4

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Przeszłość jest w naszych wspomnieniach.
Przyszłość jest w naszych marzeniach.

Wczoraj dostałem sms’a z życzeniami noworocznymi. Wujek Andrzej, brat mojego Ojca je przysłał.
Od kilkunastu lat nie mieliśmy kontaktu, zresztą nie tylko ze mną, bo i z resztą rodziny także. Jakieś trzy lata temu nasz kontakt się odnowił. Od tamtej pory wujek systematycznie wysyła życzenia.
Od trzech miesięcy to ja trzymam telefon mamy, jest cały czas włączony, chyba, że bateria padnie to wtedy potrafi nawet tydzień leżeć wyłączony, bo zapominam o nim. Kiedy mi się przypomni, podłączam do ładowarki czekam aż się załaduje, włączam i …… tak wkoło Macieju.
Przyszły też życzenia od wujka na numer mamy. Odpisałem, że mama nie żyje.
Był w szoku.
Ja też, ale nie z powodu niewiedzy wujka, tylko wspomnienia tamtego dnia błyskawicznie powróciły.
Ściślej rzecz ujmując, moja psyche i ciało wróciły do 10 września, kiedy dowiedziałem się, że nie żyje.
Okropne uczucie, paraliżujące uczucie, obezwładniające uczucie.

Rzadko mi się coś śni, a może powinienem napisać, że rzadko pamiętam co mi się śni, bo podobno zawsze śnimy. Miałem pewien sen, jakieś trzy miesiące temu.
Idę korytarzem szpitala, wchodzę na salę w której siedzi moja mama. Byłem bardzo zaskoczony, zacząłem do niej mówić – jak to się stało, przecież umarłaś, czy to jakiś żart?
Moja mama wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym, co oznaczało, że ona nie wie.
Zapytałem ją czy coś pamięta, odpowiedziała uśmiechając się, że nic nie pamięta.
Na wieść, że umarła była bardzo zaskoczona powtarzając – Nic nie pamiętam.
Siedzieliśmy w sali i rozmawialiśmy, śmialiśmy się …..
Do pokoju wszedł lekarz, natychmiast zapytałem jak to się stało, że mama żyje. Przecież pogrzeb już dawno się odbył. Lekarz oczywiście zaczął do mnie mówić, ale ja nic nie rozumiałem, mówił dziwnym językiem.
Co mnie to obchodzi, że nic nie rozumiem! Najważniejsze, że odzyskałem mamę!
Za chwilę przyszedł jeszcze jeden lekarz i obydwaj zaczęli ze sobą rozmawiać, moja mama przysłuchiwała się rozmowie.
Kiedy skończyli „konsultację”, moja mama wstała z łóżka i mówi, że pora do domu.
Stała w szlafroku, powiedziałem do niej, że przecież nie może jechać tak ubrana, skoczę do domu po jakieś rzeczy i dopiero pojedziemy – dodałem.
Wyszedłem ze szpitala. Okolica jakaś taka dziwna, zupełnie nie mogłem rozpoznać miejsca w którym się znajduję, jakieś palmy i inne bananowce rosły. Ciekawe to miejsce, pomyślałem i zacząłem iść w kierunku dworca kolejowego.
Szedłem przez jakieś slamsy, kolorowe niskie budynki, niektóre pomazane sprayem. Małe, wąskie uliczki gzie walały się śmieci. Nagle moim oczom ukazała się grupka młodych ludzi, wyszli zza rogu. Wiedziałem, że to niczego dobrego nie wróży, bo przecież Bogota to miasto niebezpieczne pomyślałem.
Zacząłem uciekać, bo goniący mnie chcieli mnie ograbić.
Nie wiem kiedy znalazłem się w okolicach dworca kolejowego. Zdyszany i o włos od napadu ale za to szczęśliwy z powodu mamy.
Nagłe zobaczyłem ojca, powiedział, że idzie do mamy więc postanowiłem wrócić razem z nim do szpitala (ciekawe, bo on akurat nie przypominał mojego ojca).
W szpitalu zabraliśmy mamę i zaczęliśmy iść korytarzem. Oczywiście szła w szlafroku, ale to nic, weźmiemy taksówkę i pojedziemy do domu. Szliśmy dość długo i znowu rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy uśmiechnięci.
Przed domem sąsiedzi witali ją zdziwieni ale uśmiechnięci, klaskali.
Kiedy weszła do domu, widziałem tylko jej twarz, reszta ludzi (rodzina?) była do mnie odwrócona tyłem, natomiast ci którzy stali przodem, ich twarze były dla mnie nierozpoznawalne.
Wszyscy się bardzo cieszyli, wszyscy świętowali w sposób dla mnie dziwny. Zbyt egzotyczny jak na moją rodzinę.
Kiedy zadawałem sobie pytanie – kim są ci ludzie? – obudziłem się.
Kiedy czasami, oglądając newsy w telewizji, mowa jest o Kolumbii czy mieście Bogota, mam dziwne, mieszane uczucia. Serce zaczyna szybciej bić i odczuwa dziwne podekscytowanie.
Nigdy wcześniej moja mama mi się nie śniła, to był jedyny raz odkąd pamiętam.

Z uśmiechem w nowy dzień – tak wita mnie telefon mojej mamy, kiedy go włączam.


1,202 total views, 2 views today

Share This:

1

Zimo, zimo, piękny śniegu, dlaczego nie spadłeś 3 tygodnie temu?

Zimo, zimo, piękny śniegu, dlaczego nie spadłeś 3 tygodnie temu?
Tak okrutnie, tak bezwzględnie, tak jak teraz.
Gdyby śniegi spadł przed 21 listopada i do tego chwycił taki mróz, jestem przekonany, że mielibyśmy piękne, przejezdne i czarne wszystkie drogi.
Przedwyborcze działania czynią cuda 😉
Dzisiaj, odcinek 8 kilometrów pokonywałem ponad 3 godziny. Marki, Ząbki – przerąbane, główne drogi w tych miejscowościach są totalnie nieprzygotowane do jazdy. Chciałoby się rzec – nieprzejezdne, ale jechać się jedzie, że 5-10 km na godzinę to inna bajka, że ślisko jak diabli, to inna bajka. Chyba jednak tym razem, tvn24 nie przesadza z informacjami.

Basia w szpitalu, czeka na rozwiązanie które może nie nadejść tak szybko. Do dwóch tygodni może tam spędzić.
Mam nadzieję, że jednak nie potrwa to aż tak długo, bo faktycznie Basiulek, obłędu można dostać 🙂
Optymistycznie jednak patrzę na to wszystko – Basiu, trzymam kciuki i czekam na przyjście na świat małego W. no i oczywiście Twój (Wasz) szybki powrót do domu :))))))
Jesteś dzielna jak cholera! 🙂

W poniedziałek i we wtorek był Deutsche Bank w Katowicach, jutro i w piątek UDT w Warszawie.
W przyszłą niedzielę, kierunek Poznań a tam poniedziałek oraz wtorek i znowu Deutsche Bank. We wtorek wieczorem powrót do Warszawy a we środę jednodniowe szkolenie dla Pearson Longman w Jachrance.
Czwartek teoretycznie wolny, ale tylko teoretycznie, bo nie ma szkolenia. W piątek i sobotę natomiast, szkolenie dla Ministerstwa Rozwoju Regionalnego gdzieś w okolicach Pilicy 😉
Następnego dnia znowu w pociąg i kierunek – Kraków, tam poniedziałek i wtorek UDT.
Po czym czwartek i piątek, kolejne spotkanie z UDT. Na tym (mam nadzieję) kończę tegoroczne szkolenia.
Nadążacie? 🙂 Bo już się pogubiłem :))))))

861 total views, no views today

Share This:

7

10 września 2010AD – nie chcę tej daty, nie chcę tego dnia.

Wczoraj zabrało ją pogotowie, późnym wieczorem.
Zadzwoniłem od razu do szpitala na wydział neurologii i dowiedziałem się, że póki co nic tam po mnie.
Dzisiaj praca, szkolenie dla AVON. Podczas przerwy zauważyłem kilka nieodebranych połączeń.
Doskonale wiedziałem, że jest to numer ze szpitala, miałem złe przeczucia.
Oddzwoniłem natychmiastowo, spodziewali się mojego telefonu bo natychmiast po przedstawieniu się, połączono mnie z neurologią.
Kiedy padły słowa, których się obawiałem zobaczywszy nieodebrane połączenia, zgiąłem się w pół wyjąc do słuchawki telefonu z bólu fizycznego i psychicznego jednocześnie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś podobnego, bolało mnie wszystko. Nie wierzyłem w to co słyszę, nie chciałem wierzyć w to co słyszę.
Dzisiaj, 10 września 2010 roku zmarła jedna z najbliższych i najdroższych mi osób.
Kobieta która była wspaniałą osobą, kobieta z którą łączyła mnie silna więź emocjonalna, kobieta która akceptowała mnie takim jakim jetem, kobieta która wychował od samych narodzin moją bratanicę Sandrę i była jej ukochaną babcią. Niedługo skończyłaby 60 lat.
Brak mi słów.
Zupełnie nie wiem, jakim cudem przeprowadziłem to dzisiejsze szkolenie.
Doświadczam stanu emocjonalnego który jest dla mnie kompletną nowością. Naprzemiennie płaczę i wznoszę się uciekając myślami gdzieś daleko.
Jarek dzisiaj korzysta z jej telefonu, dzwoniąc do mnie wyświetla się Bonda.
Boże! Dziesiątki razy chciałem zmienić opis lub wykasować numer z książki telefonicznej – nie mogę, nie potrafię. Kiedy dzwoni komórka, widzę zdjęcie i opis, to odruchowo przez ułamek sekundy uśmiecham się, po czym dochodzi do mnie, że to nie ONA do mnie dzwoni tylko mój młodszy brat.
ONA już nigdy do mnie nie zadzwoni i nie napisze smsa.
Dziś, jak to zauważył Mirek, robię wiele irracjonalnych rzeczy, ta notka też pewnie nie powinna się pojawiać ale czuję taką potrzebę.

Śmierć w rodzinie jednak kreuje irracjonalne działania.

804 total views, no views today

Share This:

Znowu …

Znowu ……
Nie ogarniam.
Muszę pozbierać myśli.

482 total views, no views today

Share This:

2

MMS’em

Dzisiaj odwiedziny u Mamy w szpitalu. Z wiadomych powodów pociągiem, samochód mi się rozkraczył. Właśnie wracam do Warszawy bo jeszcze dzisiaj służbowa podróż do Lublina. Wykończył mnie ten tydzień a to dopiero wtorek.

20100615504.jpg

776 total views, 3 views today

Share This:

0

Pośpiech jest personifikacją diabła – Podobno.

– Ale się Panu tydzień od poniedziałku rozpoczął – powiedział Pan Ryszard z serwisu kiedy się u niego dzisiaj pojawiłem.
Niedziela była gorsza, pomyślałem.
Wczoraj wracając do Warszawy, mój samochód wydawał z siebie dziwne dźwięki. Mając na uwadze dzisiejszą podróż do szpitala, zaplanowałem, że wpadnę do mojego serwisu samochodowego, żeby Pan Ryszard zobaczył co się z nim dzieje.
– Nie może Pan nim jeździć, pompa od wspomagania jest do wymiany, ale się Panu tydzień od poniedziałku rozpoczął – powiedział Pan Ryszard.
Rozwaliła mnie ta informacja, już dawno powinienem być w drodze. Ok, zostawiłem samochód w serwisie i pożyczyłem od Mirka jego cztery kółka.
Zajechałem dość późno, wizyty były od 13:00 do 18:00, jeszcze przed odwiedzinami zabrałem bratową i dzieciaki.

Sytuacja jest pod kontrolą, choć nie jest to czego bym sobie życzył. Dzisiaj była tomografia, co dalej? Nie wiem, bo nie złapałem żadnego lekarza.
W tej samej sali, starsza kobieta a nad nią pochylona córka. Coś do niej szepcze głaszcząc ją po policzku, co chwila pojawiają się łzy.

Sandra z Mateuszem zapomnieli widocznie gdzie są, bo robili mały harmider na wolno stojącym łóżku.
– Dzieciaki, ciszej, nie przeszkadzajcie Pani – powiedziałem nieco sykliwym tonem.
Kobieta pochylająca się nad łóżkiem starszej Pani, podniosła głowę i mówi do mnie:
– Nie trzeba uciszać dzieci, ona nie reaguje.
Leżąca, starsza Pani, co chwila wydawała z siebie dziwny i przerażający odgłos, jakby się dusiła, przypominała kłodę, nie ruszała się a jedynie pojawiały się jakieś grymasy na twarzy.
– Może powinna leżeć na boku, być może nie dławiłaby się śliną – powiedziałem niepewnie.
– Będę musiała poprosić pielęgniarkę, bo może, to będzie rozwiązanie – odparła córka.
– Ona jest od dwóch tygodni pod kroplówką, jest sparaliżowana odtąd do końca – powiedziała spontanicznie kobieta, zataczając ręką krąg od szyi do nóg.
Zatrzymał się na chwilę czas, tylko dla mnie, rozejrzałem się wokół łóżka starszej Pani. Obok stała wielka butla z tlenem, sama nie mogła oddychać, jeść też właściwie nie mogła, może nie chciała? Popatrzyłem na bezwładne ciało na obleśnym, metalowym łóżku, na stojącą obok, zrezygnowaną kobietę.
Nie potrafiłem opanować myśli, co gorsza, nie potrafiłem ich pozbierać do kupy. Wzruszający widok, przygnębiający widok cierpiących dwóch osób.

Kiedy odzyskałem panowanie na myślami, przyszła refleksja. Tyle się mówi o eutanazji, tyle jest głosów przeciw i wiele które są za eutanazją. Czy osoba, która leży przykuta do łóżka, chce dalej żyć, cierpiąc? Czy może woli odejść, gdzie (być może) zazna spokoju i nie będzie wegetować. Czy instynkt przetrwania jest na tyle silny, że chcemy walczyć o każdą godzinę życia, nawet jeśli przy tym bardzo cierpimy? Nigdy się tego nie dowiemy, wie to tylko ta Pani.
Ówczesna technologia, może być dla nas zbawieniem i jednocześnie przekleństwem. Te wszystkie aparatury, które podtrzymują nas sztucznie przy życiu…….
Z drugiej zaś strony, jeśli sobie pomyślę o podjęciu decyzji dotyczącej odłączenia aparatury od osoby bliskiej, dostaję dreszczy.

Spokoju i zdrowia wszystkim życzę. Cieszcie się każdą chwilą, bo na prawdę warto.

355 total views, 1 views today

Share This: