Mgła


Ostatnio nic nie pisałem, a wszystko z braku czasu, choć co poniektórzy pewnie powiedzą, że napisanie kilu zdań to nic wielkiego i pewnie mają rację, ale mimo wszystko nie było takiego ?okienka?, które zmotywowałoby mnie do tego.

Dużo się działo i nadal dzieje. Spotkania, warsztaty, szkolenia trochę spraw rodzinnych do rozwiązania, taki mały Sajgon 🙂

Jakieś półtora tygodnia temu, no, może dwa tygodnie temu razem z Mirkiem Słowikowskim mieliśmy spotkanie z fotografem z Pulsu Biznesu ponieważ pismo na swoich łamach będzie umieszczało trochę treści o nas, o naszej ostatniej książce ?9 milowych kroków ….? i o coaching?u. Oczywiście oprócz treści pisanej mają tez być nasze fotografie, taki pomysł redaktora. Myśleliśmy że będą to dwa, góra trzy pstryknięcia aparatem na głowę a okazało się, że była to ponad godzinna sesja zdjęciowa. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie miejsce, w którym robiliśmy owe fotki. Pan fotograf, przesympatyczny zresztą człowiek, umówił się z nami w okolicach Placu Piłsudskiego, niby nic dziwnego, ale zainteresowanie jakie wzbudzaliśmy było przekomiczne. Ludzie którzy nas mijali, przyglądali nam się bacznie, pewnie zadając sobie pytanie co to za zjawiska tak się dziwnie zachowują. Dziwnie? Otóż z boku mogło to tak wyglądać, bo część zdjęć które robiliśmy na Placu w okolicach Grobu Nieznanego Żołnierza były w różnych dziwnych pozycjach, począwszy od leżenia na płytach, poprzez inne ?struktury? rodem z Jogi. Dodatkowo pikanterii dodawał fakt, że byliśmy ubrani biznesowo, czyli koszule, spodnie w kancik i do tego marynarki. Musieliśmy wyglądać przekomicznie, bo kątem oka dostrzegałem u przechodniów dziwne uśmieszki na twarzach 😛

Co z tego wyjdzie? Zobaczymy pewnie niebawem hehe.

 

W środę wróciłem z krótkiego pobytu w Turcji. Może wyjazd ten przeszedłby bez echa gdyby nie perypetie związane z powrotem do kraju. We wtorek, około północy wyjechaliśmy z z Alanya do Antalya gdzie znajduje się lotnisko, jest to jakieś 110, może 115 kilometrów ale jedzie się prawie 3 godziny, więc na lotnisku byliśmy około 3:00 nad ranem, lot był o 4:20. Odprawa odbyła się dość sprawnie, było jeszcze kilka chwil na wypicie kawy i przekąszenie czegoś w bufecie. Załadunek na pokład zakończono już właściwie około godziny 5:00-5:15 więc zaczęliśmy przygotowania do odlotu. Oczywiście samolot wystartował nawet odrobinę przed czasem. Lot miał trwać około 3 godzin (standard) więc znaczna część ludzi poszła spać, bo zmęczenie dawało się we znaki a pozatym było jeszcze ciemno. Mniej więcej w połowie drogi personel podał posiłek, po którym już nikt nie kusił się na spanie bo do procedury lądowania pozostało już niewiele czasu. Siedziałem po stronie zachodniej samolotu więc tylko kątem oka widziałem wschodzące słońce w oknach po drugiej stronie, pomyślałem sobie że to nawet i dobrze że nie siedzę po tamtej stronie, bo odczuwałem światłowstręt po nieprzespanej nocy, podróż i sen jednocześnie w moim wydaniu? To rzadkość 🙂

Im byliśmy bliżej Polski, tym więcej chmur przez okno widziałem, wiedziałem że w Polsce pogoda jest jesienna i padał deszcz więc nawet nie byłem zaskoczony. Według mojego zegarka wynikało, że już powinniśmy zacząć procedurę lądowania ale nic takiego nie miało miejsca. Po kilku chwilach zauważyłem słońce po mojej stronie, trochę potrwało nim zatrybiłem, że przecież skoro ja widzę słońce to musimy zawracać. Za chwile słońce znowu znalazło się po przeciwległej stronie samolotu i za kolejne kilka chwil znowu po moje stronie. Moje zwoje mózgowe zaczęły działać na pełnych obrotach i stwierdziłem, że krążymy nad Warszawą.

Zaraz po tym górą poszedł komunikat od pilota że nie możemy w tej chwili wylądować na Okęciu bo jest mgła i że jeszcze tak sobie pokrążymy troszeczkę i poczekamy, może pogoda się zmieni, jeśli nie, to polecimy na jakieś inne polskie lotnisko. W samolocie nie było widać większego poruszenia, bo komunikat który nadał pilot był w języku angielskim (z racji tego że lecieliśmy Tureckimi liniami) więc jak się później okazało większość pasażerów nie zrozumiała o co chodzi. Po około pół godzinie pilot nadał kolejny komunikat, że mgła wciąż się utrzymuje na lotnisku w Warszawie, więc lecimy do Krakowa. Samolot zaczął obniżać lot, co dało się odczuć, stewardessy zaczęły sprawdzać czy pasy są zapięte, ludzie siedzący za mną zaczęli do siebie mówić ?nareszcie lądujemy, za chwilkę będziemy w Warszawie? co mi uświadomiło że nie wiedzą , że będziemy lądować w Balicach a nie na Okęciu. Poinformowaliśmy tych Państwa że z powodu mgły lądujemy w Krakowie. Pełni zaskoczenia zaczęli żywą dyskusję między sobą, puścili famę dalej i dopiero wtedy zaczęło się poruszenie w samolocie.

Po wylądowaniu na lotnisku w Krakowie poinformowano nas, że pilot podjął decyzję iż będziemy czekać w samolocie stojącym na płycie aż w Warszawie mgła opadnie.

Ludzie się ucieszyli że nie trzeba będzie do stolicy jechać pociągiem, autobusem czy też innym środkiem transportu. Sam byłem zadowolony że nie trzeba będzie się tłuc z Balic do centrum Krakowa i łapać jakiś pociąg do Warszawy. Upłynęła pierwsza godzina, potem druga godzina, zaczęła się trzecia godzina oczekiwania a my, co jakiś czas dostawaliśmy informację, że mgła jeszcze nie opadła i musimy czekać, pasażerowie zaczęli się niecierpliwić. W samolocie było tak duszno i gorąco, że ludzie wachlowali się gazetami, instrukcjami pokładowymi samolotu i innymi, nadającymi się do tego przedmiotami. Postanowiono otworzyć nam wszystkie drzwi żeby zrobić przeciąg w samolocie, bo ciepło było jak w piekarniku, i wtedy zaczęły się pielgrzymki na przód samolotu i do ogona gdzie były wyjścia, tym samym zatykając swoimi osobami możliwość przepływu świeżego powietrza, zaczęły się awantury, bo reszta pasażerów się dusiła.

Około godziny 11:15 poinformowano nas, że mgła się podniosła i mamy 10 minut na start, bo w przeciwnym razie nie wstrzelimy się w wolne miejsce i nie damy rady wylądować na Okęciu. Samolot zaczął powoli kołować, włączono klimatyzację, ludzie poczuli ulgę i wszystkim buzie zaczęły się uśmiechać. Pomyślałem sobie, nareszcie, bo moja cierpliwość i do tego zmęczenie sięgały już zenitu. Nagle kołowanie się skończyło, stanęliśmy, choć silniki wciąż pracowały. Upłynęło jakieś pół godziny i silniki zwolniły i ucichły, przyjemny, choć nieco mroźny zefirek z nadmuchów nagle zniknął. Poruszenie w samolocie, ogólne poruszenie, ludzie mieli dosyć, sam miałem dosyć, serdecznie dosyć. Znowu stoimy. Pilot w kolejnym komunikacie poinformował nas, że niestety jest korek nad Warszawą i musimy poczekać na jakąś lukę żeby się wstrzelić i tym samym wylądować na Okęciu.

Wtedy już się kompletnie wyłączyłem, bo stwierdziłem, że jestem tak zmęczony że jest mi wszystko jedno, na dodatek jeszcze w moim sąsiedztwie siedziała Pani która ciągle, jak Mantrę powtarzała że ona to wszystko akceptuje i nie będzie się denerwowała, że jest wyciszona, spokojna i w ogóle (chyba 7 enneagramowa). Paradoksalnie pomiędzy swoimi wyznaniami i deklaracjami, owa Pani warczała na swojego męża, który siedział obok niej. Był spokojny, a raczej sprawiał wrażenie spokojnego, siedział cicho, powiedziałbym nawet, że grzecznie (może 9 enneagramowa).

Kolejny komunikat że startujemy już nie robił na nikim wrażenia. Ludzie niczym manekiny tępo wpatrzeni w różne punkty nie reagowali już w ogóle. Dopiero jak samolot wzbił się w powietrze pojawił się wszech obecny dobry nastrój, bo skoro już się wzbiliśmy to są szanse, że za trochę będziemy w Warszawie. Istotnie, dolecieliśmy do celu około 13:20, czyli ponad 6 godzin po czasie, wszyscy byliśmy wykończeni ale poniekąd szczęśliwi że nareszcie dolecieliśmy z punku A do punku B, co z tego że przez punkt C 🙂

Teraz walczę z przeziębieniem, no cóż, przyjmuje to z pokorą choć nie przychodzi to łatwo. Chyba nikt nie lubi być przeziębiony, więc mnie rozumiecie. Ale gdyby człowiek nie bywał chory nie wiedziałby jak to dobrze jest być zdrowym, ot taka mała dygresja.

Zdrowia wszystkim życzę i uśmiechu na twarzy.

Pozdrawiam Serdecznie.

827 total views, 1 views today

Please follow and like us:

Podobne wpisy
Chmurkowy Jaszczur Dzisiaj mam bardzo pracowity dzień, przygotowuje projekt na najbliższe szkolenie. Jestem tak pochłonięty pracą, że nawet nie zorientowałem się że już ...
Luksor ? copyright Tomasz Curlej
Pupy Kilka razy w tym roku śmigałem obok tego drogowskazu ale wkońcu go uwieczniłem - no bo któż kto nie słyszał wcześniej o tym rezerwacie, uwierzył b...