
Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, bo Pani miała już wcześniej problemy z kręgosłupem, do tego uderzenie z takim impetem i poduszki powietrzne.
Szkolenie dla Polkomtela, moim zdaniem oczywiście, wyborne. Znowu zasługa ludzi uczestniczących w zajęciach. Fajnie było spotkać ich ponownie, po tych kilku miesiącach :)))))
W związku z tym, iż dzisiejsze szkolenie dla DB odbywa się w tym budynku, to najrozsądniejszym wyborem była podróż SKMką. Wcale nie żałuję tej decyzji. Bezstresowo, bez korków. Rewelacja :)
Na wczorajszym szkoleniu (AEGON), jedna z uczestniczek, urzekła mnie przeogromnie.
W czasie kiedy będzie druga tura wyborów prezydenckich, owa młoda dama będzie na wakacjach, zatem pofatygowała się do urzędu żeby móc zagłosować podczas wakacji. Wspaniała postawa, która mnie bardzo ujęła.
Wzór godny naśladowania. Nie ważne na kogo będzie głosowała, na Kaczyńskiego czy na Komorowskiego, liczy się to, że jej się chciało dokonać formalności. Zaimponowała mi i to nawet bardzo.
Dzisiaj, podczas rozmowy ze znajomą usłyszałem takie słowa:
- Nie rozumiem co to znaczy “wybieranie mniejszego zła”, wybór powinien być zdroworozsądkowy, nawet jeśli kandydat nie spełnia moich wszystkich oczekiwań, to nie oznacza to, że mam nie oddać głosu.
Jutro Ruciane Nida i szkolenie dla NBP, kocham Mazury i nawet jeśli pobędę tam chwilkę to i tak wystarczy mi na jakiś czas. Ostatnie szkolenie dla Gabinetu Prezesa Skrzypka było na jesieni ubiegłego roku więc i pogoda była pod psem, zimno, szaro i ponuro. Tym razem liczę na odrobinę ciepła i słoneczka. No i będę mijał mój ukochany Rezerwat Pupy :))))))))))))
Najnowsze komentarze