Z górki na pazurki. 11 komentarzy


Przedwczoraj wizyta u Ewy, dość późna ale za to jaka sympatyczna.
Wracałem przez centrum, kilka godzin wcześniej w Warszawie zaczął padać śnieg ? chyba nawet deszcz ze śniegiem. Wszystko natychmiast przymarzało, piaskarek jak na lekarstwo.
Na Chałubińskiego, nie wiedzieć czemu, pojechałem przez wiadukt. Pojechałem to za dużo powiedziane. Było tak ślisko, że wjeżdżałem bokiem (bokami?) bo zarzucało moim samochodem na wszystkie możliwe strony. Gdyby nie auta za mną już na wiadukcie, które zresztą miały ten sam problem, to może zrezygnowałbym i puścił pedał gazu – na luzie stoczyłbym się z podjazdu. Podjazd na wiadukt trwał jakieś 10, może 15 minut a mnie wydawało się że całe wieki. Z górki już było ?? na pazurki, jeśli jeździliście kiedyś na sankach z górki to wiecie co mam na myśli, było mi już wszystko jedno. Samochód w zasadzie sam się stoczył, a właściwie ześlizgnął.
Normalnie o tej porze, grubo po 23:00 jadę od Ewy z centrum do siebie (Rembertów) około 15 minut, tego dnia jechałem ponad godzinę.
Chciałbym powiedzieć że książka idzie jak burza, ale chyba raczej piaskowa, jedno jest pewne ? będzie na wiosnę 😉
Na dzisiejszy popołudniowy spacer z moją pociechą dodatkowo przyplątało się dwóch chętnych, pies miał przynajmniej radochę bo tyle par rąk do rzucania patyczkiem, ulalaaaaaaaaa, ale miała frajdę. Merdała ogonem jak śmigłowiec, no i ciągle uśmiechnięta 😉
Zima nam się zrobiła jak za dawnych lat bywało, biało, puszyście. Dobrze że dużego mrozu nie ma, nie lubię minusowych temperatur.

zdjęcie opublikowane bez zgody Michała i bez zgody mojego czworonoga ;oP

Spokojnego piątku wszystkim życzę.

1,430 total views, 4 views today

Please follow and like us: