4

Szpital?

W podwarszawskiej miejscowości, o obcojęzycznie brzmiącej nazwie Żyrardów jest szpital.
Sandra jest tam od soboty, po tym jak została pobita w biały dzień.
Dochodzi do siebie, dzisiaj nawet humor jej dopisywał z czego bardzo się cieszę.
Pod koniec dnia, gdy zbieraliśmy się już powoli do domu, do oddziału chirurgii, który jest zaraz przy izbie przyjęć, zaczął dobiegać wrzask.
Poszedłem sprawdzić. Continue Reading

1,762 total views, no views today

Share This:

Zabezpieczony: Pani L.

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

509 total views, no views today

Share This:

5

Bitwa o wszystko, niczym walka o ogień.

Dzieciaki wyjechały, wróciły do domu, wymiękły 🙂 Tym bardziej śmieszy mnie postawa Sandry, która na miesiąc przed końcem roku rozpoczęła ze mną negocjacje i pakowanie się 🙂
Próbowała mnie przekonać do tego, że zostanie na całe wakacje – zachody, podchody, prośby, obietnice (sprzątanie po sobie, pomaganie w domu itp). Zaczęła pakowanie na kilka tygodni przed przyjazdem, haaaaaaa, wydaje mi się, że proces pakowania był dłuższy niż jej pobyt u mnie 🙂
Continue Reading

1,338 total views, no views today

Share This:

3

Gdybym miał dzisiaj coś napisać…

Gdybym miał dzisiaj coś napisać – byłyby to same gromy i wszelkiej maści słowa, powszechnie uważane za wulgarne. Dlatego odpuszczę sobie.
Spokojnej nocy.

864 total views, no views today

Share This:

0

Óć i „Czwórka”.

Chyba Óć mnie załatwiła, jakiś podziębiony jestem, to wszystko przez ten rychły spacer do stacji Fabryczna.
Czuję się jakbym stuknął się z rozpędzonym PeKaeSem, pobolewa mnie gardło, piecze mnie w oskrzelach, zimno mi, mam dreszcze i wcale nie proszę o jeszcze ;P
Podłość organizmu mego nie zna granic – jutro bladym świtem muszę wstać, bo do radiowej „Czwórki” na 8:30 idziemy, w porannej audycji o książce będziemy rozprawiać (tak, tak – Instrukcja obsługi Twojego faceta ;P ).
Ja chcę się lepiej jutro czuć !!!!!!!!!!
Może mnie ktoś zamroczyć, znieczulić, zabrać kiepskie samopoczucie? ;P

1,287 total views, no views today

Share This:

3

System Tool.

Bite, pieprzone, dwanaście godzin!!!!!!!!!!! Bite, pieprzone, równe co do minuty dwanaście godzin!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tyle czasu zajęła mi „walka” z gównem jakie przyplątało się do mojego laptopa!
Równo o godzinie 12:00 czyli w samo południe wyskoczyła mi ikona w której nagle rozpoczęło się skanowanie mojego komputera. Trwało szybko, kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund i ….. informacja, że mam od cholery syfu na moim kompie. Odruchowo kliknąłem na krok następny, który sugerował pozbycie się dziadostwa.
Ku mojemu zdziwieniu pojawił się komunikat o opłacie, aby aktywować usługę pozbycia się wszelkiej maści syfu.
Kilkadziesiąt dolarów za rok, to tylko jedna z opcji.
Zrezygnowałem, oszaleli?!
Zacząłem zastanawiać się, co robić. Szybko zorientowałem się, że właściwie niczego nie mogę otworzyć.
Pliki, programy – to wszystko było niedostępne. Co chwila komunikat o zawirusowanym do granic możliwości komputerze dodatkowo potęgowała podwyższający się poziom adrenaliny.
Ok, skoro muszę zapłacić, to trudno – przecież bez komputera nie mogę zostać.
Wziąłem kartę kredytową i zacząłem wypełniać rubryczki. Karta z jakichś powodów nie przechodziła, próbowałem chyba ze trzy razy. Ok, co robić? Szybko przekręciłem do Mirka – podaj mi swoje dane karty kredytowej, bo moja fiksuje a muszę szybko opłacić Avasta, bo chyba mu się ważność skończyła a mam od cholery szmelcu na kompie! Oddam Ci przelewem!
Ok, Mirek podyktował mi przez telefon wszystko co potrzeba i po kliknięciu „opłać” pojawiła się komenda ERROR
Cały czas byliśmy na słuchawce (czytaj: na linii), po minucie, może trzech, Mirek mnie pyta – A czy ty jesteś pewien, że to jest Avast?
No chyba Avast, choć wiesz co? Na górze napisane jest Tool coś tam.
Zatrybiliśmy – Mirek w te pędy zadzwonił do swojego banku zastrzec kartę, ja natomiast do swojego.
Zarówno u mnie jak i u Mirka nie doszło na szczęście do żadnych transakcji.
Co robić? Komp fiksuje, już wiedziałem, że to jakiś wirus w postaci złośliwego oprogramowania.
W trybie awaryjnym przeskanowałem komputer, najpierw mks_vir online, potem dodatkowo Avastem.
Mks_vir znalazł jednego robala, avast już nic, dodatkowo zainstalowałem jeszcze jeden program wyszukujący trojany i inne shity. Faktycznie, sporo tego wyłapał.
Przełączyłem się na tryb normalny i wielkie rozczarowanie, nic się nie zmieniło – upierdliwe komunikaty i bezwładny laptop.
Potem podjechał Mirek, zamówiliśmy pizzę bo i ja padałem z głodu i on też miał ochotę coś przegryźć.
To była chwila na złapanie oddechu.
Chwile później dojechał do nas Valdi, podłączył się pod pizzę.
Syci siedliśmy do kompa, co trzy półgłówki to trzy półgłówki, zawsze o dwóch więcej (czyli mnie), zatem większe szanse. Na różne sposoby, po wielokroć próbowaliśmy to złamać. Bez rezultatów.
Coś mnie jednak tknęło, żeby przelogować się na konto, które czasami służy gościom wpadającym do mnie.
Tam wszystko działało ok, ani śladu po sensacjach, które miały miejsce na moim głównym koncie – szybko nadałem prawa admina, więc mogłem instalować potrzebne rzeczy.
Niewiele myśląc, wziąłem komórkę i wykręciłem do Kuby.
Kuba, znający się 1000 razy bardziej (od naszej trójcy razem wziętych) na takich sytuacjach, podpowiedział co mam robić. Instalowałem programy, o których nie miałem zielonego pojęcia, że takowe istnieją, potem przesyłałem do Kuby mailem wyniki przeszukiwania kompa. On je analizował i przesyłał instrukcje.
Dużo pracy, nakładu sił i coraz więcej stresu. Chłopaki już chyba też powoli wymiękali.
Nic nie pomagało, pomimo tego, że postępowałem zgodnie z instrukcjami Kuby, nic się nie zmieniało.
Załamka, załamka, załamka!
Mirek już zaczął zbierać się do domu, podaliśmy się. Ubrałem kurtkę, wziąłem Pelaśkę na szelki i poszedłem odprowadzić Mirka do samochodu, Val natomiast siadł jeszcze do kompa.
Wróciłem do domu zrezygnowany, widząc siedzącego przy kompie Valdiego, rzuciłem bezwiednie – wiesz co? Wyguglaj to ustrojstwo, może coś piszą ludzie w sieci.
Wpisał „system Tool wirus”, wyskoczyło całe krocie informacji na forach i masa ludzi uskarżających się na to samo gówno, które sparaliżowało połowę mojego komputera, tę ważniejszą połowę oczywiście.
Mnóstwo rad, jak się tego pozbyć, liczne propozycje programów które obchodzą i wywalają tego wirusa.
Zadzwonił Mirek, mówię mu, że właśnie szukamy jakiegoś info podając mu nazwę tego wirusa.
On też zaczął szperać w necie.
Resztkami sił zacząłem stosować się do rad ludzi, którzy okraszali sukcesem swoje posty.
Guzik, to nie chce się zainstalować, tamto nie działa, masakra.
Co jakiś czas zdzwanialiśmy się z Mirkiem, konsultując między sobą co powinienem zrobić albo co już zrobiłem.
Jakiś ComboFix, który nie dał żadnych rezultatów i całe mnóstwo innych programów.
Nic, nic, nic. Niektórzy na forach sugerowali ręczne usunięcie wirusa ale ja nie miałem już siły, bo to dość skomplikowane dla mnie było jak na jedenastą godzinę batalii.
Zadzwonił kolejny raz Mirek:
Wiesz, tutaj ludzie piszą, że udaje im się tego pozbyć poprzez przywracanie systemu.
Ale ja pytałem Kubę na samym początku, bo tak chciałem zrobić, odpowiedział, że to nic nie da. Sam nie wiem czy to ma sens.
Po chwili milczenia do słuchawki, mówię do Mirka – wiesz co? A co mi szkodzi i tak mi już wszystko jedno.
Zacząłem proces przywracania systemu, wybrałem bezpieczną datę z przed kilku dni.
Trwało to trochę czasu zanim system się „przywrócił”. Czekałem z zapartym tchem, choć nadzieję na pomyślne załatwienie sprawy, przyćmiewała wizja, że za chwilę pojawią się demoniczne informacje które towarzyszyły mi od prawie dwunastu godzin.
Nie mogłem w to uwierzyć, nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem! Nic nie wyskakiwało na dzień dobry poz zalogowaniu się na konto główne. Nie mogłem uwierzyć!
Czyżby parszywego drania załatwiło zwykłe przywrócenie systemu?
Wszystko na to wskazuje, że tak!
Boże! Co za dzień!

1,040 total views, no views today

Share This: