Pośpiech jest personifikacją diabła – Podobno.


– Ale się Panu tydzień od poniedziałku rozpoczął – powiedział Pan Ryszard z serwisu kiedy się u niego dzisiaj pojawiłem.
Niedziela była gorsza, pomyślałem.
Wczoraj wracając do Warszawy, mój samochód wydawał z siebie dziwne dźwięki. Mając na uwadze dzisiejszą podróż do szpitala, zaplanowałem, że wpadnę do mojego serwisu samochodowego, żeby Pan Ryszard zobaczył co się z nim dzieje.
– Nie może Pan nim jeździć, pompa od wspomagania jest do wymiany, ale się Panu tydzień od poniedziałku rozpoczął – powiedział Pan Ryszard.
Rozwaliła mnie ta informacja, już dawno powinienem być w drodze. Ok, zostawiłem samochód w serwisie i pożyczyłem od Mirka jego cztery kółka.
Zajechałem dość późno, wizyty były od 13:00 do 18:00, jeszcze przed odwiedzinami zabrałem bratową i dzieciaki.

Sytuacja jest pod kontrolą, choć nie jest to czego bym sobie życzył. Dzisiaj była tomografia, co dalej? Nie wiem, bo nie złapałem żadnego lekarza.
W tej samej sali, starsza kobieta a nad nią pochylona córka. Coś do niej szepcze głaszcząc ją po policzku, co chwila pojawiają się łzy.

Sandra z Mateuszem zapomnieli widocznie gdzie są, bo robili mały harmider na wolno stojącym łóżku.
– Dzieciaki, ciszej, nie przeszkadzajcie Pani – powiedziałem nieco sykliwym tonem.
Kobieta pochylająca się nad łóżkiem starszej Pani, podniosła głowę i mówi do mnie:
– Nie trzeba uciszać dzieci, ona nie reaguje.
Leżąca, starsza Pani, co chwila wydawała z siebie dziwny i przerażający odgłos, jakby się dusiła, przypominała kłodę, nie ruszała się a jedynie pojawiały się jakieś grymasy na twarzy.
– Może powinna leżeć na boku, być może nie dławiłaby się śliną – powiedziałem niepewnie.
– Będę musiała poprosić pielęgniarkę, bo może, to będzie rozwiązanie – odparła córka.
– Ona jest od dwóch tygodni pod kroplówką, jest sparaliżowana odtąd do końca – powiedziała spontanicznie kobieta, zataczając ręką krąg od szyi do nóg.
Zatrzymał się na chwilę czas, tylko dla mnie, rozejrzałem się wokół łóżka starszej Pani. Obok stała wielka butla z tlenem, sama nie mogła oddychać, jeść też właściwie nie mogła, może nie chciała? Popatrzyłem na bezwładne ciało na obleśnym, metalowym łóżku, na stojącą obok, zrezygnowaną kobietę.
Nie potrafiłem opanować myśli, co gorsza, nie potrafiłem ich pozbierać do kupy. Wzruszający widok, przygnębiający widok cierpiących dwóch osób.

Kiedy odzyskałem panowanie na myślami, przyszła refleksja. Tyle się mówi o eutanazji, tyle jest głosów przeciw i wiele które są za eutanazją. Czy osoba, która leży przykuta do łóżka, chce dalej żyć, cierpiąc? Czy może woli odejść, gdzie (być może) zazna spokoju i nie będzie wegetować. Czy instynkt przetrwania jest na tyle silny, że chcemy walczyć o każdą godzinę życia, nawet jeśli przy tym bardzo cierpimy? Nigdy się tego nie dowiemy, wie to tylko ta Pani.
Ówczesna technologia, może być dla nas zbawieniem i jednocześnie przekleństwem. Te wszystkie aparatury, które podtrzymują nas sztucznie przy życiu…….
Z drugiej zaś strony, jeśli sobie pomyślę o podjęciu decyzji dotyczącej odłączenia aparatury od osoby bliskiej, dostaję dreszczy.

Spokoju i zdrowia wszystkim życzę. Cieszcie się każdą chwilą, bo na prawdę warto.

805 total views, 1 views today

Please follow and like us: