Tomasz Cy, Ce, Co ……..? 3 komentarze


Choć premiera książki w wydawnictwie odbyła się 15 listopada, a w Merlinie i EMPiK’u 16 i 18 listopada, to ja nie miałem żadnego egzemplarza w ręku, aż do dzisiaj.
W zasadzie pojechałem po kartridże do drukarki. Skoro już byłem w Promenadzie, to zahaczyłem o EMPiK.
Przy półce z napisem „psychologia” spędziłem dwa lub 3 kwadranse, szukałem książki, której nigdy na oczy nie widziałem. Oczopląsu zacząłem dostawać, nigdzie nie mogłem wyczaić „Instrukcji…..”.
Ze zmęczonymi, wręcz trybującymi oczami podszedłem do stanowiska i zapytałem młodego sprzedawcę o książkę podając tylko tytuł.

Pan sprzedawca wklepał coś w komputer, długo patrzył w monitor. Minę miał taką, jakby mu się www z roznegliżowanymi paniami pojawiła. Zaskoczoną.
Po chwili krótkiej, zaprosił mnie do półki, przy której spędziłem wcześniej kilka kwadransów. Szukaliśmy razem wodząc wzrokiem po tytułach.
Trwało to chwilę, po czym Pan zaprosił mnie do półki z poradnikami psychologicznymi.
Byłem zdziwiony, że takowa istnieje.
Wodzenia wzrokiem ciąg dalszy, szukanie igły w stogu siana.
W pół zgięci, próbując znaleźć książkę w jednej części „poradników psychologicznych” zapytałem niepewnie:
– A może tam dalej coś znajdziemy, bo tam też chyba są poradniki.
– Nie, nie – odpowiedział Pan sprzedawca, tutaj są autorzy na „C”.
Zapadła chwila milczenia. Pan sprzedawca coś pod nosem zaczął mówić, chyba do mnie (a może do siebie?)
– Tomasz jakiś tam na „C”, Tomasz Cy, Ce, Co ……..?
– Tomasz Curlej – odpowiedziałem.
– O tak! wykrzyknął Pan, Tomasz Curlej. Dobrze, że Pan pamiętał – dodał najwyraźniej zadowolony.
– Pamiętam jak się nazywam – odparłem sarkastycznie.
Pan sprzedawca do tego momentu, wpół zgięty ze wzrokiem wlepionym w półkę z książkami, nagle powolnym ruchem zaczął obracać głowę w moją stronę. Jego wzrok zatrzymał się na wysokości mojej twarzy, bo też byłem zgięty wpół.
– Chce Pan kupić własną książkę? – zapytał baaaaaaardzo powoli i baaaaaardzo zdziwiony.
Wyprostowałem się, co też uczynił Pan sprzedawca, nabrałem pełne płuca powietrza i niczym kataryna zacząłem wywód:
– Bo widzi Pan, bo ja jeszcze nigdy nie widziałem tej książki, nigdy nawet jej nie pomacałem, nie wiem nawet jak wygląda jej zawartość. Wiem tylko jak wygląda okładka. Bo widzi Pan, wydawnictwo jeszcze mi nie przysłało moich egzemplarzy a trochę wstyd kiedy dzwonią do mnie znajomi i mówią, że już mają moją książkę. Bo wie Pan, kiedy ich pytam, jak wygląda, to śmiech słyszę w słuchawce. Ma Pan ją w systemie? Bo chyba sprawdzał Pan w komputerze i gdyby jej nie było nie ciągnął by mnie Pan do półek.
Sympatyczny Pan z obsługi chyba widział moją desperację w oczach, bo powiedział.
– Proszę chwileczkę zaczekać, paczki z tymi książkami przyszły wczoraj więc może jeszcze nie zostały wypakowane.
Pan zniknął na chwil kilka, po czym pojawił się z kilkoma oczojebliwymi egzemplarzami.
O tak! – krzyknąłem, to ta książka! Dziękuję Panu serdecznie.
Nie ma za co, odparł młody człowiek, skoro wydawnictwo nawaliło, to musiałem je dla Pana znaleźć 🙂

Tak oto stałem się właścicielem własnej książki, którą musiałem zakupić.
Największym i zarazem najważniejszym elementem tej książki, była dla mnie pierwsza kartka.
Mojej Mamie
Tomasz Curlej
Jeszcze w sierpniu, kiedy żyła, wiedziała jak ciężko i mozolnie szło jej kończenie i domykanie. To między innymi ona dopingowała mnie i na swój sposób wspierała żeby ją skończyć. Kiedy przez telefon powiedziałem jej, że już skończyliśmy, skakała z radości mówiąc jednocześnie, że jeden egzemplarz koniecznie dla niej.
Nie doczekała się. Dlatego pojawił się ten krótki tekst na pierwszej kartce. Mojej Mamie.
Dziękuję za to Mirkowi, z całego, całego serca.

Jak już niektórzy wiedzą, rysunki w książce są moje (wcześniej o tym pisałem). Nie miały się w niej znaleźć, przynajmniej nie te, mojego autorstwa. Myślałem, że robiąc je szybko, jako poglądowe, odrysuje je jakiś fachowiec. Niestety wydawnictwo uznało, że są niezłe i dadzą je takie jakie wysłałem. Ja jestem innego zdania. W książce „Instrukcja Obsługi Twojego Faceta” nie ma wzmianki, kto robił rysunki – to i dobrze, bo niewielka grupa osób będzie żyła w świadomości, że to moje bohomazy.
A tak na marginesie, wiecie jak fajnie (czytaj – dziwnie) czyta się własną książkę? :)))
Pozdrawiam serdecznie wszystkich – Robciu „wisienko” – trzymaj się cieplutko!!!

1,527 total views, 1 views today

Please follow and like us: