Skakanka. 4 komentarze


Dla moich bliskich i znajomych, nie będzie zaskoczeniem, że kolejny dzień minął pod hasłem ?Intensywnie?. Po południu szybki wypad do Ikea po kilka drobiazgów, potem szybko do M1 w Markach. Po drodze kilka porcji żarcia chińskiego na wynos dla kilku osób. Wieczorem, Mirek poprosił mnie żebym podwiózł go na dworzec wschodni bo chciał kupić sobie bilety. Po drodze usłyszałem jakiś stukot, wyłączyłem radio i nasłuchiwaliśmy co to takiego może wydawać te dziwne dźwięki. Po 10 minutach zrezygnowaliśmy z nasłuchu i włączyłem muzykę ? nie będę się denerwował, pomyślałem. Dojechaliśmy na wschodni, zaparkowałem auto, Mirek polazł do kasy. Ja obsesyjnie zacząłem oglądać i obmacywać samochód. Ku mojemu zaskoczeniu, zaskoczenie chyba uzasadnione, bo niedawno ta część była wymieniana, okazało się, że wydech mi wisi :oP Wszystko mi opadło, poszedłem do holu dworca i syknąłem Mirkowi przez ramię:
– Wydech mi wisi, idę poszperać na stoisku z przeterminowaną prasą.
Zamiast gazet, kupiłem sobie na pocieszenie jakieś dwa filmy, zaszalałem, po siedem zeta były ;o) Wróciłem do Mirka, który był już przy okienku kasy. Podekscytowany zaczął mi ględzić coś o kiosku i sznurku:
– Idź do tego Pana, może ma sznurek albo jakąś żyłkę!
Zgłupiał, pomyślałem ale poszedłem do kiosku w którym kupiłem wcześniej wspomniane filmy. Pan sprzedawał w nim prawie wszystko, przysłowiowe mydło i powidło. Zapytałem z miną niewiniątka:
– Czy ma Pan może w sprzedaży jakiś sznurek, albo żyłkę? Naderwał mi się wydech i chciałem go jakoś podwiązać, żeby dojechać do domu.
Pan zrobił smutną minę i odparł:
– Mam tylko skakanki.
– Jasne, super! Biorę dwie!
Kupiłem dwie skakanki, chciało mi się na nich poskakać na środku hali z kasami na naszym przepięknym dworcu wschodnim, ale stwierdziłem, że nie zrobię tego Mirkowi :o) Poszliśmy na parking i wspólnymi siłami podwiązaliśmy jedną skakanką ten cholerny, uparty wydech. Jechaliśmy na słowo honoru. Jeszcze do tego całego zamieszania na czerwonych światłach, na skrzyżowaniu Marsa i Płowieckiej, dwóch naprutych ?myjków? (osoby myjące szyby w celach zarobkowych, głównie na skrzyżowaniach kiedy auta stoją na czerwonym świetle) odczyniało jakieś tańce połączone z jogą tuż przed moim samochodem. Folklor. Jutro z samego rana jadę do mojego mechanika i na dzień dobry powiem:
– Panie Ryszardzie, nic mi Pan nie wspominał, że będę musiał jeździć na skakance ;o)

1,674 total views, 2 views today

Please follow and like us: