Kilka słów z mojego życia ...

Poznań, A2, TVP i Phła.

8 marca, 2010 | 19:44 |11 komentarzy »

Wczoraj jednodniowy wypad do Poznania, samochodem tym razem. W tamtą stronę jazda trasą Katowicką, fotoradarów jak grzybów po deszczu. Zastanawiałem się, które z nich to atrapy, przecież tyle się o nich mówi. Potem z Rawy Mazowieckiej przez Brzeziny do Strykowa, o stwórco, co za droga! Chcesz stracić zawieszenie? Jedź z Rawy Maz. do Strykowa :o) Od Strykowa do samego Poznania autostrada, booooooooooskoooooooo!
Droga powrotna oczywiście autostradą A2 i jak nie trudno zgadnąć do Strykowa, potem na Łowicz, Sochaczew, Błonie i do Warszawy. Od Strykowa do Warszawy – masakra, tłok, tłok, tłok i jeszcze raz tłok.
Odległość pomiędzy Poznaniem a Strykowem, pokonałem 4 razy szybciej, niż odcinek od Strykowa do Warszawy.
Jestem wściekły, mega wściekły. A właściwie to mi wstyd (nie mogę się zdecydować).
Wstydzę się, że tak duży kraj (jak na warunki europejskie) ma taką śladową ilość autostrad. Jest mi wstyd, że większość dróg w naszym kraju jest w opłakanym stanie. To co nazywamy drogami krajowymi, Niemcy pewnie traktują jako drogi polne. Wcale się nie dziwię, że jest tak dużo wypadków samochodowych a statystyki pokazują jak wiele jest ofiar śmiertelnych.

Lubię jeździć samochodem, ale jak tylko mam wybór wolę wsiąść w pociąg. Przynajmniej poczytać coś można i nie łapać wqrwa na nasze ukochane rodzime drogi.
Dzisiaj byłem na Woronicza, do jutrzejszego programu “Pytanie na śniadanie”, który będzie poruszał temat – uwaga! – wpływ stresu w pracy na życie seksualne :o) przeprowadzono ze mną rozmowę. Z tego co wiem będzie to kilkudziesięcio sekundowa wypowiedź, choć ja produkowałem się kilkadziesiąt minut. Pierwotnie pomysł był taki, że nagrywać będą w budynku. Plany jednak zmieniono i nagrywanie odbyło się na dworze, zmarzłem niemiłosiernie i jedyne o czym myślałem to – przytulić się do kaloryfera.
Zmieniłem zdanie, chyba wolę rozmowy na żywo. Co chwila startował samolot, a to ktoś przechodził z jakimś wózkiem robiącym rumor lub złośliwe ptaki darły dzioby co też nie było wskazane, więc przerywano mi zdanie po czym proszono o kontynuacje zdania. Taaaaaa, kontynuacja zdania kiedy sople z nosa mi zwisały i jedyne co kłębiło się w mojej głowie to – kaloryfer :o)
Co z tego zmontują, okaże się jutro.
Lilja napisała wypracowanie – baśń.
Dostała kilkadziesiąt słów, które musiały znaleźć się w jej opowieści.
Oto rezultat. Oczywiście treść jest zapodana za zezwoleniem autorki :o)

Zyła sobie piękna phła, ktura mała na imie Dezi. Mieszkała w gęstij szersti rudego pieska, to był jej dom. Często mazyła o przygodah, o romanse z księżem na białom konie.
Był zwykły dzień, phła spacerowała z rudym wiernym hutrom dorożkamy zielonego lasu. Dezi była szczęśliwa: długi szal rozwijau wiatr, słonce ladne gzeło, żytie było piękne.
Nie wiedziałam że to był ostatnij dzień takego spokojnego życia. Z kont wyskocził en lis to niewedomo. Rude hutro poleciało za nim. Dezi nagle spadła na ziemlie w trawu. Jej to bardzo nie spodobałoś. Było zimno, twardo, samotnie, jeść nie było czego, grzyby jej nie smakowali.
Zaczał padać deszcz. Phła płakała i pomyśliała, że już nie żyje. Jej stary dom już nigdy nie wróci. Co mam robić?
W tu sekundu rozpaczu usłychała jak mocni i dobri ręki złapały jej za tęku talie. Ona była w rękach przystojnego królewicza – jak taka piękna Pani mog podorożówać sama jedna po lasie w taku brzydky pogodu? – mówił królewicz.
Dezi opowiedziała swoją historie i wszystko co jej stało. Królewicz patczył na Dezi i nie mog odwrócić oczu od jej.
To była ta jedna z której mazył spendić całe swoje życie.
Tęcza zagrała na niebie. Zakochana para szczęśliwie zamieszkała razem w białem hutnie dużego samotniego kota.

Dzisiaj 11 urodziny mojej bratanicy Sandry, wszystkiego najlepszego promyczku. Niech Ci szczęście sprzyja.
Udanego wieczoru wszystkim życzę :o)

Avatar

5 marca, 2010 | 23:54 |1 komentarz »

Ha! Byłem dzisiaj w kinie, oglądałem film AVATAR na który wybierałem się już od dawna. Jestem pewnie jednym z ostatnich którzy obejrzeli ten film, przecież grają go już od jakiegoś czasu. Powiem krótko, film świetny! O ile jeszcze kilka lat temu robiono filmy dla efektów, tak teraz (a w tym przypadku Avatar) efekty robi się dla filmu.
Jestem pod ogromnym wrażeniem efektów, fabuły – od dawien dawna nie wierciłem się na fotelu wyczekując końca, choć Avatar do krótkich nie należy (ponad 160 minut). Oczywiście wszyscy Ci którzy radzili obejrzenie filmu w 3D mieli rację, rewelacyjne wrażenia :o)
Spotkałem w kinie Hanię, moją instruktorkę jogi z przed lat. Poza Asią była jedyną świetnie prowadzącą zajęcia na Foksal, niestety (a może i stety) już tam nie prowadzi zajęć. Podobno czyni asany gdzieś na Wiertniczej, ale tylko o 7:00 rano. Jak dla mnie to środek nocy – mowa tutaj o dniach luźnych, iedy nie muszę bladym świtem wstawać na szkolenia lub inne zajęcia :o)
Miałem przyjemność jako jeden z pierwszych przejechać nowym rondem Marsa/Płowiecka. Akurat w drodze powrotnej z kina wstrzymali ruch, by ponownie go puścić ale już po nowemu czyli nie skrzyżowaniem a rondem – choć trudno to jeszcze nazwać rondem :o)
W poniedziałek jadę na Woronicza nagrać kilka zdań o stresie dla programu “Pytanie na śniadanie”. Pewnie jak zwykle z godzinnego monologu zrobią jedno minutową wypowiedź. To i tak dobrze, że nie na żywo.
A w niedzielę? A w niedzielę prawdopodobnie jednodniowy wypad do Poznania, czy dojdzie do skutku? Zobaczymy :o)
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

Hjälten

29 listopada, 2009 | 11:25 |6 komentarzy »

TC czyli Tomasz Curlej prosto ze Szwecji.
No cóż, że ze Szwecji? :o)

P.S. Uśmiałem się do łez :o))))))))

edit: 22:11
Taniec z gwiazdami dobiegł końca. Nie oglądałem tego programu, zdecydowanie wolę “Dom nad rozlewiskiem” z Joasią Brodzik. Czasami, kiedy gościnnie u kogoś byłem to zapuszczałem żurawia lub biegając po kanałach w niedzielne wieczory zatrzymywałem się na chwil kilka na tvn, oczywiście po serialu DNR.
Nie kibicowałem nikomu, ale kiedy dzisiaj dowiedziałem się, że zostały Natasz Urbańska i Anna Mucha to przełączyłem na końcówkę finału.
Cieszę się, że wygrała Anka Mucha, lubię tę dziewczynę. Jej sympatyczne usposobienie dodaje wiele uroku jej wizerunkowi. Moje szczere gratulacje Aniu.

Gdzie się podziała grypa?

22 listopada, 2009 | 22:00 |3 komentarzy »

Oglądam ja dziś sobie fakty na tvn, a to rzadkość ostatnimi czasy, a tam żadnej wzmianki o grypie!
Nawet newsa o szkole amerykańskich marines dali, jak to przez trzynaście tygodni robią z nich twardzieli a ich rodzicielki są ze swoich pociech dumne. O grypie cisza. Przecież jeszcze kilka dni temu groziła nam nieomalże pandemia, no dobrze, może przesadzam, ale epidemia z całą pewnością :o>
Jako, że owe fakty oglądałem będąc w gościach to słyszę komentarz
Czyżby skończyły się szczepionki?

Trafne spostrzeżenie :o)

Desperate Housewives – Oprah Winfrey is the New Neighbour

20 września, 2009 | 00:43 |14 komentarzy »

Serial ” Desperate Housewive” (Gotowe na wszystko) sezon 5 właśnie się rozpoczął na polsacie, dzisiaj dwa pierwsze odcinki. Z ogromną przyjemnością obejrzę, choć oglądałem już na kanale abc. Cieszę się też, że będzie emitowany w soboty, nie tak jak poprzednie sezony, we czwartki.



„Córeczko! Wolałabym, żebyś była chłopcem…”

20 marca, 2009 | 14:23 |27 komentarzy »

Nie wiem dlaczego na myśl przyszła mi ta właśnie piosenka, którą śpiewała Kayah ale wiem jedno – jeśli coś nam wpadnie w ucho, ugrzęźnie gdzieś w pamięci albo oko przechwyci jakiś obraz i wtedy trudno się tego pozbyć. Tekst piosenki, melodia która pieści nasze zmysły lub wygląd, często nietuzinkowy, estetyczny.

Co trzeba zrobić, żeby móc zaistnieć w Polskim showbiznesie? Do pewnego czasu, myślałem że trzeba mieć talent – absolutnie. Do tego dobrze byłoby posiadać ciekawą osobowość; inteligencja, charyzma, błyskotliwość, coś charakterystycznego, coś co pozostaje w naszej pamięci. Dopełnieniem tego wszystkiego jest uroda – choć ten element pozostaje kwestią sporną bo każdy z nas ma swój własny kanon piękna, dlatego pozostańmy przy tym że uroda to tylko kropka nad „i”.
Wydawało mi się, że posiadając taki kapitał można próbować zawojować szeroko rozumiany showbiznes.
Dokładnie tak, tylko wydawało mi się.
Walka o widza, czytelnika, czy internautę przypomina walkę o ogień u ludów pierwotnych, często bez finezji, coraz rzadziej bez smaku i jeszcze częściej bez hamulców. Zastanawiam się do czego są zdolne media byleby tylko podnieść oglądalność, czy zwiększyć nakład gazet. Kolorowe pisma prześcigają się nie tylko wielkością nagłówków, czy zdjęć na pierwszych stronach ale często tytuły są tak groteskowe, że przyprawiają nas o zawrót głowy.
Stacje telewizyjne, coraz częściej zapraszają do swoich programów osoby, które nie wnoszą nic poza błaznowaniem. Robienie wokół siebie „dymu” tylko po to, żeby znaleźć się w telewizji to już prawie chleb powszedni. Parcie na szkło (czytaj: potrzeba bycia pokazywanym w telewizji) jest tak silne, że nie istotne jest jak się pokazać, tylko – byleby się pokazać. Robienie z siebie pośmiewiska nie przeszkadza niektórym osobom, co więcej, mam wrażenie że to jest recepta na „sukces” rozumiany jako bycie w centrum uwagi. Kontrowersyjna postać- Jolanta Rutowicz – przyglądając się komentarzom na niektórych portalach, można by odnieść wrażenie że wszyscy plują jadem, wyśmiewają się, czy wręcz ubliżają Jolancie – wniosek? Nikt nie lubi Joli Rutowicz. Skoro nikt nie lubi Joli Rutowicz, to dlaczego wiele pism poświęca tyle uwagi Jolancie? Skoro jest tak nie lubiana, to dlaczego jest zapraszana do programów telewizyjnych?
Wczoraj, na stronie głównej portalu You Tube, nad ikonką filmiku widnieje nagłówek – „Jolanta Rutowicz wyśmiana i poniżona”, ilość wejść – 194 983 osoby. Dzisiaj, ilość wejść podskoczyła do liczby 202 641 (słownie: dwieście dwa tysiące sześćset czterdzieści jeden osób).
Pytanie, czy Jola Rutowicz cokolwiek sobą reprezentuje, czy też nie, pozostanie sporne. Są wśród nas tacy, którym imponuje zachowanie i osobowość Joli ale będą i tacy, którym jest ta postać obojętna. Nie zabraknie też takich osób, dla których Jolanta Rutowicz jest osobą która nic sobą nie reprezentuje (to delikatne stwierdzenie, wziąwszy pod uwagę komentarze internautów na portalach, gdzie są wzmianki o Joli).
Jedno jest pewne – ilość kliknięć jak i tempo w jakim wzrasta licznik odwiedzin, jest imponujące. Marginalne są przypadki osób, które nie słyszały o Joli Rutowicz.