To po pierwsze … 10 komentarzy


Objawami choroby psychicznej jest konflikt z rzeczywistością.
Niestety niektórzy politycy wykazują takowe.
To po pierwsze.

Ideał jest nieosiągalny.
Zwolnijmy.
To po drugie.

Głupi człowiek walczy ze skutkami, mądry człowiek sięga głęboko do przyczyn i zmienia swoje życie.
To po trzecie.

Co byś zrobił, gdybyś miał przed sobą zaledwie rok życia?
Zacznij cieszyć się chwilą.
To po czwarte.

Jeszcze tylko 11 dni będzie nam ubywało dnia, potem już tylko z górki, będzie go coraz więcej.
Dostrzegajmy także pozytywne strony 🙂
To po piąte.

A po szóste……. Hm …. Wyznaję zasadę – co dajesz, wraca po dwakroć – więc zastanówmy się kilka razy, zanim coś zrobimy czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

Pozytywnych momentów wszystkim życzę 🙂
Nie uwierzycie, ale często spotykają mnie takie sytuacje – coś nieziemskiego, spontaniczna głupawka 🙂

2,503 total views, 2 views today

Please follow and like us:

Podobne wpisy
Czas Czas płynie, czas biegnie, czas ucieka, czas upływa, czas ??A gdyby tak zatrzymał się w miejscu? Gdyby można było uchwycić jakiś moment z naszego życi...
Odejścia Ludzie pojawiają się w naszym życiu i z niego odchodzą. Odchodzą często dlatego że chcą, dlatego że im tak wygodnie, odchodzą z różnych powodów. Zdarz...
Poranna kawa Poranna kawa. Siadam do kompa, odpalam gadu gadu, ktoś na liście znajomych umieścił opis: Wolę być niedoskonałą wersją siebie samego, niż najlepszą...
  • Zante, pewnie, że czuję nieraz to, o czym piszesz. Ale właściwie co mi da oglądanie się na innych? Tak myśląc do niczego nie dojdę. Robię swoje, a jak mi źle, to się powściekam, popłaczę i dalej do przodu. Czasami, podobnie jak Ty, ratuję się dystansem. Oczywiście wiesz, że to wszystko tylko tak lekko i pogodnie brzmi. Ale, kurczę, nie chcę skończyć zgorzkniała i nienacieszona życiem.
    Jeśli o DDA chodzi, to współczuję serdecznie.Moją najbliższą przyjaciółką jest kobieta z takiej rodziny. Do dziś się to za nią wlecze, a dobiega czterdziestki. Nie założyła rodziny, boi się związków, jak już się zakocha, to w kimś zupełnie nieosiągalnym. Szkoda jej. Bardzo ją kocham za ciepło i wrażliwość.
    Ciebie pozdrawiam.

  • Martha

    Cóż za pozytywny wpis:)Przy okazji przypomniał mi się „Paradoks szklanki wody”:)Moja szklanka zawsze jest w połowie pełna:)Tomku, zgadzam się z Tobą w zupełności!Problemy mniejsze,bądź większe każdy z nas ma,ale..wystarczy przeczytać Twój wpis z „głównej” i nie trudno będzie odpowiedzieć sobie na pytanie; „czy mam takie złe życie,aby tak strasznie użalać się nad sobą?”Dzisiaj zauważyłam,że zakwitł rzepak(nie jestem rolnikiem), niebo o wschodzie słońca ma przepiekny różowo-pomarańczowy kolor..”siedzę na koniu”..hihi..udzielił mi się śmiech-już drugi raz w tym dniu:))

  • Samej sobie wyperswadować mówisz….a nie masz potem uczucia, tak w sumie klęski i tego, że to tylko Ty pracujesz, Ty chodzisz na kompromisy, że tylko Tobie zależy? Ja wpadłam w taką pułapkę i czułam się totalnie nieszczęśliwa i w jakimś sensie wykorzystywana. Mózg jednak sam sobie z tym poradził- wytworzył dystans do spraw i ludzi. Poczułam wiaterek tego, że się uwolniłam i złudzenie, że jestem panią swego życia. Oczywiście nie jestem w rzeczywistości. Jestem DDA, DDD, tylko nauczyłam się, po części z tym żyć.
    Mnie próby terapeutyczne się nie powiodły

  • Wiesz, Zante, może się po prostu nie „wczuwamy” zbytnio w te pozytywne doznania. Jest nam dobrze, jesteśmy zadowoleni, coś się nam podoba – to są te pozytywne emocje. A że nie ma w tym euforii (czasem jest i to z byle powodu)? Euforia na dłuższą metę mogłaby wykończyć:)
    Co do zmieniania myślenia… Hmm… Dobrze wiem, jakie to trudne. To nie jest tak, że pstryk i przestanę cierpieć, gdy coś jest nie tak w małżeństwie (to w moim życiu najbardziej dojmujący problem i główne źródło cierpień,niestety), ale wiem, że przy zastosowaniu dobrej woli jestem w stanie je zmniejszyć, opanować choć częściowo. Szkoda tylko, że to takie trudne, że najpierw są emocje, a dopiero potem – rozum. Ale jestem w stanie samej sobie coś wyperswadować, jestem w stanie odpowiednio się do sprawy ustosunkować i to mi pomaga.
    Też znam przyczyny swoich problemów. Z ich powodu wylądowałam kiedyś u psychologa i „terapeutowałam” się przez rok. Bardzo mi to pomogło, ale bez własnej pracy się nie obeszło. Bo to jest praca: uświadomić sobie przyczyny i panować nad skutkami. Same się nie opanują i obawiam się, że tak zupełnie odporna na trudny charakter męża się nie stanę. Czyli, kurrrrde, będzie boleć,ale może trochę mniej.
    Nie ukrywam, że jestem ciekawa, Tomku, co powiedziałbyś na to moje ostatnie zdania.

  • Marito, nie ma za co przepraszać. No co Ty! Wiesz, nie wykluczam, że jest tak, że skoro dostrzegam szczegóły, ale swoich uczuć nie mogę określić jako „radość” to tak naprawdę tylko mój wewnętrzny krytycyzm wobec siebie, bo wydaje mi się, że coś mnie cieszy za mało. A i zmiany zachowań, na przestrzeni czasu, oczywiście też osiągnęłam. Jednak nie uważam, że są wynikiem „pracy nad sobą” tylko zmiany stosunku do spraw niezależnie ode mnie i kładę je na karb wieku, łagodnienia, zmiany perspektywy na to, co w życiu ważne.

  • Jakieś błędy mi się wkradły w tekst. Wcale nie wczoraj pisałam na blogu, że kocham życie:)

  • A dla mnie, że tak nieskromnie i bez obrazy powiem, cieszenie się chwilą jest naturalne. Sprawia mi radość piernikowe przedświąteczne szaleństwo z moim synkiem, za chwilę biorę się za pieczenie chleba, co też uczynię z wielką satysfakcją. Cieszę się, gdy na kolanach mruczy mi kot, a ja czytam dobrą książkę i gdy w drodze do szkoły mój syn w ramach porannej głupawki wypisuje coś palcem na oszronionych samochodach:). Wczoraj Na swoim blogu napisałam, że kocham życie, choć jest to zmienna miłość. Bo oczywiście, tak jak byle co mnie cieszy, tak byle co wpędza czasem w dołek. Na szczęście dołek nie trwa wiecznie.
    Przepraszam,Zante, że może się wymądrzam,ale nie szukajmy radości gdzieś daleko… o, właśnie, dopiero doczytałam Tomka i widzę, że się powtórzyłam.
    A zmienianie schematów jest diabelnie trudne, ale czasem się udaje. Ja jestem okropnie drażliwa i wybuchowa, ale dla dobra małżeństwa musiałam trochę w sobie zmienić. Nie zawsze mi się udaje, bo przyzwyczajenia i emocje są bardzo silne, ale ilekroć na głupie teksty męża zdarza mi się zareagować w sposób opanowany – to się opłaca!

  • No zauważam, że przykładowo dziecko się uśmiecha, zakwitła moja hortensja itp, ale tego, co czuję, nie określiłabym jako radość. Zauważam, jako pozytywne doznanie. To, że jestem zdrowa przyjmuje jako status quo w tym momencie. Nie odczuwam radości z tego powodu. Za to, na pewno, budzi się błysk myśli „ciekawe jak długo” czyli niepokój przed tym co być może się stanie.
    Jestem umysłem bardzo analitycznym (męcząco;-))), uporządkowanym. Muszę rozumieć mechanizmy, np. działań ludzkich. Oczywiście nie zawsze uznając je za słuszne, ale czuję imperatyw odnalezienie logiki w czyimś działaniu i przyczyn. Znam już przyczyny swoich reakcji, wiem już np. dlaczego tak, a nie inaczej reaguję w kontaktach z własną matką albo dlaczego, gdy słyszę syrenę karetki za oknem odczuwam napad lęku o moje dzieci. Tyle, że ta samoświadomość niczego w moich reakcjach nie zmienia, a te reakcje są dla mnie destrukcyjne, bo odpowiednio,albo żyję w poczuciu winy, że nie umiem wznieść się ponad wszystko i być „dobrą córką” albo jak w drugim przykładzie żyję w nieustannym niepokoju

  • Tom.CJ

    Nigdzie nie ma – pracuj nad sobą 🙂
    Chodzi głównie o to, że ludzie dość często nie przyglądają się, dlaczego powielają schematy, które robią wiele spustoszenia w ich życiu. Rzadko zastanawiają się, co jest przyczyną ich reakcji na konkretne sytuacje. Chodzi głównie o taką szczerą analizę – co powoduje, że reaguję tak a nie inaczej (zakładając, że reakcja takowa niesie za sobą negatywne skutki).

    Co do cieszenia się chwilą? No cóż, głównie o to chodzi żeby cieszyć się drobiazgami – nie masz pojęcia jak wielu ludzi nie zauważa detali, kwitnących kwiatów, uśmiechu dziecka, zdrowia, sprawności fizycznej …..
    Mógłbym zrobić tutaj gigantyczną listę, ale przecież nie o to chodzi.
    Ważne żeby doceniać to, co mamy.

  • Hm… są takie dwa hasła, które dziś pojawiły się w Twojej notce, a które są dla mnie pusto brzmiące. Rozumiem, rzecz jasna ich sens, jednak nie umiem ich zrealizować: ciesz się chwilą oraz pracuj nad zmianą swojego życia. Jak można nauczyć się cieszyć chwilą, skoro nie jest to zwyczajnym odruchem? A może nie mam świadomości, że cieszę się chwilą. Wszak cieszą mnie setki rzeczy, ale setki innych nie wzbudzają mojej ciekawości i skupienia. Co znaczy pracuj nad sobą i zmień swoje życie? Poukładaj wg nowej reguły w szafie ciuchy, naucz się wstawać o 7-mej, a nie o 9-tej jak dotąd itp – to rozumiem. Ale już naucz się spokojnie reagować na zaskakujące sytuacje jest dla mnie nie do pojęcia, bo jakże mogę zmienić swój odruch paniki, skoro najpierw tłucze mi serce i dłonie drżą, a dopiero po sekundzie mózg obejmuje świadomością co się wydarzyło? Za każdym razem, gdy ktoś kieruje do mnie takie „zalecenia” czuję się bezradna i mniej wartościowa. Na szczęście im jestem starsza tym jestem bardziej dla swojej nieudolności wyrozumiała.