Patrzę. 5 komentarzy


Wsiadam do tramwaju numer 31. Tłok i gwar. Stoję na schodku.
Ludzie rozmawiają. Jakaś para nad moją głową rozmawia o zabawkach dla dzieci.
Śmieją się nucąc lub śpiewając piosenki, które grają misie, lalki.
Pacynka to ulubiona zabawka jej córki, on zaś twierdzi, że jego synek najbardziej lubi konika na biegunach.
O mój Boże! Kiedyś miałem takiego! Mój rumak z piękną i długą grzywą.

Skręcamy w Woronicza, jacyś ludzie próbują się dosiąść. Ścisk, że aż oczy wszystkim wyłażą, a para nade mną dalej nuci i podśpiewuje.
Stacja metra Wierzbno, większość ludzi wysiada z tramwaju.
Gonią, gonią, gonią, wszyscy. Schody, bramki, schody i peron.
Wjeżdża metro.
Masa opanowała wagoniki metra.
Ścisk, tłok.
Jakaś babcia, na oko jakieś 140 centymetrów przyssała się do drążka w przejściu.
Wszyscy próbują jej nie rozdeptać, tym bardziej, że starsza Pani krąży wokół drążka.
Krąży przylepiona.
Patrzę na twarze. Ludzie zamyśleni, zmęczeni poniedziałkiem.
Racławicka, coraz więcej osób. Pole Mokotowskie, jedni wysiadają ale inni wsiadają. Tłoczno.
Ludzie patrzą przed siebie, gdzieś w przestrzeń, gdzieś w okna za którymi nic nie ma oprócz ściany tunelu.
Politechnika i wreszcie Centrum, wysiadamy.
Ludzie pędzą, niczym w peletonie, byle do mety. Jedni stają po prawej stronie schodów ruchomych, inni zaś wchodzą prawą stroną niesieni stopniami.
Szybko, coraz szybciej.
Wybieram prawą stronę. Mijają mnie Ci, którzy pędzą do góry na własnych nogach. Ja stoję, stoję i patrzę na twarze tych, którzy zjeżdżają na dół.
Twarze, mijam twarze. Stoją niczym zombi, jeden, dwa, trzy, cztery … trzydzieści sześć.
Wychodzę na powierzchnię. Dużo ludzi, dziesiątki, setki, może nawet tysiące.
Do stacji próbuje wejść młody chłopak z białą laską, niepewnie uderza nią o chodnik, inni go mijają, niektórzy nawet trącają. Widać, że jest bardzo zagubiony.
Jakaś Pani do niego podchodzi i coś do niego mówi, chyba chciała mu pomóc….

Różowy Pałac Kultury, Novotel, jakaś konstrukcja na Placu Defilad.
Wszyscy pędzą, gonią. Zamyśleni, zamyśleni, zamyśleni. Nikt się nie rozgląda. Wszyscy niczym w letargu pędzą. Dokąd?
Przy wejściu na peron środkowy na Dworzec Śródmieście idzie ….. mężczyzna, ma białą laskę.
I znowu ta niepewność, nieporadność.

Wsiadam do kolejki miejskiej, opóźniony Tłuszcz, jakaś dziewczyna siada na przeciwko.
Wyciąga książkę i paczkę paluszków, kilka jej wypada na podłogę.
Spogląda na nie i leniwie wzrokiem daje nurka w książkę.
Na Powiślu wsiada Pani z jakimś chłopakiem, staje obok nas.
Butem rozgniata paluszki.
Rozglądam się po przedziale. Rozpoznaję mężczyznę, który jechał ze mną metrem, zwolnił.
Jego twarz jest weselsza, spokojniejsza. Inni też mają twarze, które w niczym nie przypinają tych z przed kilkunastu minut.
To taki początek tygodnia, poniedziałek 🙂

2,313 total views, 1 views today

Please follow and like us: