Wolny wybór. 7 komentarzy


Nie piszę, bo u mnie nic ciekawego, poza sprawami, których nie chcę na forum publicznym poruszać – a tego jest sporo 🙂
Właściwie, to od dwóch, może ….. trzech miesięcy, czekam.

Może zabrzmi to brutalnie, ale czekam na śmierć.
Nie, nie moją 🙂 choć pewnie znaleźli by się tacy ludzie, którzy by mi jej życzyli 🙂
Oczekiwanie na ten ostatni moment jest okrutne. Tak samo jak okrutne jest nagłe odejście, bez ostrzeżenia.

Maria Czubaszek, swoją wypowiedzią zrobiła ostatnio sporo zamieszania.
Kobieta, którą uwielbiam za jej luźny stosunek do wszechobecnego, przyznała się do dwóch aborcji.
Oczywiście odezwały się natychmiast tłumy obrońców życia.
No cóż, nie dziwi mnie to.
Martwi mnie natomiast to, że jest taka nagonka na Panią Marię.
Przedstawiła swoje zdanie na temat dzieci, macierzyństwa, przyznała się do dwóch aborcji.

Mam nieodparte wrażenie, że dla tych, którzy tak bronią szeroko rozumianego życia poczętego, nie ważne jest to, czy matka będzie miała warunki, żeby zapewnić dziecku godziwe warunki rozwoju.
Czy dziecko będzie miało odpowiednią opiekę, czy dziecko będzie miało normalne warunki do podstawowej egzystencji? Czy rodzice będą w stanie unieść, ten jakże trudny bagaż? Czy dadzą mu odpowiednie wzorce do wychowania? Czy będą w stanie zapewnić edukację?
Nikt się nad tym nie zastanawia.
Przypadek z ostatnich dni.
Matka małej Magdy, sześciomiesięcznej dziewczynki. Wszystko na to wskazuje, że nie potrafiła.
Znam wiele przypadków, gdzie rodzice nie potrafią wychowywać dzieci.
Robią to nieudolnie lub w ogóle nie potrafią.
Ileż to dzieci ląduje w domach dziecka?
Szkoda wałkować ten temat. Jest oklepany, tylko mucha (owad) jest na tyle głupia, żeby nie wiedzieć jaki to poważny problem.
Czasami mam wrażenie, że kobieta zapłodniona, traktowana jest jak inkubator.
Zdecydować sama nie może, czy chce tej ciąży czy nie. Jej macica, już nie jest jej macicą.

Rodziny wielodzietne, te które nie decydują się na aborcję lub w ogóle nie kontrolują tego, ile dzieci przyjdzie na świat.
Jeśli ich stać, proszę bardzo, droga wolna, wolny wybór. Ile dusza zapragnie.
Są też i tacy, którzy jak króliki – co sezon nowe dziecko – a że nie ma funduszy na wychowanie?
Co z tego, będą jęczeć i zawsze coś wyjęczą.

Miłego dnia.

973 total views, 2 views today

Please follow and like us:

Podobne wpisy
Czas Czas płynie, czas biegnie, czas ucieka, czas upływa, czas ??A gdyby tak zatrzymał się w miejscu? Gdyby można było uchwycić jakiś moment z naszego życi...
Odejścia Ludzie pojawiają się w naszym życiu i z niego odchodzą. Odchodzą często dlatego że chcą, dlatego że im tak wygodnie, odchodzą z różnych powodów. Zdarz...
Prezenty, kartki, święta Święta, święta, święta ...... przez niektórych wyczekiwane, przez innych znienawidzone. Coraz częściej budzą wiele skrajnych emocji. Wczoraj, będąc w ...
  • Anno, przepraszam za to, co teraz powiem. Jest chyba w Tobie wiele bólu, nie chciałabym Cię zranić, ale w jednym momencie poczułam bunt, czytając Twój post: gdy rozważasz, czy dałabyś radę opiekować się Tatą długoterminowo.
    Tak, wiem, to też jest wielki problem. Ale sądzę, że eutanazję jednak rozważa się pod innym kątem: z myślą o chorym, nie o naszej (nie)wygodzie.
    Ja w takiej sytuacji nie byłam, więc moje rozważania są czysto teoretyczne, ale byłabym z bliskim do końca. Gdybym nie dawała rady, szukałabym jakiejś pomocy z zewnątrz: siostra, brat, sąsiadka, pielęgniarka środowiskowa… Wiem, że to się łatwo mówi, wiem…
    Ja sama chyba nie odważyłabym się przejąć odpowiedzialności i zadecydować o cudzym życiu lub śmierci. Ale też obserwuję sytuacje, jak bardzo ludzie oszukują samych siebie, wierzą w cud, który nigdy nie zastąpi, nie przyjmują do wiadomości, że np. choremu już się nie poprawi i lepiej będzie, jeśli odejdzie wśród bliskich, a nie w szpitalu… Tak, czasami lepiej pozwolić odejść. Może nie zabić, ale po prostu pozwolić umrzeć.

  • Martha

    „Nie lubię sprawiedliwych, którzy nie padają, nie potykają się. Ich cnota jest martwa i mało warta. Nie poznali piękna życia.”

    Borys Pasternak

  • Anna

    „Może zabrzmi to brutalnie, ale czekam na śmierć.” hmm ja nigdy nie czekałam na śmierć , myśli Pan, że to brutalne, nie moim zdaniem wcale nie , w moim życiu śmierć do tej pory nigdy mnie nie dotknęła, bynajmniej nie tak mocno by o niej myśleć , zastanawiać się nad sensem życia , śmierci … ale 08.07.2011 wszystko się odmieniło po wypadku, kiedy największa podpora mojego życia – MÓJ TATKA (61l.) walczył o życie na OIOMie , z każdą sekundą było coraz gorzej , wtedy też jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że go stracę na zawsze, że ostatnie słowa jakie do niego wypowiedziałam to że „jutro trzeba zerwać wiśnie zanim szpaki zjedzą je za nas”. Na sali mówiłam do niego w tej walce, że musi przeżyć, przecież ma 7mio miesięcznego pierwszego wnuka Gabriela, musi go wybawić a gdzie tu Mu umierać. Dopiero gdy lekarz powiedział, że Tatka jest w takim stanie, że lepiej dla Niego i dla nas było by żeby zakończył tę męczarnie , dotarło do mnie, że to już koniec… ale jak on mógł powiedzieć , że przykładny Ojciec ma się poddać – bezczelny – pomyślałam.Nie , nie wcale nie dotarło do mnie że to koniec, to było złudzenie. Pojechałam do domu nakarmić syna piersią , Tatkę przetransportowali do większego Szpitala na dializę. Od 20tej myślałam tylko o śmierci i o tym co lekarz mówił. Czekałam na wieść o śmierci najważniejszej osoby w moim życiu. Nie wierząc, że to wszystko się dzieje. Patrząc na swojego syna mówiłam do niego
    „Bez względu na to co się stanie,(zakładając że najgorszym wyjściem będzie stała opieka nad Dziadkiem mojego synka) my damy radę będziemy się nim opiekować ile się da, zadbamy o niego jak On zawsze o nas dbał…( i wtedy przyszła ta wredna myśl, którą wypowiedziałam) a jeśli jego duma nie pozwoli wybaczyć nam , że pozwoliliśmy mu być warzywem, zdanym na naszą łaskę …że może…… [ to jest brutalne !!! ]po 10 minutach dostaliśmy tel. że mam przyjechać pożegnać się z Tatką bo dializa nie pomaga , serce powiększone jak dzwon , nie daje rady pompować , wyjechaliśmy w 2 może 3 minuty i po kolejnych 5 minutach w drodze dostaliśmy tel. że nie mamy przyjeżdżać bo Mój Kochany Tatka nie żyje …. nie żyje, jak to a pożegnanie ja jego pierworodna , nie poczekał na mnie (potworna złość mnie ogarnęła i wstyd tak wielki wstyd za moje słowa) jeszcze pół godzinki, jak on mógł( myślałam tylko o sobie ), dopiero gdy zadzwoniła kuzynka , która zawiozła Mamę do Taty doszło do mnie, że jest jeszcze mama , siostra , bart, mąż, syn i ona sama, że ta śmierć też ich dotyka, ale te kłębiące się myśli , że może się poddał bo usłyszał jak mówiłam te potworne rzeczy , to moja wina … moja … ale przecież ….eh to nie jest łatwe … od tamtej pory od 9 lipca2011 roku kiedy o 23:55 stwierdzono zgon mojego Tatki , moje wszystkie poglądy się zmieniły , jakbym doznała jakiegoś oświecenia nie to złe słowo, nie oświecenia ale podpowiedzi o tak podpowiedzi jaki kierunek mam obrać (dziwne nawet dla mnie). Tematy aborcji, eutanazji, homoseksualistów są dla mnie odrębną sprawą, Aborcja właśnie jak mówi Marita co innego lekkomyślność typu skok w bok a co innego gwałt i tu moja myśl ,w której sytuacji które dziecko jest bardziej niechciane.Znam przecież przypadek mojej koleżanki, która dzięki dziecku z gwałtu właśnie zaczęła żyć , jak to ona mówi znalazła swój sens życia i bardzo się cieszy ze nie podjęła tej drugiej decyzji. Eutanazja ?? to dopiero myśl do rozwinięcia sama osobiście bym nigdy takiej decyzji nie podjęła , wolałabym się poświęcić do końca życia aczkolwiek , czy na pewno ??? bo przecież nie byłam w takiej poważnej sytuacji gdy trzeba się opiekować 24/h , ale jako 14 latka kiedy to mama nas opuściła rzekomo w celu poprawienia naszej syt. materialnej (pojechała do pracy do NL) Tatka złamał nogę w biodrze, dałam radę 4 miesiące (mama wróciła po nieudanej próbie zarobku) ale byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie opieką nad Tatką, szkoła- przecież zakończenie gimnazjum w moje 15 te ur , opieka nad bratem 12l. siostrą 8 l. (przygotowanie jej do Komunii Św.), ale wiedziałam, że to się skończy , że Tatko wstanie z łóżka będzie ok , do tej pory przeżyjemy . A w sytuacji gdy po wypadku jest wiadomo, że poprawy nie będzie skąd mam wiedzieć że dam radę ???Czy nie czekałabym na śmierć aby ulżyć i choremu i sobie ?? Nie wiem , naprawdę nie wiem.

    Pewnie stwierdzicie, że błądzę z myślami , tak się właśnie czuje … ale wiem , ze teraz moje życie na pewno się różni od tego sprzed 9 lipca… to taki mój osobisty 11 września , dzień od którego zaczynamy „świadomie myśleć” … ah teraz nie zasnę w mojej głowie tyle się dzieje.

    Dobrej Nocy

  • Szlag mnie tylko trafia, gdy ludzie ślepo ulegają chwili, emocjom, nie bacząc na konsekwencje, a potem aborcją „rozwiązują” problem niechcianych (np. pozamałżeńskich) dzieci. Może jakaś mało spontaniczna jestem…
    Pozdrawiam.

  • Nie mam jednoznacznego stosunku do aborcji. Uważam ją za ostateczną ostateczność. Uważam, że nawet jeśli rzeczywiście jest TO tylko zlepkiem komórek, to przecież będzie z tego człowiek. I Ty, i ja byliśmy takimi zlepkami, mój syn był zlepkiem. Nigdy nie chciałabym stanąć przed tego rodzaju dylematem. Życie trzeba chronić, nie zgadzam się na wygodnictwo i egoizm, które kierują niektórymi kobietami. Z drugiej jednak strony – są dylematy, na które dobrej odpowiedzi nie ma. Nie wiem, na przykład, czy byłoby mnie stać na bohaterstwo i zdecydować się na poród kosztujący mnie życie. Nie będę nigdy demonstrować przeciw aborcji, ale i nigdy nikogo na zabieg nie namówię, raczej szukałabym innych rozwiązań. Jestem natomiast bezwzględnie za skuteczną antykoncepcją

  • Martha

    Czysta hipokryzja i zaściankowość!Nie mam pojęcia w jakim kierunku idzie ten kraj?!Zaczynam się zastanawiać,czy aby na pewno żyjemy w państwie demokratycznym?Pani Maria powinna być wzorem dla innych kobiet.Na własnej skórze przekonałam się jacy nietolerancyjni są ludzie,nie wspominając o tym jak zostałam potępiona mówiąc głośno,że jestem ateistką,popieram aborcję,eutanazję, legalizację związków homoseksualnych, jak i umożliwienie takim parom zaadoptowanie dziecka(nieco kontrowersyjne)!Tobie dużo siły:)

  • To, że wypowiedź Marii Czubaszek wywoła oburzenie to było pewne. Za to zadziwił mnie artykuł w „Wyborczej” red Kolendy-Zalewskiej. Nawet nie sama aborcja wywołała w niej sprzeciw, ile to, że jakaś kobieta głośno się do niej przyznała. Pani redaktor świętojebliwie wygląda(sorry, ale jakoś każde inne słowo nie pasuje tak akurat;) i takie też ma poglądy. Uznaje prawo, by ktoś głośno mówił o swej orientacji seksualnej, chorobach terminalnych, ale nie powinien mówić o aborcji. Zadziwiająca logika