Kasztanowce i narkoza. 6 komentarzy


Podobno jaki poniedziałek, taki cały tydzień będzie. Dzisiejszy dzień nie zaczął się dla mnie tak jak bym sobie tego życzył. Kilka obsuw rano przed szkoleniem – dobrze, że wyszedłem z tego obronną ręką.
Po południu moja czworonożna pociecha biegając na spacerze rozwaliła sobie tylną łapkę. Skończyło się na wizycie u weterynarza, okazało się, że ma przeciętą tętnicę i krew się leje obficie, do tego przecięła sobie ścięgna. Nie obyło się bez narkozy i porządnego szycia. Teraz biedna leży otępiała po narkozie i jeszcze nie wie jak się nazywa.

Jutro i pojutrze na antybiotyk do lekarza, a za dwa tygodnie zdjęcie opatrunku. Dostała na wszelki wypadek kołnierz, to po to gdyby przyszło jej do głowy pozbycie się tego ogromnego opatrunku z łapki. Mam nadzieję że nie będę musiał ją stroić w to cudo, bo nie wyobrażam sobie jej w tym kołnierzu – już widzę jakie będzie nieszczęście kiedy będę zmuszony ubrać ją w ten plastik.
Człowiekowi można wytłumaczyć że musi coś nosić, bo to dla jego zdrowia, ale jak wytłumaczyć psinie?
Mam nadzieję ze będzie dzielna.
Dzisiaj wracając ze szkolenia ze zdziwieniem zauważyłem, że kasztanowce już pączkują – rety, to znaczy że matury niebawem.
Ech, zmęczył mnie dzisiejszy dzień.

1,363 total views, 1 views today

Please follow and like us: