0

Mam deficyt snu (MMSem)

To, że lubię sobie dłużej pospać nie jest tajemnicą wśród moich znajomych ale żeby zaraz to uwieczniać? To skandal 😛 Dostałem blututem taką oto niespodziankę – dobrze, że kciuka nie trzymam w ustach ;P MASAKRA JAKAŚ ;P
Continue Reading

635 total views, no views today

Share This:

1

Sennie.

Chodzę i śpię.
Siedzę i śpię.
Leżę i śpię
Śpię i śpię.
Zaczęło się w samolocie – spałem.
Po dotarciu do domu – prawie cały dzień – spałem.
W nocy – spałem.
Spałem do późna dzisiaj, odkąd się obudziłem chodzę śpiący.
Kawa za kawą nie pomagają, dopijam właśnie kolejną…..

834 total views, no views today

Share This:

4

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Przeszłość jest w naszych wspomnieniach.
Przyszłość jest w naszych marzeniach.

Wczoraj dostałem sms’a z życzeniami noworocznymi. Wujek Andrzej, brat mojego Ojca je przysłał.
Od kilkunastu lat nie mieliśmy kontaktu, zresztą nie tylko ze mną, bo i z resztą rodziny także. Jakieś trzy lata temu nasz kontakt się odnowił. Od tamtej pory wujek systematycznie wysyła życzenia.
Od trzech miesięcy to ja trzymam telefon mamy, jest cały czas włączony, chyba, że bateria padnie to wtedy potrafi nawet tydzień leżeć wyłączony, bo zapominam o nim. Kiedy mi się przypomni, podłączam do ładowarki czekam aż się załaduje, włączam i …… tak wkoło Macieju.
Przyszły też życzenia od wujka na numer mamy. Odpisałem, że mama nie żyje.
Był w szoku.
Ja też, ale nie z powodu niewiedzy wujka, tylko wspomnienia tamtego dnia błyskawicznie powróciły.
Ściślej rzecz ujmując, moja psyche i ciało wróciły do 10 września, kiedy dowiedziałem się, że nie żyje.
Okropne uczucie, paraliżujące uczucie, obezwładniające uczucie.

Rzadko mi się coś śni, a może powinienem napisać, że rzadko pamiętam co mi się śni, bo podobno zawsze śnimy. Miałem pewien sen, jakieś trzy miesiące temu.
Idę korytarzem szpitala, wchodzę na salę w której siedzi moja mama. Byłem bardzo zaskoczony, zacząłem do niej mówić – jak to się stało, przecież umarłaś, czy to jakiś żart?
Moja mama wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym, co oznaczało, że ona nie wie.
Zapytałem ją czy coś pamięta, odpowiedziała uśmiechając się, że nic nie pamięta.
Na wieść, że umarła była bardzo zaskoczona powtarzając – Nic nie pamiętam.
Siedzieliśmy w sali i rozmawialiśmy, śmialiśmy się …..
Do pokoju wszedł lekarz, natychmiast zapytałem jak to się stało, że mama żyje. Przecież pogrzeb już dawno się odbył. Lekarz oczywiście zaczął do mnie mówić, ale ja nic nie rozumiałem, mówił dziwnym językiem.
Co mnie to obchodzi, że nic nie rozumiem! Najważniejsze, że odzyskałem mamę!
Za chwilę przyszedł jeszcze jeden lekarz i obydwaj zaczęli ze sobą rozmawiać, moja mama przysłuchiwała się rozmowie.
Kiedy skończyli „konsultację”, moja mama wstała z łóżka i mówi, że pora do domu.
Stała w szlafroku, powiedziałem do niej, że przecież nie może jechać tak ubrana, skoczę do domu po jakieś rzeczy i dopiero pojedziemy – dodałem.
Wyszedłem ze szpitala. Okolica jakaś taka dziwna, zupełnie nie mogłem rozpoznać miejsca w którym się znajduję, jakieś palmy i inne bananowce rosły. Ciekawe to miejsce, pomyślałem i zacząłem iść w kierunku dworca kolejowego.
Szedłem przez jakieś slamsy, kolorowe niskie budynki, niektóre pomazane sprayem. Małe, wąskie uliczki gzie walały się śmieci. Nagle moim oczom ukazała się grupka młodych ludzi, wyszli zza rogu. Wiedziałem, że to niczego dobrego nie wróży, bo przecież Bogota to miasto niebezpieczne pomyślałem.
Zacząłem uciekać, bo goniący mnie chcieli mnie ograbić.
Nie wiem kiedy znalazłem się w okolicach dworca kolejowego. Zdyszany i o włos od napadu ale za to szczęśliwy z powodu mamy.
Nagłe zobaczyłem ojca, powiedział, że idzie do mamy więc postanowiłem wrócić razem z nim do szpitala (ciekawe, bo on akurat nie przypominał mojego ojca).
W szpitalu zabraliśmy mamę i zaczęliśmy iść korytarzem. Oczywiście szła w szlafroku, ale to nic, weźmiemy taksówkę i pojedziemy do domu. Szliśmy dość długo i znowu rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy uśmiechnięci.
Przed domem sąsiedzi witali ją zdziwieni ale uśmiechnięci, klaskali.
Kiedy weszła do domu, widziałem tylko jej twarz, reszta ludzi (rodzina?) była do mnie odwrócona tyłem, natomiast ci którzy stali przodem, ich twarze były dla mnie nierozpoznawalne.
Wszyscy się bardzo cieszyli, wszyscy świętowali w sposób dla mnie dziwny. Zbyt egzotyczny jak na moją rodzinę.
Kiedy zadawałem sobie pytanie – kim są ci ludzie? – obudziłem się.
Kiedy czasami, oglądając newsy w telewizji, mowa jest o Kolumbii czy mieście Bogota, mam dziwne, mieszane uczucia. Serce zaczyna szybciej bić i odczuwa dziwne podekscytowanie.
Nigdy wcześniej moja mama mi się nie śniła, to był jedyny raz odkąd pamiętam.

Z uśmiechem w nowy dzień – tak wita mnie telefon mojej mamy, kiedy go włączam.


1,139 total views, no views today

Share This:

6

Katastrofa Airlines.

Dopijam poranną kawę oglądając newsy w telewizji. Mówią coś o drodze, którą powinno się unikać bo jakaś postać zaczepia ludzi. Cóż za dziwne informacje podają, chyba nie mają żadnych sensacji skoro takie brednie są maglowane, pomyślałem. Walizka spakowana, duża, srebrna podróżna walizka spakowana. Popatrzyłem na nią i pomyślałem, że pewnie znowu zapłacę nadbagaż. Odstawiłem kubek z kawą, wstałem z kanapy i podniosłem walizkę, była lekka jak piórko. Kurcze blade, tyle tego tam zapakowałem więc powinna być ciężka. Obawy zniknęły bo pierwsza myśl to taka, że będę miał największą najlżejszą walizkę w samolocie.
Zadzwonił domofon, podniosłem słuchawkę i usłyszałem – taksówka którą Pan zamawiał już stoi przed domem.
Zapakowałem walizkę na tylne siedzenie i usiadłem obok kierowcy.
Ruszyliśmy. Taksówkarz rozmawiał przez CB radio z jakimiś ludźmi, którzy mówili mu gdzie są korki. Jechaliśmy jakimiś dziwnymi ulicami których nigdy w życiu nie widziałem, powiem więcej, nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że takie w ogóle istnieją. Mijaliśmy jakieś kurniki, potem wypożyczalnie jachtów ? kto u licha wypożycza jachty tak daleko od zbiornika wodnego? Przecież nad Zegrzem są jachty i łodzie które można wynająć. Zawsze to miasto będzie mnie zadziwiało, wyszeptałem pod nosem.
No widzi Pan, mnie zaskoczyło jak zobaczyłem w środku miasta Pałac Kultury i Nauki ? wyartykułował kierowca.
Pewnie przyjezdny, bo gdyby mieszkał w Warszawie to zapewne nie dziwiłby go ten widok ?pomyślałem.
Nim się obejrzałem podjechaliśmy pod terminal przylotów. Zaraz, chwileczkę, ale ja przecież będę odlatywał, powiedziałem do kierowcy. No to jedną chwileczkę, podjadę na odloty, odpowiedział Pan taksówkarz. Nie, nie! Niech Pan sobie już nie robi kłopotu z tymi objazdami, podjadę schodami na górę, odparłem.
Ile płacę? ? zapytałem.
Piętnaście złotych ? odparł kierowca
Zapłaciłem, zabrałem walizkę i poszedłem w kierunku stanowiska odprawy bagażowo ? biletowej. Postawiłem moją olbrzymią walizkę na wadze. Pani spojrzała na mnie jakbym co najmniej przewoził bomby w bagażu i powiedziała ? może Pan zabrać jako bagaż podręczny.
Byłem zdziwiony ale nie protestowałem, przecież zawsze tyle czasu czeka się na bagaż po wylądowaniu. No i nie zaginie, nie poleci na przykład do Anchorage.
Pod odprawie paszportowej wzywali już górką ostatnich pasażerów chyba mojego samolotu. Pobiegłem ile sił w nogach w stronę rękawa. Przy wejściu do samolotu podaję kartę pokładową i w tym momencie ktoś puka mnie w ramię. Odwracam się i widzę Pana taksówkarza który przywiózł mnie na lotnisko.
Proszę Pana, ale Pan zapłacił za mało, jeszcze powinien Pan dopłacić sto złotych. Jedynka z przodu się nie wyświetla ? powiedział zadyszany kierowca.
Tak mi się wydawało, że za mało zapłaciłem, odparłem i dałem kierowcy banknot z kieszeni.
Usiadłem w samolocie na swoim miejscu przy oknie. Zacząłem rozmyślać nad tym, jak kierowca dostał się na teren lotniska, może taksówkarze mają jakieś specjalne przepustki? Rozmyślaniom nie było końca. Zorientowałem się, że samolot już się rozpędza i zaczyna startować, o zgrozo! Nie zapiąłem pasów, dlaczego nikt tego nie zauważył? No nic, zdarza się ? pomyślałem. Zapiąłem pasy i postanowiłem się zdrzemnąć bo przede mną bardzo długi lot. Czułem jak odpływam, jak powieki stają się coraz cięższe i cięższe.
Obudziło mnie potężne szarpnięcie i dziwny dźwięk, jakby ktoś blachę rozdzierał. Otworzyłem oczy i byłem dość mocno zdezorientowany. Dlaczego leżę twarzą na jakiejś trawie? Na dodatek w jakimś błocie?! Co się dzieje?!
Podniosłem się bez najmniejszego problemu. Stałem na środku jakiegoś pola, wokoło powykręcana blacha, porozrzucane fotele lotnicze, gdzieś w oddali paliło się w kilku miejscach. Niektórzy ludzie chodzili spokojni i opanowani inni zaś biegali i krzyczeli, jeszcze inni leżeli wydając z siebie resztkami sił, jakieś dźwięki. Wszyscy oprócz tych chodzących spokojnie byli osmoleni od dymu lub poparzeni.
Dotarło do mnie, że samolot się rozbił, szybko podniosłem telefon żeby zadzwonić pod 112. Zaraz, zaraz, to nie mój telefon! Przecież to nie ma znaczenia i tak się dodzwonię pod numer alarmowy! Wybieram numer a po drugiej stronie słuchawki słyszę głos Alicji.
Tak Tomku, już wiemy, właśnie pilot nam powiedział, przykro mi bardzo ? odpowiedziała Alicja i się rozłączyła.
Byłem zły na Alicję, jak mogła się rozłączyć, przecież ja chciałem z nią porozmawiać. Wiem, że miała tego dnia lot i nie zdziwiło mnie nawet, że już wiedziała o katastrofie ? przecież jest stewardessą. Pewnie rozłączyła się dlatego, żeby nie denerwować pasażerów rozmową o katastrofie.
Zacząłem chodzić po zgliszczach rozbitego samolotu i uspokajałem ludzi mówiąc, że już wiedzą o naszym wypadku i że zaraz będzie pomoc. Odnosiłem wrażenie, że nikt mnie nie słyszy bo nie było żadnych reakcji tylko płacz, krzyki, proszenie o pomoc. Nikt poza kilkoma osobami, które spokojnie chodziły pośród szczątków, oni najwyraźniej mnie słyszeli ? no tak, przecież im nic nie jest.
Czy wy jesteście gapiami? Czy widzieliście jak samolot się rozbił? Dlaczego nie pomagacie innym? Czy wy jesteście z tego samolotu? Pytania, pytania, pytania, krocie pytań.
Jedna z tych osób, która spokojnie przechadzała się pośród resztek samolotu, przyglądając się jednocześnie ze stoickim spokojem pasażerom którzy leżeli nagle powiedziała do mnie ? ale ty już nie żyjesz, tak jak my, nie możesz im pomóc.
Krzycząc – Nie, to nie prawda! Przecież rozmawiałem z przyjaciółką! Ty jesteś w szoku więc gadasz głupoty! – pobiegłem w kierunku lasu. Nagle obudziłem się we własnym łóżku, spojrzałem na zegarek, była 4:23 rano.

1,052 total views, no views today

Share This:

3

Nelly Rokita w mojej sypialni.

Wczoraj miałem sen, o dziwo pamiętam go bo raczej jestem z tych osób, które zapominają swoje sny.
Śniło mi się, że prowadziłem szkolenie. Co ciekawe, szkolenie odbywało się na świeżym powietrzu, na jakiejś polance czy czymś w tym rodzaju. Na trawie w każdym bądź razie wszyscy siedzieli. Chodząc pomiędzy uczestnikami szkolenia opowiadałem o posłance Nelly Rokicie próbując naśladować jej akcent. Nagle ku mojemu zdziwieniu, zauważyłem siedzącą gdzieś za kępą trawy, samą Nelly Rokitę. Zrobiło mi się głupio, więc próbowałem całą tę sytuację obrócić w żart witając się z nią serdecznie.
Potem akcja toczy się w mojej sypialni. Leżę sobie w łóżku, a właściwie próbuję zasnąć i drzwi do mojej sypialni otwierają się (dziwne, bo nigdy ich nie zamykam ze względu na psa). W drzwiach pojawia się Nelly Rokita i powoli zbliża się do mnie. Pochyla się nade mną, przez chwilkę przygląda mi się zaciekawiona tak jakby chciała sprawdzić czy ja, to na pewno ja i zaczyna w furii wbijać wykałaczki w moją twarz. Byłych ich dziesiątki, setki, tysiące :o))))))))
Co krzyczała wbijając wykałaczki, nie powiem ;oP
Boże! Dlaczego nie może mi się przyśnić jakaś plaża, palmy, słońce …….. ;o)

581 total views, no views today

Share This:

3

Koło ratunkowe.

Sprawa Romana Polańskiego budzi wiele kontrowersji. Stosunek z nieletnią, który odbył 31 lat temu, odbija się teraz dość dużą czkawką dla znanego reżysera.
Obecnie, Roman Polański ma 76 lat, a „nieletnia” 44 lata. Ugryzę się w język i napiszę tylko, że razem mają 120 lat.
Dzisiaj śniło mi się klika osób, co ciekawe, to wszystkich którzy mi się śnili, po prostu nie lubię. Narazili mi się z różnych powodów. Jak już kiedyś pisałem, jest niewiele tych, na których mam alergię, co nie znaczy, że w moim śnie, obsada była uboga. Ciekawe jest to, że wszyscy byli w jednym śnie, taki senny zjazd popaprańców.

Łamie mnie w kościach – są dwie opcje, starość albo przeziębienie mnie łapie. Którą wybrać? Zdzwonić do przyjaciela, czy może poprosić o podpowiedź publiczność?
Wezmę pół na pół (50:50)

786 total views, no views today

Share This: