To miał być zwykły dzień. 12 komentarzy


To miał być zwykły wypad do koleżanki, mnie i Mirka zaprosiła Aga, nasza wspólna znajoma. Mieszkała wtedy w Kobyłce, dom gdzieś na uboczu, mieliśmy gdzieś wyskoczyć razem, już nawet nie pamiętam gdzie. Kiedy dojechaliśmy do Agnieszki, zastaliśmy zamieszanie wśród domowników.
Kilka minut przed naszym przyjazdem ktoś wyrzucił z samochodu małego psiaka pod jej domem. Zdezorientowane szczenie uciekło w krzaki pod domem Agi. Postanowiliśmy wyciągnąć przestraszonego malucha, oczywiście zacząłem się tarabanić w gąszcz co wcale nie było łatwe. Kiedy już wreszcie doczłapałem się do pieska i wyciągnąłem rękę żeby go wyciągnąć zawarczało to coś małe ze wzrokiem niewiniątka ? oooooo, charakterne bobo ? pomyślałem.
Oczywiście z naszego wspólnego wypadu wyszły nici, zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić ze szczeniakiem, Agnieszka nie mogła zatrzymać tego psiaka bo już miała dwa, w tym jednego znajdę, też podrzuconego pod jej dom.
Ustaliliśmy płeć ? to była suczka.
Nie była zdenerwowana, chyba bardziej zdezorientowana, tyle się zadziało w jej króciutkim życiu.
Nawet nie zdążyłem się jej przyjrzeć, bardziej interesowało mnie to, co zrobić z małą sunią.
Aga nie mogła, z wiadomych powodów, Mirek też nie mógł z rożnych zrozumiałych powodów, więc pozostałem ja. Ja też nie mogłem bo ciągle nie było mnie w domu, wciąż na wyjazdach.
W dzieciństwie znosiłem do domu wszelkie możliwe znajdy, gdzie moja mama rwała włosy z głowy bo wciąż przychodziłem do domu z nowym futrzakiem ? raz nawet przyniosłem zaskrońca, ale to już nie futrzak ;-P
Postanowiłem że i tym razem zrobię tak samo jak to czyniłem w dzieciństwie, zabiorę sunię do siebie ? dzięki Bogu już mieszkałem sam ? i postaram się podzwonić po znajomych i tym samym spróbuję znaleźć jej jakiś dom.
Na dzień dobry, już w moim mieszkaniu, sunia nasikała na środku pokoju ? ale Beirut ? pomyślałem, co jeszcze bardziej mnie napędziło żeby obdzwonić znajomych.
Pierwszego i drugiego dnia dzwoniłem dość intensywnie ? innymi słowy biegunka telefoniczna, trzeci dzień już był bardziej leniwy. Zacząłem się baczniej przyglądać suni, miała wielkie uszęta i wyglądała przesłodko, chodziła za mną krok w krok, nie opuszczała mnie nawet na chwilkę. Czwartego i piątego dnia zacząłem zastanawiać się jak mam do niej wołać, jakieś tymczasowe imię? No przecież nie mogę wciąż do niej wołać ?sunia?. Już nawet nie pamiętam kto, ale chyba ktoś z moich znajomych podsunął mi pomysł na imię Pelaśka.
Szóstego, siódmego jak i dziesiątego dnia, sunia miała nie tylko imię, ale też i dom. Została u mnie, zapał do obdzwaniania znajomych gdzieś zanikł, zauroczony jej nieporadnością, wielkimi uszętami, radosnymi oczętami, merdającym coraz częściej ogonkiem spowodował że zdecydowałem się na coś, co jak później się okazało, było przeogromnym wyzwaniem.
Tak było ponad pięć lat temu.
Teraz wypełnia moje życie i jest członkiem rodziny. Przynosi mi wiele radości, ale też potrafi być upierdliwa,  najważniejsze jednak jest,  że wciąż się uśmiecha merdając przy tym ogonem 😉

Pelaśka i jej piłka

2,427 total views, 2 views today

Please follow and like us: